Poniższe zestawienie ilustruje udział poszczególnych grup GOPR w akcjach ratowniczych.
Grupa | Interwencje | Ilość zwiezień | Poszukiwani | Zabici |
Tatrzańska | 909 | 255 | 19 | 10 |
Beskidzka | 411 | 131 | 4 | - |
Sudecka | 181 | 138 | 10 | 1 |
Krynicka | 132 | 59 | - | - |
Rabczańska | 55 | 55 | 3 | - |
Razem | 1688 | 638 | 36 | 11 |
Podobnie jak w roku ubiegłym zestawiono jedynie najważniejsze wyprawy tatrzańskie, pomijając liczne pomniejsze interwencje i fałszywe alarmy.
Dnia 28. XII. o godzinie 8 rano wyszli ze schroniska przy Morskim Oku trzej taternicy, członkowie Koła Wrocławskiego KW, Jerzy Biederman, Józef Panfil i Mirosław Henzolt z zamiarem pokonania pn. ściany Żabiego Wyżniego (drogą Orłowskiego).
Ponieważ około południa zerwała się zadymka śnieżna, a taternicy do drugiego dnia nie powrócili, dyżurny GOPR w Morskim Oku zorganizował wraz z taternikami wyprawę, która w ciężkich warunkach atmosferycznych udała się przez Przeł. pod Żabią Czubą do Dol. Żabich Stawów Białczańskich dla zaobserwowania w chwilach przejaśnień ściany Żabiego Wyżniego.
Wyprawa ta, jak i następna, zorganizowana w dniu 30. XII. - nie dały rezultatu. Przeszukano dużą lawinę, która spadła ze stoków Żabiego Grzbietu do Wyżniego Stawu Białczańskiego w przypuszczeniu, że poszukiwanych porwała lawina i wgniotła do stawu.
Dalsze wyprawy organizowane w dniach 5, 6, 10 marca i 2 czerwca 1960 r, jak i poszukiwania czynione przez Horską Służbę CSR nie dały żadnych rezultatów. Dopiero w dniu 7 czerwca taternicy zauważyli z grani Żabiego Niżniego sylwetki dwu ludzi na tafli lodowej Żabiego Stawu Wyżniego.
Dyżurni ratownicy z Morskiego Oka udali się zaraz do Doliny Żabich Stawów celem zabezpieczenia zwłok przed zatonięciem, przybyła zaś w dniu 8. VI. na miejsce wyprawa GOPR i HS wydobyła z lodu zwłoki trzech poszukiwanych od grudnia taterników.
Przypuszczenia okazały się słuszne - wszyscy trzej związani liną, przypuszczalnie w drodze powrotnej ze ściany Żabiego, zostali porwani przez olbrzymią lawinę i wgnieceni pod lód.
W dniach 30 i 31 grudnia czyni GOPR poszukiwania Stanisława Bryjskiego i Konrada Cupryniewicza z Warszawy, którzy w dniu 30. XII. wyjechali na Kasprowy Wierch z zamiarem zjechania do Hali Gąsienicowej, lecz ślad po nich zaginął.
Poszukiwani jak się okazało na skutek zamieci śnieżnej zmylili drogę i zjechali do Podbańskiej.
Dnia 4. I. 1960 zaalarmowano Pogotowie, że w ścianie Kazalnicy tkwią już od dwu dni taternicy. Przygotowującą się w dn. 5. I. wyprawę odwołano, gdyż dyżurny GOPR w Morskim Oku zaobserwował, że taternicy ci wycofują się szczęśliwie ze ściany.
W nocy z 13 na 14 stycznia wyruszają dwa patrole ratownicze GOPR wraz z taternikami z Hali Gąsienicowej w kierunku Kościelca, na którego zachodnią ścianę udali się 13 stycznia dwaj łódzcy taternicy Maciej Gryczyński i Marek Michalski.
Jeden z patroli natknął się na powracających nocą w kurniawie taterników, którzy wobec zepsucia się pogody zjechali na linach ze ściany.
23. II. wyprawa GOPR wyrusza na Granaty, gdzie dnia poprzedniego udało się z zamiarem przejścia żlebu Staniszewskiego dwu taterników: Peter Sauerwald zam. w Radebeulz (NRD) i Włodzimierz Maik student AGH z Krakowa. Taternicy ci mimo wiatru halnego rozpoczęli wspinaczkę.
