Kroniki TOPR - Kroniki 1971-1972
Ratownictwo tatrzańskie. Zima 1971/72.

Tak bezśnieżnej zimy nie pamiętają w Tatrach najstarsi górale. Już w pierwszej połowie lutego śnieg zniknął całkowicie ze stoków Gubałówki, a w parę tygodni później ogołocone ze śniegu zostały niższe partie Tatr. W marcu pokrywa śnieżna utrzymała się tylko w kotłach, położonych ponad granicą lasu; poniżej zapanowała wiosna.
Ciepło i brak śniegu w całym kraju spowodowały, że Kasprowy Wierch stal się jedyną górą narciarską w Polsce, toteż tłok na trasach zjazdowych i przy wyciągach był zupełnie wyjątkowy. Rzadko jednak panowały naprawdę dobre warunki narciarskie. Na początku zimy było w Tatrach silne oblodzenie, a Kasprowy Wierch - jak pisała prasa - stał się przysłowiową "szklaną górą". Ocieplenie w lutym zmiękczyło pokrywę śnieżną. Jazda stała się trudna, ciężka i bardzo niebezpieczna.
Bardzo pracowity sezon mieli ratownicy Grupy Tatrzańskiej GOPR, gdyż każdy transport kontuzjowanego narciarza - wobec braku śniegu w dolnych partiach tras - był ciężki i trwał długo.
Ruch taternicki w Tatrach nie był tej zimy duży. Wpłynęły na to nie najlepsze warunki śniegowe, utrudniające poważniejsze poczynania. Poza świętami w schroniskach wysokogórskich przebywało zaledwie po kilka zespołów wspinaczkowych.

A oto najważniejsze akcje ratownicze Grupy Tatrzańskiej GOPR, przy czym pomijamy wiele wypadków o charakterze nieturystycznym.

22 grudnia, w godzinach wieczornych, Stacja Centralna GOPR zaalarmowana została meldunkiem o zaginięciu czterech chłopców, w wieku 16-17 lat, którzy rano wyruszyli na nartach z Kasprowego Wierchu z zamiarem zjechania do Kuźnic przez Halę Gąsienicową. Chłopcy przebywali w Zakopanem na wczasach i nie znali dokładnie trasy zjazdowej. Nim jednak patrole poszukiwawcze wyruszyły w góry, okazało się, że chłopcy pomylili drogę we mgle i zjechali do Doliny Cichej, a następnie zeszli do Podbańskiej, o czym powiadomiła telefonicznie słowacka Horska Sluzba.

22 grudnia spod Wrót Chałubińskiego obsunęła się na lodzie taterniczka z Warszawy, 18-letnia Janina M. Blisko 200-metrowy zjazd do dolinki za Mnichem zakończył się poważną kontuzją głowy. Nieprzytomną taterniczkę w stanie ciężkim przetransportowano do szpitala.

25 grudnia podczas zjazdu z Kasprowego Wierchu, przy wyjątkowym oblodzeniu, na trawersie nad Doliną Cichą, upadła 12-letnia Beata F. z Warszawy. Dziewczynka obsunęła się około 300 metrów stromym żlebem, doznając skomplikowanego złamania podudzia. Dziewczynkę na toboganie wydobyto na Kasprowy, skąd przewieziono kolejką do Kuźnic i dalej samochodem do szpitala.

28 grudnia, podczas zejścia z wierzchołka Giewontu, pośliznęła się na lodzie i runęła w dół 36-letnia Alicja Sobkowicz z Błonia. Turystka poniosła śmierć.

30 grudnia w Jaskini Wysokiej spadł i kilkumetrowego progu skalnego grotołaz, Jan S. z Częstochowy. Mimo meldunku o ciężkim stanie poszkodowanego okazało się, że Jan S. nie doznał poważniejszych obrażeń i o własnych siłach wyszedł z jaskini. Wyprawa ratownicza zawróciła spod wylotu jaskini.

3 stycznia, podczas schodzenia ze Szpiglasowej Przełęczy do Dol. Pięciu Stawów, złamał nogę taternik, 23-letni Wojciech P. z Warszawy. Rannego przetransportowano na toboganie do Wodogrzmotów Mickiewicza, skąd samochodem do Szpitala.

