Ratownictwo górskie w latach 1951 - 1952.
Akcją ratowniczą - jak w latach ubiegłych - zajmowało się Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.
Kronikę interwencji ratunkowych rozpoczynają wypadki z jesieni 1951 r.
W nocy z dn. 14-15 września wyruszyła grupa TOPR złożona z 7-u ludzi na Kościelec, gdzie ok. 100 m niżej Przeł. w Kościelcu utknęli dwaj uczestnicy śląsko-poznańskiego kursu wysokogórskiego KW PT TK, odbywającego się na Hali Gąsienicowej. Byli nimi Znamięcki Władysław z Poznania i Żułkowski Witold z Zawiercia, którzy zamierzając wyjść na Przeł. w Kościelcu wyszli na Przełęcz Mylną i w mgle i mroku strawersowali po wsch. stronie Kościelca ku wspomnianej przełęczy. Sprowadzono ich o świcie do Hali Gąsienicowej.
W dn. 5. X. wieczorem zawiadomiono TOPR, że jakaś obłąkana kobieta podchodzi Suchym Żlebem z Kalatówek i zachodzi obawa samobójstwa. Czterech ratowników TOPR sprowadziło delikwentkę na Kalatówki i odwiozło do szpitala.
Dnia 19. X. zniesiono z Hali Gąsienicowej do Kuźnic Zieleniewską Barbarę, która ciężko zachorowała.
Dnia 10 listopada o godzinie 19-ej dwie turystki zawiadomiły TOPR, że idąc wieczorem na Zawrat usłyszały wołania o pomoc z zach. ściany Granatów. Pogotowie w składzie 7-u osób wyruszyło z Zakopanego i o godz. 2-ej w nocy dotarło do tkwiących ponad urwiskiem żlebu Drege`a turystów (studentów UJ): Kosawicz Heleny, Bulicz Zdzisława i Gucwy Zofii.
Usiłowali oni zejść ze Środkowego wierzchołka Granatów wprost do Czarnego Stawu Gąsienicowego, lecz zatrzymali się na szczęście tuż nad urwiskiem.
Jeszcze nocą wyprowadzono ich na ścieżkę wiodącą do Dol. Koziej a następnie na Halę Gąsienicową.
W dn. 1 grudnia o godz. 12-ej w nocy zaalarmowano TOPR ze schroniska im. ks. Stolarczyka, że dwaj pracownicy PIHM Olejnik Stanisław i Niewiadomski Tadeusz wyszli o godz. 16-ej na Halę Gąsienicową, gdzie mieli na stacji PIHM zamontować reflektor i jeszcze do Hali nie dotarli. Ponieważ pogoda była fatalna (zawieja śnieżna), zachodziła obawa, że błądzącym grozi zamarznięcie. Pogotowie wyruszyło w składzie 6-u osób: Podzielono się na grupy i przepatrzono wszystkie drogi na Halę. Na ślady poszukiwanych nie natrafiono mimo, że warunki śniegowe dawały możność odczytania wszelkich śladów - nawet z dnia poprzedniego. Zakończono poszukiwania o godz. 7-ej rano. O godz. 9-ej poszukiwani zgłosili swe przybycie do Zakopanego. Podobno zbłądzili oni na Karczmisku i zeszli do Dol. Olczyskiej, gdzie przesiedzieli w lesie do rana.
Dnia 27 grudnia o godz. 22-ej zawiadomiono TOPR z, "Częstochówki" - Domu wczasów Orbisu, że przebywający tam wraz z całą grupą Węgrów, Czermej Wilmosz wybrał się sam na Giewont i nie wrócił. W nocy udało się dwu ratowników TOPR na wywiad do Dol. Strążyskiej, czy nie słychać wołania o pomoc.
O 5-ej rano wyruszyło 6-u ludzi na poszukiwania.
