|
Kroniki TOPR - Kroniki 1960-1961
Tegoroczna kronika ratownicza nie obejmuje, wszystkich wypadków górskich.
Jest ich zbyt wiele, aby można było wszystkie omówić. Staraliśmy się natomiast analizować wszystkie wypadki i ich przyczyny, przebieg oraz wyniki wypraw i dochodzimy do wniosku, że przyczyną wszystkich była przeważnie zła organizacja wycieczki, przy czym dotyczy to zarówno wycieczek zbiorowych, jak i indywidualnych. Wypadki ujęte w tegoroczną kronikę obejmują okres od 1 września 1960 r. do 1 września 1961 r. Rok 196O. 1. 9. uległ wypadkowi taternickiemu na grani Apostołów Roman Łazarski, zam. w Krakowie. W czasie wspinaczki odpadł on od ściany, przeleciał ok. 15 m, lecz utrzymany przez asekurującą go żonę doznał tylko złamania żeber. Do transportu ze ściany użyty został sprzęt alpejski, dzięki czemu wypadek został szybko zlikwidowany, a ranny w względnie dobrych warunkach, jak na trudny teren tatrzański - zniesiony został do schroniska, skąd odwieziono go do szpitala. 9. 9. W czasie śnieżycy, w śliskim terenie, spadł, jednym ze żlebów Jarząbczego, do dol. Jarząbczej Jerzy Ulatowski, zam. w Podkowie Leśnej. Zaalarmowane przez towarzyszy Pogotowie zniosło go do schroniska w Chochołowskiej, a stamtąd do szpitala. 20. 9. W czasie wspinaczki na Żabią Lalkę odpadł od ściany Zbigniew Kowalski, zam. w Radomiu. Ratownicy patrolujący teren Morskiego Oka natknęli się na rannego i sprowadzili do schroniska. Typowym przykładem złej organizacji wycieczki był wypadek, który zdarzył się 23. 9. na Czerwonych Wierchach. Grupa wycieczkowiczów wyruszyła z Dol. Chochołowskiej, z zamiarem przejścia do Dol. Kondratowej, jednakże już w Dolinie Kościeliskiej odpadło 11 osób. Z 9 pozostałych uczestników zasłabł na stokach Kopy Kondrackiej Tadeusz Skrętowicz, zam. w Opolu. Zaalarmowane Pogotowie zniosło go na Halę Kondratową. Trzeba tu podkreślić poświęcenie uczestnika wycieczki Andrzeja Lotki, który przed przybyciem ratowników znosił sam słabego towarzysza, aby ten mógł jak najprędzej znaleźć się pod opieką lekarską. 26. 9. Drugim przykładem lekceważenia zasad turystyki górskiej była przygoda trzech studentek, które nie znając terenu, ani warunków, wyszły na Zamarłą Turnię i Kozią Przełęcz. Tu, stwierdziwszy duże olodzenie skał, zaczęły wzywać pomocy. Ponieważ pomoc zaraz nie nadeszła, postanowiły schodzić i szczęśliwie dotarły do Pustej Dolinki. Pogotowie, zaalarmowane przez ratownika Józefa Gładczana, który słyszał wołanie o pomoc, przeszukało tymczasem okolice Zmarzłego Stawu, Koziej Dolinki i Zawrat, skąd rano zeszło do Doliny Pięciu Stawów. Tu w schronisku spotkano niefortunne studentki, które sprowadzone zostały przez A. Krzeptowskiego z Pustej Dolinki. Wypadek ilustruje, do czego prowadzi lekceważenie warunków wysokogórskich. Oto nie tylko turystki narażone były na poważne niebezpieczeństwo, lecz także 12 ratowników całą noc czyniło poszukiwania w gęstej mgle i przy całkowitym zaśnieżeniu i olodzeniu terenu. 2. XI. Wyprawa po Wiktora Langnera, zam. w Krakowie, była trudna i szczególnie uciążliwa z uwagi na okoliczności towarzyszące wypadkowi. Wymieniony, inwalida bez jednej nogi, chodzący o kulach, nie znając terenu i nie zdając sobie sprawy z trudności, udał się ścieżką do Czarnego Stawu i na Granaty. Pomyliwszy drogę, zszedł na Przełęcz Nowickiego. Tu wypadły mu z ręki kule i ześliznęły się. w dół. Pozbawiony podpory począł wzywać pomocy. Zaniepokojona późną porą bufetowa schroniska, która przez ciekawość pytała turystę o cel wycieczki, zawiadomiła, taterników znajdujących się w schronisku, że Langner dotąd nie wrócił. Ci, patrolując rejon Pańszczycy i usłyszawszy wołanie, zorganizowali pierwszą pomoc i zaalarmowali Pogotowie Górskie. Wśród dużych trudności sprowadzono niefortunnego turystę do schroniska. Zadziwia w tym wypadku daleko idąca, nielicząca się z następstwami lekkomyślność i kompletna nieznaomość warunków. 