4 stycznia, w rejonie Giewontu, poszukiwano taternika z Zakopanego, 19-letniego Andrzeja O., który poprzedniego dnia wybrał się samotnie na wspinaczkę pn. żlebem do Szczerby i nie powrócił na noc do domu. Jak się okazało, na skutek złych warunków śniegowych i pogodowych, Andrzej O. spędził noc w ścianie, skąd nazajutrz wydostał się na przełęcz i zszedł do schroniska na Kondratowej. Podczas biwaku poważnie odmroził stopy.

21 stycznia, podczas zjazdu z Kasprowego Wierchu, obsunął się do Dol. Cichej 47-letni Jacek K. z Warszawy, doznając niegroźnych kontuzji. Ze względu na oblodzenie pomoc ratowników przy wyprowadzaniu niefortunnego narciarza była niezbędna.

22/23 stycznia trwały poszukiwania dwóch turystek, 21-letniej Izabeli T. z Poznania i 22-letniej Honoraty K. z Kościana, które w godzinach rannych wybrały się na grań Ornaku. Turystki, nie przygotowane na warunki zimowe, spędziły noc w górach, nie mogąc zejść z oblodzonej grani.

25 stycznia, w czasie zjazdu na nartach z Kasprowego Wierchu, spadła do Dol. Cichej 54-letnia Maria K. z Warszawy, doznając złamania podudzia lewej nogi, okaleczeń głowy i ogólnych obrażeń.

6 lutego, dwóch taterników z Krakowa, Mieczysław R. i Andrzej L., wybrało się na wspinaczkę pn. filarem Świnicy. Gdy nie powrócili, wieczorem, pod ścianę wyruszył patrol GOPR, by zorientować się w sytuacji. Okazało się, że niezbyt doświadczeni taternicy utknęli w połowie filara, na skutek załamania pogody i złych warunków śniegowych. Wyczerpanych i przemarzniętych wyprowadzono zachodem do Świnickiej Przełęczy, a następnie sprowadzono do Murowańca. Jeden z taterników odtransportowany został do szpitala, gdyż poważnie odmroził stopy.

19 lutego, na nartostradzie z Goryczkowej, uległ tragicznemu wypadkowi ratownik ochotnik GOPR, 45-letni Józef Gąsienica Józkowy. Gdy zjeżdżał oblodzoną nartostradą, zza zakrętu wyszli piesi turyści. Jadący bardzo szybko Józkowy, nie spodziewając się napotkać pieszych na nartostradzie, usiłował wyminąć ich dołem, co skończyło się upadkiem. Ratownik wypadł poza nartostradę, uderzając głową o kamień. Nieprzytomnego przetransportowano do szpitala w Zakopanem, a następnie do Kliniki Neurochirurgicznej w Krakowie, gdzie zmarł 3 marca 1972 r.

26 lutego wieczorem, w schronisku Murowaniec stwierdzono, że pięciu turystów (w tym czterech z NRD) nie powróciło z wycieczki na Świnicę. Warunki śniegowe były trudne, panowało w górach silne oblodzenie. W kierunku Świnicy wyruszyły patrole ratownicze. Czterech turystów niemieckich napotkano powyżej Świnickiej Przełęczy, na grani Świnicy, skąd usiłowali wycofać się na przełęcz. Według ich relacji turysta polski poszedł dalej i osiągnął wierzchołek, a następnie zniknął z oczu Niemców.
W tej sytuacji część ratowników dopomogła odnalezionym turystom zejść w bezpieczny teren i sprowadziła ich do Murowańca. Pozostali ratownicy oraz zawezwani dodatkowo z Zakopanego, wyruszyli na szczyt i dalej, za nikłymi śladami poszukiwanego. 45-letni Mieczysław M. z Katowic zszedł ze szlaku na stronę południową, gdzie utknął nad progiem skalnym. Z powodu oblodzenia bał się ryzykować powrót do góry. Niefortunnego turystę wyprowadzono na szlak i sprowadzono na Kasprowy Wierch. Poza przemarznięciem Mieczysław M. nie doznał żadnych obrażeń.