O 8-mej znaleziono zmasakrowane zwłoki poszukiwanego w Małej Dolince u stóp ściany Giewontu - w linii spadku Szczerby w odległości 70 m od wylotu żlebu. Przypuszczalnie Czermej, który bez żadnego sprzętu turystycznego usiłował od tej strony wyjść na Giewont, zleciał ze znacznej wysokości. Ciało zniesiono do Zakopanego. Był to jedyny wypadek jaki zdarzył się w r. 1951 na Giewoncie - jakby dla podkreślenia smutnej prawdy, że nie ma roku bez śmiertelnych wypadków na Giewoncie.
Rok 1952 rozpoczął się w dniu 1stycznia wyprawą po Józefa Januszkowskiego, którego zasypała lawina w żlebie nad Halą Goryczkową Wyżnią. Przybyła 20osobowa grupa ratowników TOPR zastała już ofiarę wydobytą spod śniegu przez znajdujących się w okolicy narciarzy. Januszkowski przebywał pod śniegiem ok. 40 minut i szczęśliwym zbiegiem okoliczności nie doznał żadnych poważniejszych obrażeń. Miejsce wypadku było już niejednokrotnie notowane jako bardzo lawiniaste i jest ono niewątpliwie najniebezpieczniejszym miejscem w drodze z Myślenickich Turni do kotła Kasprowego Wierchu. Droga ta jest uczęszczana w czasie, gdy wyjazdy kolejki ograniczone są do pierwszego odcinka drogi.
Wspomniany wypadek był drugim lawinowym – mianowicie na Kasprowym Wierchu i Hali Gąsienicowej wypadkiem w tym sezonie. Pierwszy zdarzył się w dn. 28 grudnia. Z okolicy Zawratu i Małego Koziego Wierchu zjechała lawina pociągając za sobą 6-u uczestników zimowego kursu wysokogórskiego KW PT TK. Poza szczególnymi potłuczeniami i zwichnięciami nóg nikt nie doznał większych obrażeń.
Pomocy udzielili przebywający na Hali Gąsienicowej członkowie TOPR i kursanci.
Sezon zimowy zaznaczył się wzmożoną ilością wypadków narciarskich. Dziesięciu dyżurnych, pełniących codziennie dyżury w Stacjach Ratunkowych TOPR w terenie (a mianowicie na Kasprowym Wierchu, Gąsienicowej, Kondratowej, Kalatówkach, w Kuźnicach, na Hali Ornak, Gubałówce i okresowo na Hali Goryczkowej) interweniowali w ok. 500 wypadkach. W liczbie tej mieści się ok. 250 poważniejszych tj. złamań lub skręceń, potłuczeń itp. wymagających zwiezienia ofiary na toboganie. Podkreślić należy wzmożoną ilość wypadków na Gubałówce, która tego roku dorównała ilości wypadków na Kasprowym Wierchu. Przyczynił się do tego niewątpliwie dobry stan zaśnieżenia trwający na Gubałówce przez całą zimę. Należy też zaznaczyć, że dużo rzadkości należy dziś w Tatrach uprawianie turystyki narciarskiej, olbrzymie rzesze narciarzy przedkładają narciarstwo zjazdowe po przetartych trasach.
W czasie Turystycznego Rajdu Narciarskiego PTTK w lutym ok. 40-tu ratowników TOPR brało udział posuwając się za uczestnikami rajdu na wszystkich trasach, pomagając im, udzielając rad i wskazówek a niejednokrotnie niosąc pomoc. Wykazali przy tym oni wszyscy daleko idące poświęcenie i wytrzymałość.
Do najtragiczniejszych tegorocznych wypadków z okresu zimy należy bezsprzecznie tragedia małżeństwa Konstantego i Iwony Neuman z Warszawy.
Wybrali się oni w czasie zawiei śnieżnej i przy obficie już spadłym śniegu w dn. 5. II. z Kasprowego w kierunku Hali Gąsienicowej. Odtąd ślad po nich zaginął. Pogotowie zostało zawiadomione przez ojca zaginionego w dn. 15 lutego.
Gdy poszukiwania po naszej i słowackiej stronie okazały się bezskuteczne, stało się jasne, że ulegli ani tragicznemu wypadkowi. Obficie spadłe śniegi uniemożliwiły przez czas dłuższy poszukiwania. Do kwietnia nie natrafiono po naszej stronie.na żaden ślad i należało przypuszczać, że znajdują się oni po stronie słowackiej w Dol. Cichej.
