Kroniki TOPR - Kroniki 1972-1973
Z i m a 1972/1973.

Zima w Tatrach zaczęła się bardzo wcześnie, gdyż już we wrześniu spadł obfity śnieg. Nie było charakterystycznej dla Tatr "złotej jesieni", a nieliczne słoneczne dni października nie zdołały stopić pokrywy śnieżnej, która w wyższych partiach gór utrzymała się już do właściwej zimy. Wrześniowe załamanie pogody zaskoczyło turystów, którzy niepomni kaprysów tatrzańskiej aury wyruszyli na wycieczki w wyższe partie Tatr. W tym okresie notuje się wiele akcji poszukiwawczych.
Właściwy ruch narciarski zaczął się dopiero w lutym, a najwyższe nasilenie przypadło na marzec i kwiecień. W tych też miesiącach zanotowano rekordowe ilości wypadków narciarskich.
Statystyki Grupy Tatrzańskiej GOPR za okres od grudnia 1972 do 15 maja 1973 zanotowały:

drobniejszych interwencji 852
wieloosobowych wypraw ratunkowych i poszukiwawczych 33
zwózek narciarskich 364
wypraw po zabitych i zmarłych 3

24 września poszukiwano w rejonie Zawratu i Zmarzłego Stawu 22-letniego Andrzeja J, z Warszawy, który - pomimo zawieruchy śnieżnej i dużego zagrożenia lawinowego - wybrał się przez Zawrat do Pięciu Stawów. Jak okazało się nazajutrz, turysta zrezygnował z wycieczki i powrócił do Warszawy, nie powiadamiając o tym towarzyszy, oczekujących w "Murowańcu".

27 września poszukiwano w rejonie Chochołowskiej dwóch turystów z Warszawy, 22-letniego Wiesława S. i 21-letnie-go Antoniego J., którzy nie powrócili do schroniska z wycieczki. Sytuacja wyjaśniła się w godzinach popołudniowych. Turyści zbłądzili we mgle i zeszli na stronę słowacką do Podbańskiej.

5 października 30-letni Bogdan M., Warszawy odłączył się od grupy wycieczkowej przy Zmarzłym Stawie, z zamiarem przejścia przez Zawrat do Pięciu Stawów. Wieczorem jego towarzysze z domu wczasowego wszczęli alarm. Ze względu na fatalne warunki pogodowe zarządzono poszukiwania. Około godziny 20 Bogdan M. dotarł od Zmarzłego Stawu do Pięciu Stawów, straszliwie wyczerpany, po 8 godzinach (!).

19 października na Hali Gąsienicowej napotkano dwóch chłopców, 13-letniego Romana G. i 14-letniego Józefa S. z Zakopanego, którzy zamierzali uciec do krewnych w Czechosłowacji ze względu na... dwójki w szkole, Niefortunnych uciekinierów przewieziono do domów.

5 listopada transportowano do szpitala w stanie bardzo ciężkim 49-letniego Ludwika M z Bielska-Białej, z podejrzeniem zawału serca. Transport odbywał się na wózku górskim, niesionym do Psiej Trawki rękach przez ratowników. Zdaniem lekarzy transport samochodem po fatalnej drodze mógłby okazać się dla chorego zabójczy.