12 marca odnaleziono zwłoki dwóch taterników śląskich, 25-letniego Andrzeja Bobera i 23-letniego Stefana Szafrugi, poszukiwanych od dnia 6 marca w rejonie Mięguszowieckich Szczytów. Ciała zabitych znajdowały się mniej więcej w linii spadku żlebu spadającego z Hińczowej Przełęczy na stronę południową. Bober i Szafruga wybrali się w dniu 3 marca na skrajnie trudną wspinaczkę na wschodniej ścianie Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego. Planowali powrót następnego dnia.

W dniu 5 marca, gdy taternicy nie powrócili do schroniska, zespół ratowników wyruszył do Bańdziocha, skąd udało się nawiązać kontakt głosowy z tkwiącymi jeszcze w ścianie Szafruga i Boberem. Zapewnili oni, że czują się dobrze, znajdują się ok. 80 m od wierzchołka, posiadają zapas żywności i nie potrzebują pomocy. Nazajutrz jednak nie powrócili do Morskiego Oka.
Poszukiwania zaginionych trwały do 12 marca. Do akcji włączyli się alpiniści, przebywający w Morskim Oku na obozie Krajów Demokracji Ludowej, oraz słowacka Górska Służba. Zawierucha śnieżna, bezustanna mgła i lawiny śnieżne utrudniały penetrację terenu. Smutna zagadka postała wyjaśniona dopiero w dniu 12 marca. Prawdopodobnie taternicy, schodząc granią Mięguszowieckiego w kierunku Hińczowej Przełęczy, obsunęli się na twardym śniegu podczas trawersu Mięguszowieckiej Turniczki. Spadli ok. 100 m przez próg skalny, ponosząc śmierć na miejscu.

17 marca, jeżdżąc na nartach w Mnichowym Żlebie, opodal Filara Cubryny, 45-letni Jan Szulc z Warszawy przewrócił się na płacie lodu. Upadek zakończył się tragicznie. Szulc, zsuwając się po lodzie, silnie uderzył głową w kamień, ponosząc śmierć na miejscu.

30-marca, podczas pokonywania oblodzonego kominka w dolnej partii filara Kopy Spadowej, idący na pierwszego 20-letni Ryszard Jakubowski z Łodzi odpadł, wyrywając towarzysza ze stanowiska asekuracyjnego. Obaj taternicy spadli do podnóża filara. Jakubowski poniósł śmierć na miejscu. Jego towarzysz, 20-letni Władysław Z. z Łodzi, w stanie ciężkim przetransportowany został do szpitala.

5 kwietnia 33 pasażerów kolejki linowej na Kasprowy Wierch przeżyło nie lada emocję. Podmuch wiatru splątał liny kolejki, unieruchamiając wagonik pełen pasażerów 25 metrów nad ziemią. Pasażerom groziło niezbyt przyjemne opuszczanie w dół przez otwór w podłodze wagonika, w specjalnych szelkach. Na szczęście udało się podciągnąć wagonik do trzeciej podpory. Pasażerowie, troskliwie asekurowani przez ratowników GOPR, wydostali się na podporę, skąd po drabince zeszli na ziemię.

14 i 15 kwietnia, w Dół. Cichej i Koprowej poszukiwano narciarzy: 29-letniej Joanny K. i 34-letniego Ryszarda K., obojga z Warszawy, którzy wybrali się z Dol. Pięciu Stawów przez Gładką Przełęcz na Halę Gąsienicową i nie dotarli w umówionym terminie. Gęsta mgła sprzyjała możliwości zbłądzenia. Jak się okazało, narciarze spędzili noc w Cichej, nie mogąc we mgle odnaleźć odpowiedniej drogi na przełęcz Liliowe. 15 kwietnia wieczorem dotarli do Murowańca.

22 kwietnia młodzi taternicy, 16-letni Bronisław K. z Zakopanego i 21-letni Marek W. z Poznania, wspinali się stromą ścianką Myślenickich Turni. Podczas pokonywania przewieszki, Bronisław K. odpadł, zawisając na linie. Zawezwani z Kasprowego ratownicy szybko zorganizowali pomoc. Jeden z ratowników zjechał na linie do niefortunnego taternika, pomagając mu wydostać się na górę. Chłopiec nie odniósł żadnych obrażeń.