Po dwu wyciągach liny Maik zasłabł i oddał prowadzenie Niemcowi. Po dalszych dwu wyciągach Sauerwald zorientował się, że towarzysz jego idzie już ostatkiem sił. Ponieważ zapadła noc, przygotowywali się do biwaku, gdy nagle Maik obsunął się parę metrów i po chwili nie dawał już znaków życia.
Przybyli ratownicy zastali taterników na wpół zasypanych śniegiem. Zmarzniętego, ale żywego Niemca wyciągnięto do góry i przez Kozią Dolinkę sprowadzono na Halę Gąsienicową.
Zwłoki Maika, który jak się okazało zmarł z wyczerpania jeszcze w dniu poprzednim, spuszczono przy pomocy zestawu alpejskiego pod ścianę i zwieziono do Zakopanego.
Tegoż samego dnia ratownicy dyżurni na Kasprowym Wierchu zostali zaalarmowani, że Witold Piasecki z Warszawy, zjeżdżając na nartach ku Przełęczy pod Zakosy, spadł w kierunku Doliny Cichej. Piaseckiego, który na szczęście nie doznał żadnych obrażeń, znaleziono ok. 200 m poniżej Przełęczy i sprowadzono z Kasprowego.
26. II. późnym wieczorem dyżurni z Hali Gąsienicowej wyruszają na poszukiwanie wczasowicza, który samowolnie odłączył się od prowadzonej przez przewodnika wycieczki i zjechał na nartach w stronę Hali Gąsienicowej. Poszukiwanego znaleziono całego i zdrowego w szałasie na Hali Królowej Niżniej.
W dniach 6 i 7 III. patrole ratunkowe GOPR poszukują Roberta Łomota, który wyszedł z domu wczasowego "Sfinks" w Zakopanem z zamiarem pójścia na Halę Gąsienicową i nie powrócił. Poszukiwania okazały się zbędne, gdyż udał się on do 5 Stawów Polskich, skąd powrócił w dniu 7 wieczorem.
Dnia 11. III. zwieziono z nartostrady z Hali Gąsienicowej zwłoki narciarza
59-letniego Romana Manna z Łodzi, który w czasie jazdy na nartach zmarł na zawał serca.
W dniu 15. III. dyżurni GOPR w Morskim Oku czynią poszukiwania taterników Józefa Nyki i Jana Zacharzewskiego, którzy poprzedniego dnia wyruszyli na pn-wsch. ścianę Mięguszowieckiego drogą Sokołowskich i na noc nie powrócili. Poszukiwani biwakowali na grani, a na drugi dzień błądzili w Dolinie Hińczowych Stawów, zanim trafili na drogę prowadzącą na Przełęcz pod Chłopkiem.
19. III. dyżurni z Kasprowego udzielili pomocy Marii Chalwit z Warszawy i Stanisławowi Kiełbowskiemu z Łodzi, którzy błądzili ponad Goryczkowym Kotłem. Wyczerpanych turystów nocą wyprowadzono na Kasprowy Wierch.
5. IV. GOPR czyni zbędne poszukiwania Ryszarda Rodzińskiego i Wieńczysława Koguta, którzy w dniu 4. IV. wyszli z Hali Gąsienicowej celem wyjścia filarem Staszla na Granaty i na czas nie powrócili.
Jak się okazało poszukiwani zeszli do Doliny 5 Stawów Polskich.
Podając chronologicznie wypadki w Tatrach należy na tym miejscu wspomnieć o tragedii polskich taterników na Szatanie.
W akcji ratunkowej wzięli udział ratownicy HS z CSR.
W dniu 6. IV. pięciu taterników Koła Poznańskiego KW Andrzej i Bożena Grzybkowscy, Jerzy Reising, Stanisław Kubiaczyk i Jerzy Klebba, wyruszyło z Mięguszowieckiej Doliny na pn-wsch. ścianę Szatana.