Przedsięwzięto szereg wypraw i tak w dn. 17. IV. natrafiano na pd. stoku Kasprowego Wierchu w odległości ok. 200 m poniżej wierzchołka na nartę należącą do poszukiwanych.
W dn. 6. VI. znaleziono drugą nartę, parę do znalezionej uprzednio, nieco poniżej miejsca znalezienia pierwszej narty. W dolnej części żlebu, mocno jeszcze zaśnieżonego na skutek spadłych z wiosną licznych lawin, znaleziono plecak poszukiwanych. Dwudniowe sondowanie i przeszukiwanie okolicy nie wniosły nic nowego. Dopiero w dn. 12. VI. SNB ze strony słowackiej dali znać, że natrafili na dnie Dol. Cichej w pobliżu potoku na zwłoki Konstantego Neumana, przy których znaleźli 3 kijki narciarskie. W dn. 13. VI, udała się wyprawa TOPR do Dol. Cichej i w odległości około 1 km w dół doliny odnaleziono drugie zwłoki (przy nich jeden kijek). Ciała przeniesiono tegoż dnia przez Przeł. Goryczkową Pod Zakosy do Zakopanego.
Przypuszczalny przebieg tragedii był następujący: w dn. 4. II. popołudniu małżeństwo Neumanowie przybyli na Kasprowy Wierch. Fatalne warunki zatrzymały ich tu na nocleg.
Na drugi dzień przed południem zdecydowali się wyruszyć w stronę Hali Gąsienicowej, gdzie zamierzali zatrzymać się dłużej. Dnia tego miały się odbyć zawody narciarskie z Kasprowego do Hali Goryczkowej. Ze względu na duże ośnieżenie samej grani ślady prowadziły nieco po pd. stronie wierzchołka. Przypuszczalnie tymi śladami posuwali się początkowo Neumanowie - już nad przełęczą zorientowali się, że ślady prowadzą do góry, postanowili więc zjeżdżać w dół, nie orientując się, że jadą w Dol. Cichą. Duży opad śnieżny uniemożliwił normalną jazdę - być może, że usiłowali powrócić na Kasprowy, ale posuwanie się w górę było jeszcze cięższe zdecydowali więc zdjąć narty i brnąć jedynie z kijkami, w dół. W dole, gdzie stromość terenu była mniejsza rozegrała się prawdziwa walka z zaspami śnieżnymi, co było powodem rozdzielenia się zaginionych.
Być może przyczyną pogubienia się było wpadnięcie któregoś z nich w zaspę śnieżną i zadymka, a może jedno z nich poczuło się słabiej i drugie pośpieszyło po pomóc.
Śmierć w obu wypadkach nastąpiła niewątpliwie z wyczerpania i zamarznięcia. Lawina nie mogła być przyczyną śmierci w żadnym wypadku. Cała powyższa tragedia jest jeszcze jednym przykładem jak niebezpiecznymi muszą stać się warunki w górach dla narciarzy nawet na najbardziej utartych szlakach.
W dn. 28 maja znieśli członkowie TOPR z Myślenickich Turni Haydy Irenę, lat 18, uczestniczkę wycieczki Szkoły Ogólnokształcącej w Łabędach. Wycieczka ta prowadzona przez kierownika szkoły, wybrała się z Zakopanego z zamiarem przejścia przez Zawrat do Morskiego Oka.
Charakterystycznym przy tym było polecenie kierownika, aby młodzież ubrała się lekko (spodenki i pantofle). Spowodu dużego zaśnieżenia wycieczka doszła tylko do Czarnego Stawu Gąsienicowego - gdzie już większość z uczestników wycieczki miała przemoczone obuwie. Mimo to kierownik w drodze powrotnej skierował wycieczkę na Kasprowy Wierch, sam zaś spowodu skręcenia nogi zeszedł do Kuźnic.