Lato 1972 było w Tatrach kapryśne, a pogodne dni należały do rzadkości. Częste ulewne deszcze dokonały zniszczeń na wielu szlakach, a wypłukane kamienie groziły lawinami skalnymi. Pomimo niezbyt łaskawej aury ruch turystyczny w Tatrach - zwłaszcza w lipcu i sierpniu - był ogromny. Wystarczy stwierdzić, że przez szczyt Giewontu przewijało się ponad 2000 turystów dziennie, by mieć obraz ruchu na popularnych szlakach.
Daje się zauważyć pewna poprawa, jeśli chodzi o wyekwipowanie turystyczne a także wiedzę górską. Mapy, przewodniki (których w zakopiańskich sklepach było w lecie pod dostatkiem) coraz częściej stają się częścią ekwipunku turysty. Ciągle jeszcze jednak wiele do życzenia pozostawia obuwie. Ostatnio stały się bardzo modne na szlakach górskich wygodne "adidasy", bardzo niebezpieczne w górach ze względu na gładką podeszwę. Słyszy się utyskiwania na "pionierki" ze względu na fatalną skórę. To samo dotyczy taternickich "Zawratów", pozostawiających wiele do życzenia pod względem jakości i wygody. Ciągle jeszcze nie produkujemy buta odpowiedniego na górskie wędrówki, popularnego, wygodnego i niezbyt drogiego.


Pomimo mało śnieżnej zimy śnieg w północnych żlebach utrzymywał się długo, co zresztą było przyczyną kilku poważnych, a nawet śmiertelnych wypadków.

Podajemy zestawienie najważniejszych wypadków i interwencji Grupy Tatrzańskiej GOPR. Nie jest ono pełne, gdyż Grupa interweniowała w ciągu lata kilkadziesiąt razy i transportowała wielu turystów - w tym sporą ilość turystów z NRD - którzy ulegli złamaniom nogi, nagłemu atakowi wyrostka robaczkowego, zasłabnięciu itp. Było także ub. lata kilka fałszywych alarmów, które spowodowały niepotrzebny wysiłek ratowników.

17 czerwca, podczas schodzenia z Mięguszowieckiej Przełęczy pod Chłopkiem na stronę Czarnego Stawu, pośliznął się na płacie śniegu 23-letni Christian Hildebrand z Drezna. Turysta spadł na stronę Kotła Mięguszowieckiego, ponosząc śmierć na miejscu. Jego towarzyszka, 21-letnia Brigitte J. z Drezna, dotarła późnym wieczorem do schroniska przy Morskim Oku, powiadamiając o wypadku. Turystka doznała licznych obrażeń, gdyż kilkakrotnie spadała z oblodzonych progów skalnych.
Ratownicy GOPR dotarli na miejsce wypadku, a następnie jeden z nich, asekurowany liną z góry, zeszedł ok. 250 m w ścianę, stwierdzając że poszukiwany nie żyje. Ze względu na fatalne warunki atmosferyczne, kruszyznę terenu oraz konieczność zjazdów z użyciem zestawu alpejskiego, zdecydowano odłożyć transport zwłok do lepszej pogody.

20 czerwca przygodni turyści powiadomili ratownika dyżurnego na Hali Gąsienicowej, że przy ścieżce wiodącej na Zawrat, powyżej Zmarzłego Stawu, leży martwa kobieta. Jak się okazało, była to samotna turystka, 47-letnia Barbara Rychlik z Częstochowy, która schodząc z Zawratu spadła - prawdopodobnie - spod klamer, ponosząc śmierć na miejscu.

21 czerwca przy doskonałej widoczności wyruszyła 20-osobowa wyprawa po zwłoki Chrystiana Hildebranda, który zabił się 17 czerwca, podczas zejścia z przełęczy pod Chłopkiem. Poniżej siodła przełęczy założono stanowisko do zjazdu w szelkach Grammingera. Do zjazdu wyznaczony został ratownik Wojciech Wawrytko. Po przejechaniu 230 metrów natrafił na ciało zabitego, tkwiące w szczelinie, pod śniegiem. Istniały duże trudności z wydobyciem zwłok przez skalno-lodowy zacisk, a następnie z zapakowaniem ich do dalszego transportu. Po 2,5 godzinach zjazdu, po przebyciu łącznie 380 metrów, Wawrytko dotarł z ciałem do Kotła Mięguszowieckiego, gdzie następna grupa ratowników przejęła dalszy transport. Była to akcja trudna i bardzo ryzykowna.