12 listopada, ok. godziny 17., trzej taternicy grotołazi, schodząc z Kobylarza na Przysłop Miętusi napotkali młodą dziewczynę w stanie skrajnego wyczerpania. Podczas sprowadzania jej w dół udało się uzyskać informację, że od dnia wczorajszego błądzi wraz z koleżanką w lesie, rejonie Wantuli. Pozostawiła osłabioną towarzyszkę, niezdolną do poruszania się, a sama wyruszyła po pomoc. Dwóch grotołazów wyruszyło natychmiast na poszukiwanie zaginionej, a jeden sprowadził wyczerpaną turystkę do leśniczówki w Kirach. Idąc za widniejącymi na śniegu śladami szybko odnaleziono sztywne ciało 25-leniej Teresy Kraszewskiej z Tczewa. Prawdopodobnie turystka zmarła z zimna wyczerpania już przed wieloma godzinami.
Jak się okazało, 21-letnia Jadwiga Chyt i 25-letnia Teresa Kraszewska, studentki WSR z Krakowa, przybyły dnia poprzedniego wraz z grupą uczestników akademickiego kursu przewodników tatrzańskich i wraz z nimi wyruszyły na wycieczkę. Trasa prowadziła z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, Kopę Kondracką, Kasprowy Wierch i Halę Gąsienicową. Dziewczęta zagubiły się we mgle prawdopodobnie na Kopie Kondrackiej i zaczęły iść kierunku przeciwnym do zamierzonego, w stronę Czerwonych Wierchów. Z Małołączniaka schodziły niebiesko znakowanym szlakiem w kierunku Przysłopu Miętusiego. Do powalonego wiatrem lasu stokach Kobylarza dotarły już w ciemnościach. Nie znany jest dokładny przebieg tragedii, jaka rozegrała się listopadowej nocy, w terenie zupełnie łatwym, ok. 100 metrów od drogi jezdnej. Zmęczenie, zimno nieznajomość terenu były powodem, że turystki błądziły w lesie nad Wantulami całą noc, prawdopodobnie chwilami usypiając. Nad ranem Kraszewska nie była stanie iść dalej. Chyt zostawiła ją w zacisznym miejscu, za skałą a sama usiłowała dotrzeć do miejsca, skąd widziała schronisko na Przysłopie, by sprowadzić pomoc . W tym celu wracała do góry, gdzie napotkali ją przypadkowo grotołazi. Niepojęty wydaje się fakt, że dziewczęta odłączyły się nie zauważone od grupy, z którą szły przecież od Kuźnic, że nikt z kolegów studentów nie zainteresował się ich nieobecnością na Hali Gąsienicowej i nie powiadomił o tym GOPR. Tym bardziej, że uczestnikami wycieczki byli przyszli przewodnicy tatrzańscy.

7 grudnia trwały szeroko zakrojone poszukiwania dwójki taterników z Krakowa, 23-letniego Zbigniewa Z. i 22-letniego Andrzeja S., którzy 3 grudnia wyszli ze schroniska przy Morskim Oku w kierunku ścieżki na Rysy. Zaniepokojeni długą nieobecnością koledzy powiadomili GOPR. Do akcji poszukiwawczej zawezwano śmigłowiec z Krakowa oraz ratowników słowackiej Górskiej Służby. Poszukiwania objęły rejon Żabiego Szczytu Wyżniego, dokąd biegły ślady zaginionych, Doliny Spadowej, Czeskiej oraz masywu Rysów. 7 grudnia ratownicy HS odnaleźli zaginionych taterników, biwakujących w kolebie w Dol. Kaczej, całych i zdrowych. Beztroskich trampów przejęły władze WOP.

15 grudnia transportowano z Hali Gąsienicowej do szpitala 9-letniego Tomka H. z Gdyni, który spadł po oblodzonym stoku spod przełęczy Liliowe, doznając licznych obrażeń.

22 grudnia, podczas schodzenia żlebem Mnichowym, potknęła się i spadła ok. 300 metrów taterniczka ze Szczecina, 22-letnia Elżbieta K. Niewątpliwie uratował ją kask na głowie, doszczętnie zresztą rozbity. Potłuczoną i zszokowaną taterniczkę przetransportowano do szpitala.

23 grudnia nad Siklawą Pięciostawiańską utknęli czterej turyści: Zofia i Bolesław U. z Łodzi, Małgorzata B. i Marian G. z Warszawy, którzy usiłowali wyjść do Pięciu Stawów zielono znakowanym szlakiem. Bojąc się poruszyć na oblodzonych płytach zawezwali GOPR, które asekurowanych liną wyciągnęło do góry.

24 grudnia w identycznej sytuacji znaleźli się Magdalena P., Małgorzata B. i Leszek W. z Warszawy, którzy znad Siklawy wzywali pomocy. Incydent zlikwidowany został o północy.

25 grudnia, podczas spaceru z Kasprowego w kierunku Beskidu, pośliznęli się na lodzie 18-letni Krzysztof K. z Krakowa i jego matka, 38-letnia Elżbieta. Spadli oni na stronę Zielonego Stawu ponad 250 m. Oboje doznali licznych obrażeń. Przetransportowani zostali do szpitala, przy czym stan chłopca był ciężki.
25 grudnia spod Chudej Turni sprowadzono dwoje turystów z Wrocławia, którzy utknęli na oblodzonym stoku nad zerwą Małej Świstówki. Pośliźnięcie w tym miejscu mogłoby zakończyć się tragicznie.