Po drodze na Kasprowy jedna z dziewczynek zasłabła. Pracownicy PKL wyciągnęli ją na toboganie na Kasprowy - tu mała dziewczynka przyszła do siebie, ale zasłabła z kolei Haydy Irena, którą zwieziono na Myślenickie Turnie i zawiadomiono TOPR. Przyczyną zasłabnięcia było przemoknięcie i przemęczenie. Wychodząc na wycieczkę skarżyła się już ona na ból gardła. Poszkodowaną zniesiono do Kuźnic, skąd zabrała ją do szpitala karetka PCK.
W okresie tym, kiedy wyjątkowo duże śniegi leżały jeszcze w górach, a nie funkcjonowała kolejka na Kasprowy, dało się zaobserwować wiele wycieczek szkolnych, które bez kwalifikowanych przewodników PTTK i odpowiedniego ekwipunku udawały się z Hali Gąsienicowej na Kasprowy Wierch - gdzie na śniegu zdarzały się liczne wypadki obsunięć połączonych z potłuczeniem i poranieniami.
Ofiarami dużego zaśnieżenia padło też na Zawracie w dn. 12/13 czerwca 8 osób. Byli oni uczestnikami wycieczki pracowników Gliwickich Zakładów Budowy Urządzeń Chemicznych złożonej z 13 osób, która wybrała się w dn. 12. VI. na Zawrat z zamiarem przejścia do Morskiego Oka. Spowodu dużego zaśnieżenia utknęli oni w skałach Małego Koziego Wierchu na szlaku wiodącym Nowym Zawratem. Pięciu osobom udało się zejść do Hali Gąsienicowej i zawiadomić TOPR, 8 osób zaopatrzonych w koce i maszynki spirytusowe pozostało, czekając na pomoc. Nocą jeszcze dotarła ekipa ratunkowa TOPR i sprowadziła o świcie całe towarzystwo do Hali Gąsienicowej.
W dn. 14 czerwca 8-u członków TOPR zniosło z Hali Gąsienicowej do Kuźnic Mozar Wandę, lat 71, która w drodze z Kasprowego Wierchu złamała nogę.
Dnia 7 lipca zawiadomiono TOPR, że w dniu poprzednim wyszli ze schroniska w Morskim Oku Klauze Krzysztof i Dulczewski Tadeusz, obaj liczący po 22 lat i świeżo ukończeni inżynierowie z Warszawy, którzy zamierzali przejść pd-zach ścianę Kozich Czub, mieli powrócić wieczorem do schroniska a nie powrócili. Taternicy przebywający w Morskim Oku czynili poszukiwania, ale na ślad zaginionych nie natrafili.
Dn. 8 lipca wyruszyła wyprawa TOPR złożona z 8-u ludzi na poszukiwania. Rezultatem było odnalezienie zwłok obu poszukiwanych tuż pod pd-zach ścianą Kozich Czub w Pustej Dolince. Ciała leżały splątane jedno z drugim w szczelinie pomiędzy śniegiem a ścianą. Pogotowie zniosło zwłoki w dn. 9. VII. przez Roztokę do Wodogrzmotów Mickiewicza, skąd odwieziono je do Zakopanego. Ze znalezionego przy zabitych sprzętu i przejścia ścianą ich śladami można wnioskować, że spadli oni z wysokości ok. 100 m. Klauze szedł pierwszy a Dulczewski go asekurował i był przypięty do haka pętlą zrobioną na linie asekuracyjnej. Klauze był prawdopodobnie w niewielkiej odległości od towarzysza gdy nastąpiła katastrofa. Jeden z nich odpadł, pociągając za sobą drugiego. Hak przy Dulczewskim był wbity słabo. Obaj turyści byli bardzo mało doświadczonymi wspinaczami. Klauze był poprzedniego roku uczestnikiem tygodniowego kursu taternickiego. Wybrali się oni na wspinaczkę bez treningu na drugi dzień po przybyciu w Tatry.
Wypadek ten jest jeszcze jednym smutnym dowodem, że taternictwa nie można nauczyć się na krótkim kursie i kilku wspinaczkach.
