Kroniki TOPR - Kroniki 1947-1949

Działalność TOPR w roku 1947.

Rok 1947 obfitował w szereg tragicznych wypadków w Tatrach i pod względem ilości wypraw przewyższył wszystkie ubiegłe lata działalności Pogotowia.
Odbyło się ogółem 30 wypraw, w tym trzy wyprawy na skutek fałszywego alarmu, pozostałe zaś wyprawy dotyczyły w siedmiu wypadkach wypadków śmiertelnych, w 13 wypadkach znoszenia rannych, w 5-u zdjęcia ze ściany, pozostałe zaś interwencje to poszukiwania zaginionych turystów.

W sezonie zimowym z początkiem 1947 r. jak zwykle dyżurni TOPR interweniowali, w kilkudziesięciu wypadkach narciarskich na Gubałówce i Kasprowym Wierchu.


Kronika wypadków nie narciarskich rozpoczyna się w dn. 4. I. od wyprawy po zwłoki ks. Szykowskiego do Groty Mylnej. Ks. Szykowski poszukiwany był bezskutecznie przez Pogotowie w r. 1945. Zabłądził on widocznie w zawiłych korytarzach groty i poniósł śmierć głodową.


W dniach od 9 do 16 marca Pogotowie poszukiwało dwu zbłąkanych chłopców, których odnaleziono po słowackiej stronie Tatr, przytrzymanych przez tamtejszą placówkę żandarmerii.


W dn. 29 kwietnia uległ wypadkowi uczeń szkoły morskiej w Gdyni Zbigniew Kuczara. Zwłoki jego znaleziono na krze lodowej na Czarnym Stawie Gąsienicowym.
Kuczara przechodził przez staw po załamującym się lodzie. Ślady krwi na dłoniach wskazywały na rozpaczliwą walkę, jaką stoczył Kuczara, by dostać się do brzegu. W odległości 5-u m od brzegu zmarł on na udar serca.


Dnia 28 maja Wiesława Andrzejewska, Janina Dziubejówna i Maria Lipińska (studentki U. J.) zmyliły pokrytą śniegiem drogę przy schodzeniu z Rysów ku Morskiemu Oku i weszły na wielką Bulę pod Niżnimi Rysami. Andrzejewska i Lipińska próbowały zejść kominem wprost ku Czarnemu Stawowi i spadły wielokrotnie po drodze, odnosząc wiele ran i potłuczeń i resztkami sił dobrnęły nad ranem do schroniska przy Morskim Oku.
Dziubejówną sprowadzili członkowie TOPR.


W dniu 19 czerwca dwie dziewczynki w wieku lat ok. 12, odłączywszy się od wycieczki szkolnej, która odjechała bez nich, schodziły z Kasprowego Wierchu żlebem spod peronu wprost ku Suchej Dol. Kasprowej. Jedna z nich (Helena Somówna z Choszczna za Krzyżnem na Pomorzu), pośliznąwszy się zjechała po śniegu i uległa silnym potłuczeniom.


Ignacy Podgórski dziennikarz z Warszawy, schodząc 23 czerwca z Granackiej Przełęczy żlebem do Pańszczycy obsunął się i doznał wielu ciężkich obrażeń. Właściwy okres letni rozpoczyna wypadek śmiertelny, jakiemu uległ w dniu 13 lipca Mirosław Grado, pracownik Banku Gospodarstwa Krajowego w Krakowie. Turysta ten, prowadząc wycieczkę złożoną z kilkunastu osób ścieżką ze Świnicy do Zawratu, odpadł od klamry i spadł ok. 100 m. na piargi górnego piętra Dół. Pięciu Stawów Polskich, ponosząc śmierć na miejscu.
Grado cierpiał podobno na częste ataki epileptyczne, przypuszczalnie więc uległ on takiemu atakowi w tragicznym dla siebie momencie. Towarzysze zmarłego, sprowadzeni przez taterników do Kuźnic tegoż jeszcze samego dnia wyjechali do Krakowa, nie interesując się, co stanie się ze zwłokami.