Gdy znajdowali się już w pobliżu szczytu, przyszła nagła zmiana pogody. Zawieja śnieżna spowodowała, iż po wyjściu na wierzchołek (w rezultacie nie wyszli na sam wierzchołek, tylko na bulę przed nim) zaczęli schodzić z powrotem łatwym na razie terenem ku Dolinie Mięguszowieckiej sądząc, że schodzą do Doliny Młynicy. Błąd swój zauważyli dopiero wieczór, gdy mgła nieco ustąpiła.
Zorientowali się, iż znajdują się nad urwiskiem (ok. 100 m lodospadu) i w tej sytuacji, przy stale padającym śniegu, zdecydowali się na biwak. Następnego dnia rozpoczęli odwrót w górę.
Gdy pierwsza dwójka złożona z Kubiczyka i Klebby usiłowała wydostać się na żebro dzielące ich od Czerwonego Żlebu, urwała się lawina i porwała ich w dół. Pozostali taternicy znajdujący się nieco z boku ocaleli. Po pewnym czasie pozostała trójka usiłowała ponownie wydostać się na żebro, a gdy Grzybkowski znajdował się już na nim i asekurował idącą za nim żonę, druga lawina przewaliła się przez nich. Obsuwającą się Grzybkowską utrzymała lina, uwiązanego zaś do Grzybkowskiej drugą liną Reisinga porwał główny nurt lawiny, powodując pęknięcie liny i zniesienie trzeciej ofiary w dół.
Wstrząśnięci tragedią Grzybkowscy szli powoli przez cały dzień, a wieczorem założyli jeszcze jeden biwak nad Czerwonym Żlebem. Dopiero dnia następnego w dobrej już pogodzie udało się im zejść Czerwonym Żlebem i uratować.
Zwłoki trzech polskich taterników zostały jeszcze tego samego dnia odnalezione przez ratowników HS i zwiezione w dół.
W dniu 19. IV. ratownicy GOPR i taternicy przebywający w Morskim Oku przeprowadzili pełną napięcia akcję ratunkową we wsch. ścianie Mnicha.
Dwaj taternicy, członkowie Koła Warszawskiego KW Jan Łącki i Wacław Karpiński zamierzali dokonać przejścia wsch. ścianą Mnicha, tzw. wariantem ,,R" (droga hakowa) w górnej partii ściany.
W tym celu postanowili najpierw zjechać na linach planowaną drogą, aby się jej przyjrzeć pozostawić sprzęt biwakowy.
Zjazd rozpoczęli w dniach 19. IV. z przełączki w pd. grani Mnicha. Po 30 m założyli stanowisko do drugiego 70 m całkiem powietrznego zjazdu na półki. Pierwszy zjechał Łącki lądując na półkach. Karpiński spuścił towarzyszowi na linie plecak i sam rozpoczął zjazd. Jak podaje Łącki Karpińskiemu pośliznęła się noga w momencie, gdy znajdował się na krawędzi przewieszki. Wypadł on z klucza i trzymając rękę na pętli "Prusika", którą się asekurował, począł spadać gwałtownie w dół.
Po ok. 40 m pętla nagle zacisnęła się powodując szarpnięcie i zatrzymanie się Karpińskicgo.
Dokonał on kilku nieskoordynowanych ruchów, owijając sobie dokoła ramion i szyi linę i krzyknąwszy
"Jasiek ratuj" znieruchomiał.
Ratownicy przybyli na szczyt Mnicha wieczorem zdecydowali się jeszcze w nocy przeprowadzić akcję ratunkową. Przy użyciu nowoczesnego sprzętu ratunkowego (Grammingera) zjechano do ofiary wypadku, który jak się okazało już nie żył wskutek uduszenia się.
Ofiarę sprowadzono w nocy 300 m zjazdem do podnóża ściany, jak również tkwiącego w ścianie Łąckiego.
Tę trudną i niebezpieczną akcję i skończono o świcie.
Kroniki alpejskiego ratownictwa nie znają tak niebezpiecznych nocnych akcji, wymagających przy tym doskonałej znajomości nowoczesnej techniki ratownictwa.
Kierownik wyprawy Eugeniusz Strzeboński oraz dwaj ratownicy bracia Krzysztof i Ryszard Berbeka, którzy zjechali ścianą, otrzymali od Z.G.PTTK nagrody pieniężne w uznaniu za odważnie i sprawnie przeprowadzoną akcję ratunkową. Należy również podkreślić piękną postawę wszystkich uczestników wyprawy zarówno ratowników GOPR, jak i taterników, którzy do wyprawy dołączyli.