Dnia 13 lipca zaalarmowano Pogotowie do innego taternickiego wypadku. Ulegli mu na pn. ścianie Koziego Wierchu dwaj doświadczeni taternicy, Niedziałek Wojciech i Krupski Jan. Krupski odpadł i rozbił sobie głowę. Taternicy ci znajdując się w trudnej sytuacji wzywali pomocy. Pomoc przybyłego z Zakopanego Pogotowia okazała się zbędna, gdyż poszkodowanym udzielili pomocy wspinający się w sąsiedztwie koledzy. Przypadek ten może być, w przeciwieństwie do poprzedniego, przykładem należytej taternickiej asekuracji.
Dn. 23. VII. zniesiono z Dol. Jaworzynki turystkę Stefanię Targosz, która schodząc z Hali Gąsienicowej złamała nogę.
6. VIII. zniosło TOPR nocą z Hali Gąsienicowej Gamską Bronisławę, chorą na skutek porażenia słonecznego.
W dni. 16-go sierpnia czyniło Pogotowie poszukiwania na Czerwonych Wierchach za Szymańskim Kazimierzem, który w dniu poprzednim szedł tam wraz z wycieczką S. P. zauważono jego nieobecność na Twardym Upłazie.
Po całodniowych bezskutecznych poszukiwaniach okazało się, że Szymański w międzyczasie powrócił.
17. VII. znieśli ratownicy TOPR z 5-u Stawów Polskich Gajewicz Bronisławę ze złamaną nogą. Jak się okazało, leżała ona już dwa dni w schronisku i TOPR nie było zawiadomione na skutek niesumienności turystów.
W nocy z dn. 19 na 20 VIII. zawiadomiono TOPR, że na Buczynowych Turniach turyści wzywają pomocy. Z Hali Gąsienicowej wysłano z ramienia TOPR pracowników schroniska PTTK Kunca Józefa i Przewratil Jana, a z Zakopanego wyruszyła wyprawa złożona z 5-u ratowników. Ofiarami byli mgr Kołcon Jan z żoną i teściem, którzy idąc Orlą Percią od Zawratu późnym już wieczorem utknęli koło Przeł. pod Ptakiem i tu na wietrze i deszczu przesiedzieli do nadejścia pomocy. Ofiary sprowadzono do Hali Gąsienicowej.
W podobnym wypadku interweniowało też Pogotowie w dn. 22. VIII. na Wołoszynie, gdzie w jednym ze żlebów grupa turystów złożona z 5-u osób przesiedziała przez całą noc - a na drugi dzień jednemu z nich udało się zejść do Roztoki i zawiadomić TOPR. Niefortunnych turystów sprowadzono przed nocą do schroniska w Roztoce.
Na zakończenie sezonu zdarzył się jeszcze jeden taternicki wypadek a mianowicie w dn. 26. VIII. zawiśli na pn. filarze Granatów Rudnicki Jerzy z Katowic, członek KW PTTK i Drużyńska Wanda z Warszawy. Po przejściu najtrudniejszej partii ściany Rudnicki nie mógł wyciągnąć słabszej swej towarzyszki i okazała się konieczną pomoc. Wyprawa TOPR dotarła nocą na ścianę i wyciągnięto poszkodowaną w bezpieczne miejsce. Należy podkreślić lekceważenie sobie zasad taternictwa przez młode pokolenie taterników. Błędem było późne wejście w ścianę jak również zupełny brak wzajemnego poznania się partnerów - nie znali oni nawet swych nazwisk. - Dalszym błędem to był brak zaprawy wspinaczkowej i formy u towarzyszki Rudnickiego. A wreszcie najcharakterystyczniejsza rzecz, która mogła się stać przyczyną prawdziwej katastrofy - to zupełnie zetlała lina jaką asekurował Rudnicki swą towarzyszkę. Po wyciągnięciu Drużyńskiej przez TOPR stwierdzono, że lina była w kilku miejscach poprzerywana.
Jeszcze dwukrotnie wyruszało Pogotowie na skutek fałszywych alarmów a to w dn. 27. VII na Kopę Magury oraz w dn 29. VIII na Liptowskie Mury.
Tadeusz Pawłowski