Drugi, niemniej tragiczny wypadek zdarzył się na Giewoncie w dniu 20 lipca. Wypadkowi uległ Julian Wilk, uczeń z Rzeszowa, który idąc w towarzystwie dwu kolegów, począł schodzić z grani Giewontu ku północy. Gdy stok zmienił się w urwisko, zdjął buty i oddalił się, by szukać możliwości zejścia. Za chwilę runął w dół. Dalsze poszukiwania z powodu mgieł i deszczów, trwały jeszcze trzy dni. Dopiero trzeciego dnia natrafiono na zwłoki ukryte w ścianie na trawiastej półce. Wilk spadł ok, 80 m i poniósł śmierć na miejscu.


Dnia 16 sierpnia Zdzisław Dutkiewicz, kupiec z Kielc, poinformowany na szczycie Świnicy przez "przewodnika" jakiejś grupy wycieczkowej, zaczął schodzić pn-wsch. ścianą Świnicy ku Gąsienicowym Stawom. W połowie ściany Dutkiewicz, który był po raz pierwszy w górach, utknął w trudnym i eksponowanym miejscu i począł wzywać pomocy. Pogotowie sprowadziło go ze ściany.


Tegoż dnia Stanisław Marusarz udzielił pomocy turystom, którzy schodząc z Żabiego Szczytu Wyżniego zbłądzili i nocowali w żlebie spadającym z Białczańskiej Przełęczy Wyżniej.


 Niecodzienny wypadek zdarzył się 17 sierpnia w Roztoce, gdzie przechodząc przez potok Białkę, utonęła Helena Morstinowa. Mimo pomocy udzielonej przez turystów i gospodarzy schroniska w Roztoce, Morstinowa nie odzyskała przytomności. Przypuszczalnie śmierć nastąpiła w momencie upadku do wody na skutek osłabionego już dłuższą turą serca.


 Dnia 21 sierpnia Wiesław Orłowski, student medycyny z Krakowa, wspinając się w towarzystwie siostry klasyczną drogą na pn. ścianie Galerii Gankowej, odpadł i z powodu przerwania się liny spadł ok. 200 m, zabijając się na miejscu. Towarzyszce zabitego udzielili pomocy taternicy, biwakujący w tym czasie w Dolinie Czeskiej. Zwłoki znieśli członkowie TOPR do Zakopanego. Orłowski przeszedł przeszkolenie w skałkach podkrakowskich a swą działalność w Tatrach rozpoczął od razu od trudnych wspinaczek. Cienka, 20 metrowa lina, jakiej używał, była kompletnie zetlała.


Dnia 8 września Bogusław Wójtowicz, urzędnik elektrowni w Stalowej Woli, wraz z kilkunastu osobową grupą wczasowiczów schodził, skutkiem nieznajomości drogi ze Skrajnej Turni wprost ku Gąsienicowym Stawom po mokrym skalisto trawiastym terenie. Wójtowicz poślizgnął się i spadł ok. 100 m. Wójtowicz zabił się na miejscu, pozostali zaś uczestnicy wycieczki bądź zawrócili bądź pozostali na miejscu, czekając na pomoc Pogotowia.


 26 września Pogotowie udzieliło pomocy, Zbigniewowi Nowickiemu, który utknął j w 1/3 wysokości pn. ściany Giewontu i wołał o pomoc. Wypadek ten był wynikiem lekkomyślnej fanfaronady. Nowicki założył się bowiem z kolegami, że w ciągu 2 godzin wyjdzie wprost pn. ścianą Giewontu do krzyża.