W nocy z 26/27 grudnia przeprowadzono trudną akcję ratunkową na północnej ścianie I Tomkowej Igły, gdzie na skutek trudności i nieodpowiedniego przygotowania - utknęli dwaj taternicy z Warszawy, 23-letni Bolesław W. i 20-letni Bronisław Z. Za pomocą szelek Grammingera i windy niefortunnych taterników wyciągnięto na przełączkę i sprowadzono do schroniska. Akcją ratunkową kierował J6-zef Uznański, a niełatwego zjazdu, ponad 180-metrowego, a następnie transportu do góry dokonał młody ratownik Maciej Gąsienica.

28 grudnia, podczas przechodzenia oblodzonego żlebu południowej ściany Świnicy, pośliznęła się i spadła na dno Doliny Walentkowej 34-letnia Janina D. z Warszawy. Wyjątkowym zbiegiem okoliczności 400-metrowy spadek przez liczne progi skalne zakończył się tylko licznymi potłuczeniami i skaleczeniami.

29 grudnia nie powrócili na noc ze wspinaczki Kominem Pokutników (żleb wiodący z Dolinki Buczynowej na przełączkę nad Dolinką) dwaj taternicy z Warszawy - Maciej P, i Andrzej S. Po nawiązaniu kontaktu głosowego okazało się, że taternicy muszą biwakować, niemniej nie zagraża im żadne niebezpieczeństwo.

31 grudnia - 4 stycznia. Przez pięć dni poszukiwano w Tatrach 42-letniego Mirosława Młodzkiego z Warszawy, który 31 grudnia nie powrócił z wycieczki w góry do Domu Wczasowego "Hyrny". Zaginiony nie podał kierunku zamierzonej trasy, tak więc poszukiwania objęły całe Tatry Polskie i część słowackich.
Dopiero 3tycznia do Centrali GOPR nadeszła pierwsza konkretna wiadomość: do rodziny Młodzkiego w Warszawie nadeszła kartka wysłana przez zaginionego z Kasprowego Wierchu w dniu 31 grudnia. Poszukiwania skoncentrowano w tamtym rejonie i już 4 stycznia grupa ratowników odnalazła zwłoki turysty w Dol. Cichej, poniżej Suchych Kondrackich Czub. Turysta wybrał się z Kasprowego w kierunku Czerwonych Wierchów. Nieodpowiednie obuwie było niewątpliwie przyczyną pośliźnięcia na oblodzonym stoku. Spadł ok. 200 metrów, ponosząc śmierć na miejscu.
Poszukiwania umożliwiła dobra pogoda, panująca niemal do ostatniego dnia akcji. W dniu odnalezienia zwłok zaczął padać śnieg. W akcji wzięło udział 87 ratowników.

31 stycznia o godz. 13,40 z Pośredniego Goryczkowego Wierchu na trasę zjazdową z Kasprowego Wierchu zeszła duża lawina śnieżna, przysypując narciarza - 21-letniego Andrzeja P. z Ursusa. Natychmiastowa akcja ratunkowa zakończyła się sukcesem. Już w 45 minut po wypadku ratownik Bronisław Styrczula natrafił sondą na przysypanego. Po odkopaniu go ze zwałów śniegu okazało się, że narciarz jest cały i przytomny, tylko silnie zszokowany i przemarznięty. Andrzeja P. przetransportowano do szpitala, skąd - po przeprowadzeniu badań - wyszedł po kilku godzinach.
Ratownicy przesondowali i przepatrzyli całe lawinisko, dla pewności, że nikt więcej nie znalazł się pod zwałami śniegu.


13 lutego, podczas schodzenia z Błyszcza na Pyszną Przełęcz, pośliznęli się na lodzie i spadli kilkadziesiąt metrów turyści: 21-letnia Wanda J. i 21-letni Adam P. z Chorzowa. Pokaleczeni i przemarznięci dotarli nad ranem do schroniska na Ornaku. Wezwani ratownicy GOPR przewieźli rannych samochodem do zakopiańskiego szpitala.

20 lutego, nad ranem, do schroniska w Roztoce dotarła grupa Niemców, którzy poprzedniego dnia wybrali się z Morskiego Oka do Pięciu Stawów przez Szpiglasową Przełęcz. Turyści błądzili we mgle przez całą noc i - omijając nie zauważone schronisko w Pięciu Stawach - dotarli do Roztoki. 23-letni Roland B. z NRD z silnie odmrożonymi palcami u nóg przetransportowany został do szpitala.