9 lipca podczas trawersowania płata śniegu, zalegającego północny żleb na Wyżnią Zamarłą Przełęcz na Orlej Perci, pośliznął, się idący w sandałach 18-letni Sławomir Jarzębski z Poznania i spadł ponad 200 m, ponosząc śmierć na miejscu. Był to drugi śmiertelny wypadek tego lata na tym samym odcinku Orlej Perci.

12 lipca, pomimo nie najlepszej pogody, dwójka taterników śląskich wybrała się na wspinaczkę żlebem wiodącym od północy na Żabią Przełęcz. W pewnym momencie idący jako pierwszy 24-letni Ryszard Perzyński z Będzina odpadł z blokiem skalnym, wywołując lawinę kamienną. Perzyński poniósł śmierć na miejscu. Jego towarzysz, 21-letni Arkadiusz K. z Sosnowca zaczął wzywać pomocy. Ze względu na gęstą mgłę oraz wyjątkową kruszyznę terenu akcja prowadzona przez GOPR należała do trudnych.

14 lipca, podczas wspinaczki uskokiem Niebieskiej Turni, odpadł taternik, 21-letni Michał C. z Chorzowa, doznając poważnej kontuzji nogi.

20 lipca, zrzucony przez nieostrożnego taternika, kamień na Wielkiej Buczynowej Turni pokaleczył dotkliwie trzech innych taterników, znajdujących się poniżej. Z pomocą ratowników taternicy sami dotarli do "Murowańca", skąd przewiezieni zostali do szpitala.

24 lipca dwóch turystów z Nowej Huty wybrało się na Zadnią Galerię Cubryńską. 24-letni Eugeniusz Koczwara wspinając się na północnej ścianie Cubryny, po przejściu kilkunastu metrów, spadł na piargi na skutek ukruszenia się uchwytu. Świadkami wypadku byli taternicy, wspinający się na Mnichu, którzy natychmiast pospieszyli z pomocą. Niestety Koczwara poniósł śmierć na miejscu.

26 lipca z tzw. Komina Świerza na zachodniej ścianie Kościelca zwieziono w szelkach Grammingera taterniczkę. 24-letnią Ewę P. z Warszawy w stanie silnego szoku nerwowego. Ewa P. wraz z mężem wspinali się kominem Świerza, przy czym pierwszy wyciąg drogi prowadziła kobieta. W pewnej chwili jej mąż znajdujący się w terenie niezbyt trudnym zauważył, że samotny taternik, wspinający się opodal, obsunął się kilka metrów, kalecząc sobie głowę. Stwierdziwszy, że Ewa P. znajduje się na dobrym stanowisku, polecił żonie, by zabezpieczyła się solidnie, a sam podszedł do rannego, by udzielić mu pomocy, a następnie sprowadził go na Halę Gąsienicową. Pozostawiona w ścianie Ewa P. - prawdopodobnie na skutek zimna i samotności - doznała tak silnego szoku nerwowego, że po powrocie męża nie była zdolna do żadnego przemyślanego działania. Pomoc GOPR była konieczna.