Dnia 18 października uległ tragicznemu i wypadkowi Frytek Tadeusz z Czarnego Dunajca, który idąc w towarzystwie gospodarza schroniska w Dol. Staroleśnej przez Dol. Świstową na Rohatkę w czasie śnieżnej burzy zasłabł i opuszczony przez towarzysza zamarzł. TOPR zostało zawiadomione o wypadku dopiero w pierwszych dniach listopada. Wyprawa ratunkowa odnalazła w śniegu przy pomocy sond lawinowych worek i marynarkę, lecz na zwłoki zaginionego nie natrafiła. Dopiero w lecie 1948 r. zawiadomiono TOPR telefonicznie ze Smokowca, że zwłoki Frytka zostały odnalezione w pobliżu Zmarzłego Stawu pod Polskim Grzebieniem.


Pozostałe, niewymienione wyżej wyprawy Pogotowia w 1947 r. dotyczyły w czterech wypadkach poszukiwania zaginionych turystów, którzy po kilku dniach sami powrócili do Zakopanego a w czterech wypadkach udzielono pomocy osobom, które skręciły nogi hub doznały lekkich potłuczeń.



Nie notowany dotychczas w kronikach Pogotowia wypadek zdarzył się 19 września 1948 r. z psem, który towarzyszył turyście podczas wycieczki na Giewont. Pies ten zeszedł od krzyża ku północy ok. 20 m i utknął, nie mogąc powrócić do góry. Dwu członków Pogotowia udzieliło mu pomocy, wyciągając go uwiązanego na linie w bezpieczne miejsce.


 Zdarzył się również nad Morskim Okiem wypadek rozmyślnego fałszywego alarmu j w celu przekonania się, czy podany na afiszach PTT górski sygnał ratunkowy rzeczywiście sprowadzi pomoc. Pomoc przyszła tak szybko, ze autor głupiego i karygodnego wybryku nie zdążył umknąć.


Działalność TOPR w roku 1948. W r. 1948 z zadowoleniem można zanotować zmniejszoną ilość wypadków. Od stycznia do października było ogółem 14 o wypraw TOPR, nie licząc pomocy udzielanej narciarzom przez dyżurnych TOPR. Dotyczyły one 4-ch wypadków śmiertelnych, 6 wypadków potłuczeń, złamań lub zwichnięć nóg, jednego wypadku utknięcia w skałach, w trzech wypadkach poszukiwania zaginionych i dwu fałszywych alarmów.


Od 20 grudnia 1947 utrzymywano stałe dyżury na Gubałówce i Kasprowym Wierchu., udzielając pomocy w wypadkach narciarskich. Na pięćdziesiąt kilka wypadków w których interweniowali dyżurni Pogotowia zanotowano trzydzieści parę złamań nóg. Dyżury na Kasprowym Wierchu zakończono dopiero w dniu 5 maja 1948 r.


 O ścisku panującym na terenach narciarskich Kasprowego Wierchu świadczy coraz częściej zdarzający się nowy rodzaj wypadków a mianowicie zderzeń i najechań. W wspomnianym sezonie zimowym zanotowano cztery takie wypadki, zakończone połamaniem rąk i nóg; ofiara jednego z nich zmarła w szpitalu w następstwie obrażeń wewnętrznych.

Pierwsza wyprawa Pogotowia w 1948 r. odbyła się w nocy z 5 na 6 stycznia, kiedy to sprowadzono z Dol. Litworowej (Czerwone Wierchy) czterech turystów, a mianowicie Garus Stanisława, Dobrowolskiego Stefana, Hryniewicz Romana i Zborowskiego Zygmunta. Odłączyli się oni od zbiorowej wycieczki studentów na Czerwone Wierchy i zeszli do Dol. Litworowej, skąd wzywali pomocy. Pogotowie wyruszyło nocą zaalarmowane przez towarzyszy wycieczki. Wycieczkę tę z powodu złych warunków śnieżnych odbywano bez nart.