26 lutego do schroniska przy Morskim Oku nie powrócili ze wspinaczki na grań Miedzianego i Opalonego bracia - 28-letni Andrzej i 23-letni Jan Mulawa z Warszawy. Ze względu na zawieruchę śnieżną i duże zagrożenie lawinowe w godzinach wieczornych zarządzono poszukiwania. Nawoływania w Dol. za Mnichem nie przyniosły rezultatu. Nazajutrz dwie grupy ratowników spenetrowały grań Miedzianego i Opalonego oraz żleby Żandarmerii i spod Marchwicznego. Poszukiwania odbywały się w wichurze, 17° mrozie i ciągłym zagrożeniu lawinowym. Wielu ratowników poważnie odmroziło twarze i ręce. Nie natrafiono na żaden konkretny ślad, poza miejscem biwaku zaginionych w grani Miedzianego, nieco powyżej przełęczy Marchwiczne. Wszystko wskazywało, że taternicy ponieśli śmierć w lawinach śnieżnych, których wiele spadło żlebem spod przełęczy Marchwiczne.
Także 28 lutego kontynuowano penetrację żlebów, mogących stanowić drogę powrotu zaginionych. Niestety bezskutecznie. W tym dniu o godz. 15,30 nadeszła niewiarygodna wiadomość od dróżnika przy Wodogrzmotach Mickiewicza, że jeden z poszukiwanych dotarł do Wodogrzmotów. Natychmiast wysłaną karetką Pogotowia Miejskiego przetransportowano do szpitala Jana Mulawę, z silnymi odmrożeniami kończyn i twarzy. Uzyskano też od niego skąpą informację, że jego brat pozostał nad potokiem w Dol. Roztoki, o godz. 22 poprzedniego dnia, nie mając sił iść dalej.
Posuwając się śladami Jana Mulawy, widniejącymi w głębokim śniegu, ratownicy stwierdzili, że nieszczęsny taternik usiłując sprowadzić pomoc dla brata, kluczył wśród wiatrołomów Roztockiej Czuby, prawdopodobnie chwilami tracąc przytomność i usypiając. O 18,30 odnaleziono ciało Andrzeja Mulawy, leżące w Potoku Roztockim, 50 metrów od drogi. Gruba warstwa śniegu na zwłokach wskazywała, zgon nastąpił dawno. Potwierdził to zresztą przybyły z wyprawą lekarz.
Według niezmiernie skąpych informacji, uzyskanych od ocalonego taternika, bracia po biwaku (w miejscu odnalezionym przez GOPR) poszli dalej granią w kierunku Roztockiej Czuby i stamtąd usiłowali schodzić, mniemając, iż znajdują się nad Włosienicą. Ich ślady widoczne były tylko w lesie, na otwartych przestrzeniach momentalnie zawiewał je wiatr.

7 marca, ze stoków Kopieńca w Dol. Olczyskiej, przewieziono do szpitala nieprzytomną 65-letnią Helenę K, z Krakowa. Znaleziony przy niej list wskazywał, iż była to próba samobójstwa, Kobietę odratowano.

18 marca w Dol. Pięciu Stawów 20-letni Paweł C. z Krakowa upadając na nartach doznał zwichnięcia stawu łokciowego lewej ręki. Ze względu na silny ból i perspektywę długiego transportu toboganem wezwano śmigłowiec z Krakowa. Wypadek nastąpił o godz. 13, a już o 15,05 kontuzjowany znajdował się w szpitalu. Akcja prowadzona systemem normalnym (dojazd samochodem do Wodogrzmotów, podejście do Pięciu Stawów i transport do samochodu) trwałaby ok. siedmiu godzin. Śmigłowiec pilotował Tadeusz Augustyniak.

12 i 13 kwietnia poszukiwano turystki z DW "Hel" w Zakopanem, która nie powróciła na noc do domu wczasowego. Alarm okazał się zbędny. 49-letnia Hanna D. z Warszawy powróciła do stolicy, nie powiadamiając o tym kierownictwa Domu.