9. 11. Również bardzo trudna i niecodzienna wyprawa zorganizowana została po Józefa Leśnickiego na Kazalnicę. Wymieniony udał się w płaszczu i kapeluszu (tak!) na wycieczkę w rejon Kazalnicy, a wszedłszy w bardzo stromy i olodzony teren, po kilkakrotnych próbach zejścia i obsunięciu się po lodzie zaczął wzywać pomocy. Zanim w schronisku usłyszano wołanie i zorientowano się skąd ono dochodzi, upłynęło 2 dni. Wezwani ratownicy znaleźli turystę w trzecim dniu, wyczerpanego głodem i zimnem. Wśród poważnych trudności zniesiono go do schroniska. Zastanawia w tym wypadku wysoce lekkomyślny fakt pójścia w późnej jesiennej porze w trudny i przepaścisty teren, skąd bez fachowej pomocy taternickiej, turysta nie miał żadnych możliwości powrotu. 31. 12. Koniec roku był tragiczny. Udający się na nartach do Doliny Pięciu Stawów turyści przechodzili niebezpieczny trawers nad Świstówką. Tu, idący, jako pierwszy, Mariusz Janowicz, zam. w Olsztynie, obsunął się po lodzie z małą lawiną śnieżną i runął w przepaść. Towarzysząca mu żona zdołała wycofać się z niebezpiecznego terenu i doszedłszy do schroniska w 5 Stawach, zaalarmowała Pogotowie. Wypadek był niestety śmiertelny. Rola Pogotowia ograniczyła się do zniesienia ciała do Roztoki, a stamtąd do Wodogrzmotów. Jest to już trzeci wypadek zimowy w tym miejscu i trzeba podkreślić, że wielokrotne ostrzeżenia ze strony ratowników nie trafiają turystom do przekonania. Cały rok 1960 był obfity w wypadki, a wyprawy ratunkowe kontynuowane były nawet w późnych miesiącach jesiennych, zupełnie nieodpowiednich do uprawiania turystyki wysokogórskiej. Jest to dowodem niezdawania sobie sprawy przez niedoświadczonych wycieczkowiczów, że w tym czasie w wysokich górach panują bardzo trudne i niebezpieczne warunki terenowe i atmosferyczne. Wydaje się konieczne wszczęcie akcji mającej na celu powstrzymanie ruchu turystycznego na ten okres w góry wysokie. Oprócz wymienionych wypadków, odbyły się liczne, nieraz bardzo uciążliwe wyprawy poszukiwawcze za zaginionymi w górach, nie zawsze mające poważną przyczynę, nieraz źródłem ich był nawet fałszywy alarm. Przeprowadzono również wiele wypraw o mniejszym znaczeniu, jak przewiezienie chorych ze schronisk lub turystów, którzy ulegli wypadkowi złamania kończyn. Rok 1961 zaczął się stosunkowo spokojnie. Ratownicy pełnili normalne zimowe dyżury na stacjach ratunkowych, gdzie udzielali pierwszej pomocy w wypadkach narciarskich. 10. 2. Wydane zostało ostrzeżenie przed dużym niebezpieczeństwem lawin. W kilka godzin później porwany został przez lawinę pracownik wyciągu narciarskiego, na Kondratowej- Stanisław Wieczorek, dzięki jednakże temu, że lawina była niewielka, doznał tylko zwichnięcia nogi. 28. 2. znaleziona została na pd. stronie Szerokiego Giewontu Emilia Kocot, która zaginęła jeszcze 3 października 1960 r. Na próżno poszukiwano jej przez wiele dni w ciągu października i listopada. 29. 3. Trzej taternicy: Wacław Dobosz, Zbigniew Tracz i Mirosław Bądzyński udali się mimo ostrzeżeń ratowników o niebezpieczeństwie lawin, na wspinaczkę w rejon Miedzianego. Taterników porwała w istocie lawina, przy czym ulegli oni ogólnym potłuczeniom, złamaniu żeber i zwichnięciu kończyn. Po tym wypadku Komisja Bezpieczeństwa Górskiego Klubu Wysokogórskiego wydała zakaz wszelkiej działalności taternickiej na czas istnienia niebezpieczeństwa. 7. 6. Liczne burze, które przechodziły tego roku nad Tatrami, nie oszczędziły i turystów. W czasie wycieczki na Giewont porażeni zostali piorunem turyści: Emilia Tokarska i Bogusław Pruszkowski. Zostali oni zniesieni przez ratowników i odwiezieni do szpitala. 16. 