Dnia 9. II. Pogotowie poszukiwało Klendrę Józefa z SNPTT Zakopane. Narciarz ten był widziany przez towarzyszy po raz ostatni w chwili zjazdu z pod szczytu. Kasprowego ku Przeł. Goryczkowej pod Zakosy. Zamieć śnieżna spowodowała, iż poszukiwany zmylił drogę i zjechał do Dol. Cichej. W Cichej poinformowano członków TOPR, że poszukiwany po nocy spędzonej w szałasie powrócił przez Przeł. Tomanową do Zakopanego.


25 marca w tym samym miejscu, gdzie zginął w lawinie w 1940 r. konduktor Kolei Linowej Bryja t j. na stoku, spadającym spod 5-ej podpory ku Hali Goryczkowej, został porwany przez lawinę Adam Kwiek, pracownik Polskich Linii Lotniczych "Lot". Kwiek odbywał wycieczkę w towarzystwie czterech narciarzy, którzy w momencie ruszenia lawiny znajdowali się powyżej miejsca jej urwania się. Ciało Kwieka wyrzucone przez lawinę na jej powierzchnię było zdruzgotane.


W pierwszym tygodniu kwietnia prowadzono poszukiwania za zaginionym w Tatrach obywatelem czechosłowackim dr Miłosz Kopalem. Poszukiwany miał wyjść ze schroniska przy Szczyrbskim Jeziorze jeszcze w dn. 13 marca z zamiarem przejścia przez Żelazne Wrota i Polski Grzebień. Poszukiwania nie dały żadnego rezultatu poza stwierdzeniem, iż Kopal udał się na wycieczkę bez nart w czasie wielkiej śnieżycy. Poszukiwania prowadzono na zlecenie Wojsk Ochrony Pogranicza.


Dnia 22 kwietnia członkowie Pogotowia znieśli z Dol. Kasprowej zwłoki konduktora PKL Gazdy Sylwestra, który w czasie jazdy wyszedł na dach wagonika i strącony przez wystającą część podpory, koło której właśnie wagonik przejeżdżał, spadł ok. 100 m, ponosząc śmierć na miejscu.



Sezon letni 1948 r. rozpoczyna tragiczna śmierć prof. Jana Blatona na Świnicy. W dniu 17 czerwca prof. Blaton, schodząc w towarzystwie żony ze Świnicy obsunął się po stromym i twardym śniegu, zalegającym urwisty żleb, spadający ku Dół. Walentkowej i poniósł śmierć na miejscu. Z powodu zadymki śnieżnej poszukiwania trwały dwa dni.


W tym samym czasie tj. 18. VI. zawiadomiono Pogotowie że jakiś chłopiec uległ wypadkowi na Hali Kondratowej i oczekuje w schronisku na pomoc TOPR. Wysłani na pomoc członkowie Pogotowia zostali zawróceni z drogi przez gospodarza schroniska na Hali Kondratowej, który oznajmił, że potłuczonego znieśli towarzysze do Zakopanego.



Dnia 26 maja Szulcówna Stefania ze Zakopanego, schodząc późnym wieczorem z Hali Gąsienicowej zgubiła drogę i idąc z Boczania w kierunku na Dol. Jaworzynki, spadła kilka metrów ze skałek. Nieprzytomna przeleżała do rana, dopóki nie zauważyli jej juhasi. Pogotowie zniosło ją do Kuźnic, skąd odwieziono ją do szpitala. Poważniejszych obrażeń Szulcówna nie odniosła.