3 sierpnia, na pn.-wsch. ścianie Kazalnicy, na drodze Łapińskiego i Paszuchy, wspinały się dwa zespoły taternickie. Poniżej "ścianki problemowej" jeden z taterników wspinający się w pierwszym zespole strącił głazy, które potoczyły się na znajdujących się niżej wspinaczy. Wytrącony ze stanowiska 28-letni Stanisław Bajorek ze Świdnicy spadł ok. 60 metrów, ponosząc śmierć, a jego towarzysz został ugodzony głazem w biodro. Przypadkowo w chwili wypadku znajdowała się nad Czarnym Stawem grupa ratowników, którzy wyruszyli na szkolenie taternickie. Przystąpili oni natychmiast do akcji, powiadamiając o wypadku Stację Centralną i prosząc o dodatkowych ludzi i sprzęt do zjazdów. Ratownicy dotarli trawersem nad "ściankę problemową", gdzie założyli stanowisko do zjazdu w szelkach Grammingera.
Ze względu na deszcz i trudności terenowe, a także na zbliżającą się noc, kierownictwo wyprawy zdecydowało jednoczesny transport zabitego i jednego z trzech tkwiących w ścianie taterników.
Zjazdu długości 260 m dokonał ratownik Czesław Gąsienica Bednarz, zabierając 21-letniego Zbigniewa G. z Wrocławia oraz ciało zabitego. Trudność zjazdu zwiększał fakt uszkodzenia radiotelefonu. Następnego zjazdu dokonał ratownik Maciej Gąsienica, który pozostałych dwóch taterników, Jerzego B. ze Świdnicy i Henryka W. z Poznania, przetransportował na łatwiejszy teren, pokonując duże trudności techniczne.
Była to najtrudniejsza akcja przeprowadzona przez Grupę Tatrzańską GOPR w lecie 1972 r. Kierował nią Eugeniusz Strzeboński, a przeprowadzili młodzi ratownicy, którzy bezbłędnie wywiązali się z niełatwego zadania. ,,Odkryte" też zostało nowe dojście w środek ściany Kazalnicy, co umożliwi - w razie wypadku - dokonywanie krótszych bezpieczniejszych zjazdów w szelkach Grammingera. Dotychczas bowiem zjazdy tą ścianą wynosiły blisko 500 metrów i były nadzwyczaj ryzykowne.

5 sierpnia na pn.-wsch. ścianie Granatów zdarzył się tragiczny wypadek taternicki. Dwójka taterników rozpoczęła wspinaczkę drogą nie opisaną w przewodniku, wiodącą terenem kruchym i bardzo trudnym. Idący jako pierwszy 27-letni Andrzej Milejski ze Skrbańska (pow. Wodzisław) odpadł od ściany, ponosząc śmierć na miejscu. Jego towarzysz, 28-letni Józef P. z Gołkowic, zmuszony był odwiązać się od naprężonej liny łączącej go z Milejskim i tkwiąc na skalnej półeczce zaczął wzywać pomocy. Na skutek trudności z ustaleniem miejsca wypadku (mgła), a także ryzyka w dotarciu w nocy do taternika (kruszyzna, znaczna ekspozycja), akcja ratunkowa trwała do godzin popołudniowych dnia następnego.

12 września, w deszczu i śnieżycy, poszukiwano małżeństwa z Wilna, 26- i 28-letnich Lidii i Leonida B., którzy wyruszyli rzekomo w rejon Morskiego Oka. Jak się okazało nazajutrz, turyści zmienili plan i wyjechali na wycieczkę do Oświęcimia, nie informując o tym nikogo.

16 września, w zamieci śnieżnej poszukiwano w rejonie Rysów dwóch turystów, 21 letniego Sławomira G. i 22-letniego Waldemara Z., którzy nie powrócili z wycieczki w tamten rejon. Jak się okazało, na skutek trudności i oblodzenia, turyści zeszli do słowackiego schroniska pod Wagą, o czym powiadomiła nazajutrz Horska Służba.

W nocy z 17 na 18 września sprowadzono na Halę Gąsienicową czterech taterników, którzy wybrali się na wspinaczkę granią Kościelców. O zmroku znaleźli się na Przełęczy Kościelcowej, skąd bali się zejść na skutek braku światła i kompletnego przemoczenia (opad śniegu). Dwójka z nich - Krystyna i Piotr M. z Warszawy - była na wspinaczce po raz pierwszy.

We wrześniu 1972 r. kierownictwo Grupy Tatrzańskiej GOPR podjęło decyzję o zaprzestaniu dalszych poszukiwań 47-letniej Marii Kużel z Warszawy, zaginionej w Tatrach 5 września 1971 r. Turystka nie podała kierunku zamierzonej trasy. Długotrwałe poszukiwania prowadzone w jesieni, a następnie wznowione od wiosny br., nie przyniosły rezultatów. Los samotnej turystki pozostał nie znany.

Krystyna Sałyga

Data utworzenia: 27/10/2008 : 17:01
Ostatnie zmiany: 27/10/2008 : 17:14
Kategoria : Kroniki TOPR
Strona czytana 402 razy


podglšd wydruku podglšd wydruku     Wersja do druku Wersja do druku

Komentarze


Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!


Turystyka Taternictwo

Zamknij Historia Taternictwa

Ratownictwo historia

Zamknij Kroniki TOPR

Galerie
^ Góra ^