14 kwietnia nie powrócili do schroniska przy Morskim Oku taternicy z Gdańska Henryk Z. i Hieronim D., którzy w "Książce wyjść" wpisali Cubrynę jako planowany rejon wspinaczki. Ze względu na fatalną pogodę i ogromny opad mokrego śniegu, a w związku z tym wyjątkowe zagrożenie lawinowe, zdecydowano wyruszyć na poszukiwania. Akcja została odwołana z drogi do Morskiego Oka. Jak się okazało, taternicy wracając przez Wrota Chałubińskiego zniesieni zostali do Ciemnych smreczyn przez niewielką lawinę. Obawiając się ponownych lawin taternicy zeszli do Podbańskiej, o czym powiadomiła GOPR słowacka Górska Służba.

25 kwietnia, podczas wspinaczki skrajnie trudną drogą na wschodniej ścianie Mnicha, podczas pokonywania ostatnich trudności, odpadł na trawersie 22-letni Edward Tarasiewicz z Nowego Targu. Zaklinowana lina utrudniała jego towarzyszowi manipulacje, a wołanie o pomoc nie było słyszane w schronisku ze względu na mgłę i silny wiatr.
Wypadek wydarzył się ok. 19,40 koledzy w schronisku, przekonani, że taternicy biwakują, dopiero nazajutrz rano wysłali patrole, by ew. dopomóc zmęczonym taternikom w wyjściu na grań i zejściu do schroniska.
Niestety udało się uratować tylko 20-letniego Wojciecha M. z Krakowa. Tarasiewicz zmarł w nocy z zimna i wyczerpania.
Wojciecha M. wyciągnięto na przełączkę między wierzchołkami. Zwłoki Tarasiewicza zostały zwiezione pod ścianę w szelkach Grammingera. Zjazd wyniósł 200 metrów, a dokonał go młody ratownik Wojciech Gąsienica Roj.

27 kwietnia transportowano śmigłowcem do zakopiańskiego szpitala 21-letniego Józefa H. z Bukowiny Tatrzańskiej, który zwichnął bark podczas upadku na nartach.


L a t o 1973.
Deszczowy lipiec, pogodny sierpień i piękny, słoneczny wrzesień -tak określić można sezon letni 1973 w Tatrach. Ruch turystyczny i taternicki ogromny, zwłaszcza w sierpniu. W tym też miesiącu notuje się wyjątkowe wzmożenie działalności ratowniczej i - niestety -rekordową liczbę (8) wypadków śmiertelnych. Zwraca uwagę także duża ilość interwencji wywołanych zasłabnięciem z powodu chorób serca.

Łącznie w okresie VI-IX 1973 kroniki Grupy Tatrzańskiej GOPR zanotowały:

drobnych pomocy 677
wypraw ratunkowych 40
wypraw poszukiwawczych 28
transportów ze schronisk 49
wypraw po zabitych i zmarłych 10

14 i 15 czerwca trwały poszukiwania 26-letniego Zbigniewa S. ze Świdnicy, który odłączył się od wycieczki na Długim Upłazie. Turystę odnaleziono nad ranem, błądzącego w rejonie Siwej Polany.

18-21 czerwca poszukiwano w Tatrach Zachodnich - 59-letniego Mariana S. z Wrocławia, który nie powrócił z samotnej wycieczki - prawdopodobnie - na Błyszcz. Ze względu na fatalne warunki pogodowe możliwość wypadku była duża. Jak się okazało, 21 czerwca poszukiwany turysta, błądząc, dotarł do schroniska na Zwierówce. W poszukiwaniach wzięło udział 45 ratowników.

19-22 czerwca, równolegle do powyższej akcji, poszukiwano w rejonie Hali Gąsienicowej 68-letniego Jana Pląskowskiego z Warszawy, który samotnie wybrał się w góry, nie podając kierunku zamierzonej trasy. 22 czerwca podjęto decyzję o zaprzestaniu regularnych poszukiwań. Zwłoki Jana Pląskowskiego odnaleziono dopiero 26 czerwca w Żlebie Pod Palcem.

21 czerwca, podczas wspinaczki filarem Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego, spadł i doznał kontuzji nogi 21-letni taternik, Tomasz O. z Warszawy.

23 czerwca podczas schodzenia z Zawratu na pn. stronę, obsunęły się po śniegu dwie turystki, Władysława K. z Wieliczki i Barbara G. z Bydgoszczy, doznając licznych okaleczeń. Po zaopatrzeniu zostały sprowadzone do schroniska.

26 czerwca w kotle pod Świnicą złamała nogę zawodniczka narciarska, 12-letnia Marzena G. z Zakopanego. Wypadek narciarski o tej porze roku był swoistym ewenementem.