Dnia 11. VII. poniósł śmierć w żlebie Kirkora na Giewoncie Bronisław Wójcik, lat 16, uczeń liceum H. Sienkiewicza w Krakowie.
Wójcik przybył z wycieczką złożoną z kilkunastu chłopców pod kierunkiem nauczyciela do Zakopanego. Wycieczka udała się następnie na Kasprowy Wierch. Wójcik wraz z czterema kolegami odłączył się od wycieczki. Zjechawszy na Myślenickie Turnie udali się oni stamtąd przez Halę Kondratową na Giewont, skąd poczęli schodzić żlebem Kirkora. Wszyscy byli po raz pierwszy w Tatrach. Szukając przejścia przez dolny próg żlebu Wójcik runął w przepaść, pozostali chłopcy cudem trafili na właściwe przejście i zawiadomili o wypadku Milicję Obywatelską. Jeszcze nocą dotarli członkowie Pogotowia do zwłok, które zniesiono następnego dnia do Zakopanego.
W nocy z dn. 14 na 15 lipca przeszukiwano wąwóz Kraków i górne piętra dół. Kościeliskiej na skutek fałszywego alarmu turystów, którzy słyszeli tam wołanie o pomoc.

Dnia 21 lipca uległ na Rysach wypadkowi złamania nogi obywatel bułgarski Rusy Rusew, student Politechniki w Gliwicach. Złamanie spowodował spadający kamień. Rannego turystę zniosło Pogotowie do Morskiego Oka.

Dn. 23 lipca złamał nogę schodząc z Giewontu na Hale Kondratową Bronisław Węgier z Łodzi. Członkowie Pogotowia znieśli go do Kuźnic.

5-go sierpnia wezwano Pogotowie w celu poszukiwania inż. Różańskiego z Katowic, który wraz z towarzyszem wybrał się na Cubrynę, zapowiadając pozostałym towarzyszom, że jeżeli nie powróci wieczór, to należy zawezwać Pogotowie. Poszukiwanych spotkała wysłana ekspedycja ratunkowa na Wrotach Chałubińskiego. Turyści ci, po przymusowym noclegu w Dol. Piarżystej, wracali do Morskiego Oka.

Dnia 7 września Kowalik przebywający w Zakopanem na wczasach w Domu Wypoczynkowym Radia Polskiego "Wojciechowo" wezwał Pogotowie do poszukiwania jego żony. Kowalikowie udali się poprzedniego dnia późnym wieczorem na Halę Gąsienicowa, zaskoczeni przez noc i niepogodę zabłądzili, następnie rozdzielili się w celu poszukiwania drogi i stracili ze sobą kontakt. Rano pierwszy doszedł do schroniska na Hali Gąsienicowej Kowalik i wezwał Pogotowie. Po drodze na Hale Gąsienicową członkowie ekspedycji zostali zawiadomieni, że poszukiwana odnalazła się.

Dnia 22 września zniosło Pogotowie z Karczmiska (drogą na Halę Gąsienicową) Bałuk Teresę, którą przechodzący turyści znaleźli nieprzytomną. Po przetransportowaniu do szpitala okazało się, że Bałuk Teresa zapadła w długotrwały sen na tle chorobowym.

Ostatni wypadek w okresie sprawozdawczym to skręcenie nogi na Boczaniu przez Stefana Janikowskiego w dn. 2. IX.

W połowie grudnia 1948 r. Pogotowie poszukiwało Walczaka Władysława z Zakopanego, który wybrał się na nartach na Czerwone Wierchy i nie powrócił. Ekspedycja TOPR natrafiła na ślady butów i nart poszukiwanego, które sprowadzały z Przełęczy pod Kopą Kondracką w dół Dol. Cichej na bezpieczną drogę, wobec czego przerwano poszukiwania. Jak się potem dowiedziano, Walczak został przytrzymany przez czechosłowacką placówkę straży granicznej.


Działalność TOPR w 1949 r. Sezon zimowy w 1949 r. przyniósł niezmiernie liczne wypadki narciarskie. Jak zwykle terenem wypadków były Kasprowy Wierch i Gubałówka, gdzie dyżurni Pogotowia interweniowali w ponad stu wypadkach.