6. Ratownicy znieśli żołnierza, który uległ wypadkowi w czasie jazdy na butach po stromym śniegu. W stanie ciężkim. (wstrząs mózgu) zwieziono go do szpitala. 18. 6. Przy schodzeniu jednym ze żlebów w Pośredniej Turni, pojechali po śniegu Tadeusz Genis, Romuald Paduch oraz Marcela Kozakiewicz, która była inicjatorką tej niefortunnej imprezy. Wymienieni nie odnieśli większych obrażeń, jednakże Pogotowie Górskie zmuszone było iść im z pomocą przy wydostaniu się z trudnego miejsca. W ciągu czerwca interweniowało Pogotowie Górskie w kilku wypadkach zasłabnięcia na serce. Zdarzyło się to kilku uczestnikom wycieczek szkolnych w wieku ok. 18 lat. Wydaje się konieczne wprowadzenie badań przed wycieczkami w Tatry, podobnie jak przed zawodami sportowymi, gdyż wypadki tego rodzaju zdarzały się już wielokrotnie w ciągu ostatnich lat. 19. 7. Ratownicy interweniowali na północnych stokach Kominiarskiego Wierchu, gdzie uczestniczka obozu geograficznego Elżbieta Olchowik, spadła z wysokości ok. 7 m na dno potoku i doznała ciężkich obrażeń. Pogotowie Górskie zniosło ją do Doliny Kościeliskiej, a stamtąd przewieziono ją do szpitala. 22. i 23. 7. W ścianach Małego Giewontu, od strony Żlebu Kirkora, wydarzył się wypadek utknięcia w skałach 2 turystek, Krystyny Wiecheć i Elżbiety Łuszczyńskiej. Ratownicy sprowadzili je w nocy do Zakopanego. Wypadek ten to przykład skrajnego lekceważenia wysokich gór i ich warunków. Turystki wyszły na wycieczkę o godz. 17 z zamiarem przejścia Giewontu, nic dziwnego, że już w parę godzin później musiały wzywać pomocy, kiedy uczestnicy tej wyprawy doszli do Doliny Strążyskiej, zostali zawiadomieni o konieczności niesienia pomocy jednemu z uczestników wyprawy speleologicznej do Ptasiej Studni. Był nim Władysław Palider, który uległ wypadkowi złamania nogi. Przy użyciu sprzętu alpejskiego przetransportowano go do Doliny Miętusiej, a stamtąd do szpitala. Przyczyną wypadku było zerwanie się liny w czasie zjazdu, skutkiem czego taternik spadł z wysokości ok. 10 m. Wyprawa była trudna i niebezpieczna z uwagi na bardzo kruchy teren. 23. 7. udzielono pomocy uczestnikowi wycieczki z Katowic, Konradowi Pakule, który będąc nietrzeźwym, spadł ze ścieżki prowadzącej na Giewont i dotkliwie się potłukł. Rannego pozostawiono pod opieką towarzyszy wycieczki. 2. 8. wydarzył się śmiertelny wypadek na zachodniej ścianie Kościelca. Zdzisław Jezierski, nie znając podstawowych zasad taternictwa, po przejściu około 30 m odpadł od ściany i runął na piargi, zabijając się na miejscu. Towarzysz wycieczki zaalarmował Pogotowie, które zniosło ciało do Zakopanego. 5. 8. podwójny wypadek wydarzył się na Zadnim Mnichu. Uczestnik obozu taternickiego, Stanisław Papeż zam. w Debreczinie (CSRS), odpadł w czasie wspinaczki uskokiem Zadniego Mnicha, spod samego wierzchołka i po przeleceniu kilkunastu metrów spowodował zerwanie się liny, w następstwie czego spadł ok. 50 m na dno żlebu. W bardzo ciężkim stanie zniosło go Pogotowie do Morskiego Oka, lecz w czasie transportu samochodem do Zakopanego - taternik zmarł. W tym samym czasie na południowej ścianie Zadniego Mnicha odpadł od ściany Jan Bilek, również uczestnik obozu. Asekurująca go żona zdołała go utrzymać. Uległ on ogólnym potłuczeniom i złamaniu lewej nogi. Pogotowie odwiozło go do szpitala w Zakopanem. 7. 8. w czasie wspinaczki na pn.-zach. ścianę Żabiego Mnicha uległ wypadkowi Andrzej Zdanowicz zam. w Lublińcu. Doznał on ogólnych potłuczeń i przewieziony został do szpitala. 14. 8. przy pokonywaniu grzędy Zadniego Kościelca odpadła od ściany Izabela Frątczak, doznając ogólnych potłuczeń i złamania ręki. Ratownicy po szybkiej akcji przenieśli turystkę na Halę Gąsienicową, skąd zwieźli do szpitala w Zakopanem. J. Cybulski i E. Strzeboński Data utworzenia: 17/10/2008 : 09:09 Komentarze
|
|
Historia Taternictwa
Góra