9. VI. ratownik GOPR prowadzący wycieczkę w Wąwozie Kraków w
Dol. Kościeliskiej wyratował i sprowadził w dół dziewczynkę, która odłączyła się od swojej wycieczki i zbłądziła w dolnych partiach Ratusza. Była nią Dominika Nachtigal, lat 12, uczennica zam. w Strzyżowicach.
Dnia 27. VI. zawiadomiono Pogotowie, że pod wierzchołkiem Niżnich Rysów ulegli wypadkowi taternicy i wzywają pomocy. Jak się okazało dnia poprzedniego wyruszyła na zach. ścianę Niżnich Rysów Maria Rądkowska i mgr Przemysław Zbijewski z Koła Poznańskiego KW.
Ponieważ przeszli większą część ściany, chcieli jeszcze przed nocą pokonać strome urwisko bloku szczytowego, nie weszli jednak na właściwą drogę.
W pewnym momencie Zbijewski asekurowany jedynie przez blok odpadł i po przeleceniu ok. 30 m zawisł na linie, nie dając znaku życia.
Ratownicy, po przybyciu na miejsce, zjechali przy pomocy zestawu alpejskiego do tkwiącej na półce skalnej pod przewieszką około 30 m poniżej wierzchołka taterniczki i wyciągnęli ją na szczyt. Po zjechaniu do Zbijewskiego okazało się, że poniósł on śmierć na miejscu.
Ciało wklinowane było między ściany ciasnego kominka, skutkiem czego prawdopodobnie szarpnięcie nie było zbyt silne i nie wyrwało Rądkowskiej ze stanowiska. Taterniczkę sprowadzono do schroniska, odkładając wobec zapadającej nocy transport zwłok do dnia następnego.
Dnia 27. VI. ratownicy znieśli z Hali Gąsienicowej Annę Więckowską, uczennicę i nauczycielkę Janinę Zater, które schodząc wraz z wycieczką od Zmarzłego Stawu pośliznęły się na śniegu i doznały potłuczeń.
Dnia 8. VII. ratownik GOPR prowadzący wycieczkę udzielił pomocy 20-osobowej grupie z DOKP Gdańsk, która utknęła na zlodowaciałym śniegu w żlebie Starego Zawratu.
Grupę tę ratownik sprowadził przez Dol. 5 Stawów do Roztoki.
Dnia 20. VII. dwaj bracia Marian (lat 13) i Kazimierz Kwiecień (lat 11) ulegli na Kasprowym Wierchu bardzo ciężkim obrażeniom.
Lekkomyślnie zbiegając - na oczach rodziców - ścieżką z Kasprowego Wierchu do Hali Gąsienicowej, jeden z nich potknął się, popchnął brata i razem potoczyli się po stoku. W rezultacie obaj doznali wstrząsu mózgu, licznych ran głowy i potłuczeń nadto jeden z nich złamania obojczyka.
Obu chłopców Pogotowie Górskie odwiozło do szpitala.
21. VII.wyruszyła wyprawa GOPR na Kasprowy Wierch celem przetransportowania zwłok kobiety, które zostały zauważone przez konduktora kolejki linowej w szczelinie śnieżnej żlebu spadającego z pn. grani Kasprowego. Zabitą była Anna Tomera z Wiśniowej pow. Myślenice.
Spadła ona ok. 100 m ponosząc śmierć na miejscu. Przyczyna wypadku nie wyjaśniona.
22. VII. dyżurny GOPR na Hali Gąsienicowej zorganizował ekipę ratowniczą, która sprowadziła spod Przełęczy Świnickiej chorego Eugeniusza Wnęka.
Następnego dnia wyrusza z Hali Gąsienicowej wyprawa na Wierch pod Fajki, skąd słychać było wołanie o pomoc. Pomocy wzywali trzej taternicy ze Szczecina: Daniel Tracz, Jan Nowak i Jerzy Staszko.