Sezon letni tego roku rozpoczyna się wyprawą w dn. 28 kwietnia. Dnia tego placówka W. O. P. w Kuźnicach zawiadomiła TOPR, że żołnierze znaleźli w czasie patrolu nieżywą turystkę w pobliżu nartostrady z Hali Gąsienicowej. Po przybyciu na miejsce okazało się, że ofiara była jedynie silnie potłuczona. Była nią 24-letnia Wojewódzka Jadwiga z Wrocławia, która poprzedniego dnia wieczór udała się w towarzystwie nieznanego mężczyzny nartostradą w kierunku Hali Gąsienicowej. Zgubiwszy drogę i towarzysza błąkała się całą noc i następny dzień spędziła w lesie, spadając na koniec kilkanaście metrów z progu skalnego w żlebie Roją, w odległości zaledwie dwudziestu paru metrów od nartostrady. Ranną zniesiono do Kuźnic i odtransportowano do szpitala w Zakopanem.

W czerwcu w krótkim odstępie czasu Pogotowie interweniowało w dwu wypadkach samobójczych. W pierwszym wypadku w dn. 10. VI. zawiadomiono Pogotowie, że znaleziono w pobliżu Kalatówek na południowych stokach Krokwi wisielca, a obok nieprzytomną dziewczynkę. Dwu członków Pogotowia udało się natychmiast motocyklem na Kalatówki i zwiozło nieprzytomną do szpitala. Wisielca, którego później zidentyfikowano jako Dutka Stanisława z Kędzierzyna znieśli członkowie TOPR na Kalatówki. Dziewczynką była jego córka (8 lat), którą prawdopodobnie usiłował otruć środkami nasennymi. Odratowano ją w szpitalu.

W trzy dni później tj. 13 czerwca Milicja Obyw. zawiadomiła TOPR, że jakiś turysta znalazł w okolicy Hali Kasprowej Niżniej teczkę z listem, z którego wynikało, że właścicielka teczki nosiła się w zamiarem popełnienia samobójstwa. Tegoż dnia wyruszyło kilku członków Pogotowia na poszukiwania. Po drodze dowiedziano się, że juhasi z Hali Kasprowej natknęli się już na zwłoki samobójczyni, która rzuciła się z wysokości ok. 60 mtr z Zawratu Kasprowskiego. Wieczorem dotarto do zwłok, lecz ze względu na spóźnioną porę odłożono transport do dnia następnego. Samobójczynią, jak wykazały dochodzenia Milicji, była 22-letnia Zajęcka Eugenia z Kielc.

Dn. 12. VII. członkowie Pogotowia znieśli z Hali Gąsienicowej do Kuźnic chorą Zofię Słowińską, która z powodu zakażenia musiała być szybko odtransportowaną do szpitala.

W dniu 30. VII. zawiadomił Pogotowie inż. Ziemblic z Kasprowego Wierchu, że dnia poprzedniego schodzili ze Świnicy ku Gąsienicowym Stawkom dwaj harcerze Jan Zawadzki i Jerzy Zdrodowski. W pewnym momencie Zdrodowski zawrócił po buty, które zdjęli uprzednio z powodu trudności, zaś pozostały towarzysz stracił go z oczu i nie mogąc dłuższy czas doczekać się jego powrotu udał się na Kasprowy Wierch po pomoc.
Na poszukiwania udali się dwaj członkowie TOPR inż. Ziemblic i Wojciech Niedziałek, lecz zaginionego nie odnaleźli. Dnia następnego ekspedycja ratunkowa znalazła poszukiwanego w namiocie, rozbitym przez harcerzy na Kalatówkach. Zdrodowski zeszedł widocznie inną drogą, a z powodu mgły nie spotkał oczekującego towarzysza. Powrócił więc do namiotu, gdzie znajdował się jeszcze jeden ich kolega.
Charakterystyczne jest, że obaj nie zaniepokoili się nieobecnością Zawadzkiego. Wszyscy trzej byli w Tatrach po raz pierwszy a wybrali się w góry po zakończeniu obozu harcerskiego.

W dn. 7 sierpnia uległ wypadkowi na Koziej Przełęczy Janczakiewicz Janusz, j student z Warszawy, lat 22, który szedł o z większą grupą turystów Orlą Percią od Granatów ku Zawratowi. Janczakiewicz, który był po raz pierwszy w górach, poczuł się na Koziej Przełęczy zmęczony, wobec czego towarzysze poradzili mu, by zeszedł ku Dol. Koziej, sami zaś udali się dalej na Zawrat. Zgubiwszy drogę Janczakiewicz obsunął się po śniegu i spadając z progów uległ ciężkim obrażeniom.
Pierwszej pomocy udzielili mu członkowie TOPR Zygmunt Wójcik i Józef Marusarz i znieśli rannego już po ciemku do Czarnego Stawu Gąsienicowego, skąd znieśli go dalej do Kuźnic jeszcze nocą członkowie ekspedycji TOPR, przybyli ze Zakopanego.

Dn. 15. VIII zniesiono z Hali Kondratowej do Kuźnic Branch Henryka, lat 18 z Pszczyny. Branch wspinał się po skałkach ponad Piekiełkiem i spadł z głazem kilkanaście metrów, ulegając potłuczeniu i pęknięciu kości podudzia.

Dn. 16 sierpnia poniósł śmierć w ścianie Gąsienicowej Turni 48-letni inż. leśnik Łuczkiewicz Witold, zamieszkały w Margoninie pow. Chodzież. Wybrał się on w towarzystwie 18-letniej córki Krystyny na Niebieską Turnię od Stawów Gąsienicowych. Z powodu trudności zmienili zamiar i postanowili dojść łatwiejszą drogą do wsch. grani Świnicy żlebem, spadającym z przełęczy między Świnicą a Gąsienicową Turnią. W pewnym momencie Łuczkiewicz polecił córce zaczekać i sam zaczął trawersować w płn. ścianę Gąsienicowej Turni. Nagle stracił równowagę i runął ok. 100 mtr w dół, ponosząc śmierć na miejscu. Wołającą o ratunek córkę sprowadzili ze ściany członkowie TOPR: Krupski Jan, inż. Ziemblic Ludwik i Niedziałek Wojciech, zaś zwłoki Łuczkiewicza zniosło Pogotowie dnia następnego.

W dn. 30. VIII. zawiadomiono kierownika TOPR z domu wczasowego "Stamara" w Zakopanem, że niejaka Maria Jarycht, lat 22 wyszła przed pół godziny pozostawiwszy w pokoju list, z którego wynika, że poszła popełnić samobójstwo na Nosalu. Na skutek tej wiadomości trzech członków TOPR w towarzystwie milicjanta udało się na Nosal. Przeglądnięto podnóże skał i obstawiono drogi, lecz po dwu godzinach dalsze oczekiwanie uznano za bezcelowe. Marię Jarycht znaleźli funkcjonariusze M. O. tegoż dnia wieczór nieprzytomną w Jaszczurówce. Samobójczynię, która zażyła większą ilość luminalu, odratowano w szpitalu.

7 września zawiadomił Pogotowie inż. Bartochowski z PIHM na Hali Gąsienicowej, że podczas dokonywania pomiarów na płacie śnieżnym pod ścianą Koziego Wierchu w kotlince pod Zawratem natrafił na zasypane śniegiem i kamieniami zwłoki. Wyprawa Pogotowia złożona z 6-u ludzi udała się na wskazane miejsce.
W dn. 8. IX. znaleziono jedynie buty ofiary i trochę kości, które zostały rozniesione przez wodę wzdłuż żlebu na przestrzeni kilkudziesięciu metrów. Po dłuższym poszukiwaniu natrafiono na szczątki dowodu osobistego, które przetrwały dzięki osłonie celofanowej. a z których dało się odczytać nazwisko ofiary. Była nią Wojnarowicz Stanisława, zaginiona w Tatrach w r. 1943 w sierpniu..
Poszukiwania czynione podówczas przez Pogotowie nie dały żadnych wyników.