W czasie wspinaczki kamień, który usunął się spod nogi prowadzącego Tracza, ciężko ranił w udo Jerzego Staszko. Rannego zniesiono do Hali Gąsienicowej i zwieziono do szpitala w Zakopanem.
26. VII. rano turyści zawiadomili GOPR, że na Świnicy leży od dnia poprzedniego turysta, który zasłabł.
Na miejsce wypadku przybyli ratownicy z Zakopanego poprzez Kasprowy Wierch i ratownicy przebywający na Hali Gąsienicowej. Poszkodowanym był Bohdan Skrzypczak, pracownik Zakładów Cegielskiego w Poznaniu. Jak się okazało, szedł on w towarzystwie kolegi i trojga napotkanych w Dol. Pięciu Stawów Polskich turystów przez Zawrat na Świnicę i Kasprowy.
Przy klamrach pod Gąsienicową Turnią zasłabł, towarzysze pozostawili go i mieli czekać na szczycie Świnicy.
Po odpoczynku Skrzypczak ruszył dalej, ale pod szczytem zasłabł ponownie i pozostał tam przez całą noc. Zupełnie wyczerpanego i przemarzniętego turystę ratownicy znieśli do Kasprowego Wierchu i zwieźli do szpitala w Zakopanem. Ciekawy jest fakt, że towarzysz wycieczki nie zainteresował się do dnia następnego losem pozostawionego kolegi.
W dniu 5. VIII. uległ wypadkowi na pn-zach. ścianie Żabiego Mnicha Jan Kotwicz, ekonomista z Warszawy, który wspinał się w towarzystwie 14-letniego syna Andrzeja.
Odpadł od ściany i spadł ok. 30 m, doznając pęknięcia miednicy, syn utrzymał spadającego na linie tylko dzięki temu, że spadł on na platformę w
kominie, co zahamowało rozpęd.
Akcję ratunkową przy bezustannie i ulewnie padającym deszczu przeprowadzili ratownicy przybyli z Zakopanego z pomocą taterników przebywających w Morskim Oku. Akcja trwała całą noc i dzień następny.
Lejące się strugi wody uniemożliwiały założenie stanowisk. Po spuszczeniu rannego ok. 100 m w dół ze ściany zniesiono go przez Owczą Przełęcz do schroniska przy Morskim Oku i odwieziono nocą do szpitala w Zakopanem.
Niezwykły wprost wypadek wydarzył się grupie kursantów ze szkoły taternictwa KW na Hali Gąsienicowej w dniu 1. VIII.
Gdy po skończonej wspinaczce schodzili Orlą Percią ze szczytu Kozich Czub ku Koziej Przełęczy, nagle jeden uczestników - Andrzej Dudek student Krakowa stoczył się w dół. Po przeleceniu ok. 150 m spadł do żlebu spadającego z Koziej Przełęczy do Dol. Koziej, ponosząc śmierć na miejscu.
W momencie wypadku instruktor znajdował się 10 m poniżej i był odwrócony tyłem, tak że bezpośrednia przyczyna wypadku pozostała nieznana. Należałoby zastanowić się, czy nie winny być wymagane wyższe kwalifikacje turystyczne od kandydatów zgłaszających się na kursy taternictwa.
12. VIII. obywatel francuski Pierre Renkiel z Paryża w czasie wspinaczki
zach. ścianą Kozich Czub odpadł, doznając złamania nogi.
Rannego znieśli przygodni taternicy do Dol. Pięciu Stawów Polskich, skąd ratownicy GOPR następnego dnia odtransportowali go do szpitala w Zakopanem.
14. VIII. ratownicy GOPR czynią poszukiwania turystów, którzy udali się do groty Lodowej. Znaleźli się oni dopiero nocy dn. 15 VIII.
W dniu 15. VIII. ratownicy GOPR znieśli dwóch Niemców, którzy ulegli wypadkom w rejonie Hali Gąsienicowej.
Jeden wypadek zdarzył się na Przełęczy w Kościelcach, gdzie od zach. strony wspinali się Klaus Hanemann, student z Halle z towarzyszem. W pewnym momencie Klaus idący jako drugi obsunął się i zleciał ok. 40 m, gdyż jego towarzysz - jak podał - nie mógł go utrzymać na skutek śliskości perlonowej liny. Klaus doznał wstrząsu mózgu, poranienia głowy oraz ogólnych potłuczeń.