Największą i niewątpliwie najtrudniejszą tegoroczną wyprawą była wyprawa po dwu taterników, Jerzego Woźniaka z Krakowa i Andrzeja Nunberga z Warszawy. Obaj, członkowie Klubu Wysokogórskiego PTT, czołowi taternicy polscy mieli uczestniczyć w niedoszłej do skutku tegorocznej wyprawie Klubu w Alpy. Posiadając ważne paszporty udali się na słowacką stronę Tatr jeszcze w dniu 16 sierpnia z zamiarem urządzania wypraw z Doliny Kaczej a następnie w grupie Krywania. W pierwszych dniach września Klub, zaniepokojony dłuższym brakiem wiadomości, wezwał TOPR o wszczęcie poszukiwań. Telefoniczne poszukiwania w schroniskach słowackich nie dały rezultatów.
Dopiero 9 września dwaj członkowie Klubu wysłani przez TOPR do Dół. Kaczej natrafili na kolebę, w której były wszystkie rzeczy zaginionych.
Z pozostawionych w kolebie notatek stwierdzono, że przybyli oni do Dol. Kaczej dn. 16. VIII., zaś 17. VIII. udali się na wspinaczkę środkiem wsch. ściany Rumanowego. Wobec powyższego ekspedycja Pogotowia złożona z kilkunastu osób, w której w głównej mierze uczestniczyli koledzy zaginionych z Koła Krakowskiego KW, udała się w dn. 11 września wprost do Dół. Kaczej.. Dn. 12. IX. partia, idąca ścianą Rumanowego wypatrzyła zwłoki Woźniaka, leżące wysoko w żlebie spadającym z Gankowej Przełęczy, a następnego dnia ekspedycja doszła do zwłok. Zabity miał rozbitą czaszkę i złamane i kręgi szyi, był bez liny, sprzętu i trampek. Poszukiwania czynione za Nunbergiem nie dały w tym czasie rezultatu. Transport zwłok w bardzo trudnych warunkach terenowych rozpoczęto jeszcze w dniu 13, ukończono w dniu 15. IX. Ze względu na psującą się pogodę przerwano poszukiwania za Nunbergiem i zwieziono zwłoki Woźniaka do Zakopanego.

W dn. 19, IX. wyruszyła druga wyprawa złożona z dwu taterników Koła Warszawskiego KW PTT i dwu członków Pogotowia. Przeprowadzili oni poszukiwania od strony Dol. Rumanowej, lecz również bez rezultatu. Nowa ekspedycja ratunkowa zorganizowana w pierwszych dniach października odnalazła poniżej przeł. Gankowej zwłoki zamarzniętego Nunberga.
Wypadek powyższy miał miejsce według wszelkiego prawdopodobieństwa w dniach 17-18. VIII. 1949. W dniu 17. VIII. była z rana piękna pogoda, która skończyła się w godzinach popołudniowych kurniawą śnieżną. Ostatnią akcją w okresie sprawozdawczym - była wyprawa Pogotowia w dniu 22 września na skutek wzywania pomocy przez dwoje turystów z Kozich Czub, Turystom tym, których noc zastała na Orlej Perci udzielili pomocy przechodzący Kozią Przełęczą Niżnią taternicy, toteż ekspedycję TOPR zawrócono z drogi do Czarnego Stawu Gąsienicowego.

Tadeusz Pawłowski

Data utworzenia: 15/10/2008 : 12:13
Ostatnie zmiany: 15/10/2008 : 12:15
Kategoria : Kroniki TOPR
Strona czytana 796 razy


podglšd wydruku podglšd wydruku     Wersja do druku Wersja do druku

Komentarze


Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!


Turystyka Taternictwo

Zamknij Historia Taternictwa

Ratownictwo historia

Zamknij Kroniki TOPR

Galerie
^ Góra ^