Drugi wypadek wydarzył się w pn. ścianie Kozich Czub (droga nr 175 WHP). Wspinający się nią w towarzystwie kolegi Karl Purfurst z Merseburga zbłądził w połowie ściany i usiłując pokonać w prawo od drogi mokre i strome płyty odpadł i po przeleceniu ok. 10 m spadł, doznając złamania podstawy i sklepienia czaszki. Rannego po spuszczeniu około 100 m ze ściany odtransportowano w stanie bardzo ciężkim do szpitala w Zakopanem, gdzie zmarł dnia następnego.
W nocy 15. VIII. dyżurni ratownicy i taternicy z Morskiego Oka wyruszają, by sprowadzić spod Hińczowej Przełęczy trzech wspinaczy, również Niemców. Byli nimi: Peter Lange, Gcrhard Seifert i Ginter Fritsche, wszyscy z Heinzbergu.
16. VIII. wyrusza znów wyprawa GOPR do wypadku, jaki wydarzył się w prawej połaci pn-zach. ściany Świnicy. Jan Stęszewski z Warszawy w trakcie wspinania się został uderzony kamieniem zrzuconym przez linę, na skutek czego doznał złamania obu kości nogi i przedramienia. Rannego przeniesiono na "bambusie" do Przełęczy Świnickiej i dalej do szpitala w Zakopanem.
17. VIII. ratownicy dyżurni w Morskim Oku sprowadzili do schroniska ranną Francuzkę, taterniczkę Marie Claire Bois z Paryża. W trakcie wspinaczki grupy alpinistów francuskich filarem na Mięguszowiecki Szczyt została ona uderzona w głowę kamieniem strąconym przez wspinających się wyżej towarzyszy.
O własnych siłach zdołała jeszcze ukończyć wspinaczkę.
W nocy z 21 na 22. VIII. przewodnik grupy Niemców zaalarmował dyżurnego ratownika na Hali Gąsienicowej, że kilku z nich wybrało się na uskok Niebieskiej Turni i nic powróciło.
Zorganizowana wyprawa ratunkowa, po dojściu do Kotła Świnickiego, porozumiała się z poszukiwanymi, którzy pomocy nie potrzebowali.
W dniach 22 i 23. VIII. znów ratownicy GOPR przeprowadzają trudną akcję ratunkową w pn-wsch. ścianie Mięguszowieckiego Szczytu.
Wspinało się nią 2 taterników z Warszawy: mgr inż. Andrzej Kasprzycki i
dr Andrzej Cisak. W górnej partii ściany prowadzący Kasprzycki odpadł z blokiem i wyrywając dwa haki asekuracyjne spadł ok. 30 m. Na skutek silnych potłuczeń i poranień stracił chwilowo przytomność. Akcję ratunkową przeprowadzono przy pomocy nowoczesnego sprzętu, dokonując zjazdu 150 m ze szczytu do rannego i dalej z rannym 240 m do podnóża ściany.
Ta trudna i wyczerpująca akcja trwała do wieczora dnia 23. VIII. Rannego przewieziono do szpitala w Zakopanem.
Nocą z 22 na 23. VIII. druga grupa ratowników wraz z taternikami przeprowadza inną akcję ratunkową w pd. ścianie Zamarłej Turni. Ścianą tą wspinali się:
Wojciech Świerczkowski z Wrocławia wraz z Bombierem Robertem, Polakiem z Kanady studiującym w Polsce. Bombier nie mógł pokonać trudności górnego trawersu - a towarzysz nie dał rady go wyciągnąć.
Ratownicy o świcie wyciągnęli osłabionego wspinacza na szczyt Zamarłej Turni.
Dnia 29. VIII. ratownicy dyżurni z Hali Gąsienicowej udzielili pomocy Marii Krupa zam. w Chełmie Lubelskim, i która utknęła w skałkach jednego ze żlebików spadających z Kopy Królowej ku "Kopalniom" w Dol. Jaworzynce.
Dyżurnego zawiadomił brat poszkodowanej, który szczęśliwie doszedł do Hali Gąsienicowej.
Tadeusz Pawłowski