30 czerwca na Hali Gąsienicowej złamał nogę taternik, Edward C. z Gdańska, wspinając się po... ścianie Murowańca. Ze względu na uszkodzone przez powódź mosty w dolinie Suchej Wody, niefortunnego taternika zniesiono na bambusie do Kuźnic. Kontuzja okazała się bardzo poważna.

9 lipca, wspinając się na filarze Mięguszowieckiego Szczytu odpadł z blokiem skalnym 22-letni Karol G. z Zakopanego. Taternik doznał poważnej kontuzji głowy. Rannego zwieziono w szelkach Grammingera 280 m. Akcja należała do trudnych, ze względu na stan rannego oraz wyjątkową kruchość terenu. Uczestniczyło w niej 32 ratowników i taterników.

12 lipca, pod wierzchołkiem Giewontu utknął 38-letni Stanisław Z. z Warszawy, cierpiący na tzw. chorobę przestrzenną. Zszokowanego turystę sprowadzono na Halę Kondratową.
12/13 lipca poszukiwano w rejonie Wołowego Grzbietu dwójki taterników, Dobrosławy M. z Krakowa i Marka G. z Rudy Śląskiej, którzy nie powrócili ze wspinaczki na filar Żabiej Turni. Alarm okazał się zbędny. Taternicy biwakowali po południowej stronie grani i nie słyszeli nawoływań ratowników.

13 lipca na Żabim Mnichu obsunęła się podczas wspinaczki Alina D. z Konstancina. Doznała ona licznych obrażeń i skaleczeń, które nie okazały się groźne.

16 lipca w dolnej partii filara Mięguszowieckiego Szczytu uderzony został kamieniem Włodzimierz W. z Warszawy. Akcja GOPR ograniczyła się do transportu potłuczonego taternika spod ściany, gdyż-z pomocą współtowarzyszy - zdołał wycofać się sam zjazdami na piargi.

19/20 lipca z zachodniej ściany Kościelca zwieziono w szelkach Grammingera Krzysztofa K. z Warszawy, który odpadł, wspinając się drogą Dziędzielewicza i -choć nie odniósł żadnych obrażeń - nie był w stanie wycofać się na łatwiejszy teren. Jego partnera Andrzeja M. z Bydgoszczy wydobyto do góry.

20 lipca, na pn. filarze Koziego Wierchu (droga Leporowskiego) odpadł taternik Jerzy K. z Ostródy. Z podejrzeniem wstrząsu mózgu przetransportowany został do szpitala.

26 lipca, próbując wspinaczki w Białym Żlebie na stokach Opalonego Wierchu, spadł turysta, 18-letni Michał G. z Zabrza, doznając zwichnięcia stawu barkowego.

31/1 sierpnia na Czerwonych Wierchach poszukiwano ojca z synem, Janusza i Krzysztofa P., którzy nie powrócili na noc do schroniska na Ornaku. Jak się okazało, turyści zmienili plan i byli na Starobociańskim, gdzie biwakowali na skutek burzy.

4 sierpnia, schodząc z Zawratu na stronę Zmarzłego Stawu, poniżej dolnych klamer, spadł turysta, Tadeusz M. z Gdańska. Doznał on poważnych kontuzji głowy.
4 sierpnia, schodząc z Kominiarskiego Wierchu na Halę Stoły, upadła i doznała kontuzji kości miednicy 44-letnia Maria z Warszawy. Transport obolałej turystki był niezmiernie trudny.
4 sierpnia 18-letni Wojciech S. pobłądził w rejonie Mięguszowieckiego Szczytu (ścieżka po głazach). Nad ranem 5 sierpnia turystę odnaleziono opodal Wielkiego Stawu Hińczowego.

5 sierpnia na południowym filarze Koziego Wierchu odpadł Janusz F. z Warszawy, zawisając na linie. Jego partner był w stanie udzielić mu pomocy, ani opuścić go niżej. Szczęśliwym zbiegi okoliczności wspinający się opodal taternicy pospieszyli z pomocą i opuścili Janusza F. na wygodne miejsce. Akcja GOPR ograniczyła się do transportu lekko rannego spod ściany do Wodogrzmotów i szpitala.
5 sierpnia, późnym wieczorem, sprowadzono spod Żółtej Turni dwoje turystów, 42-letnią Teresę S. z Warszawy oraz jej syna, którzy zabłądzili podczas zejścia z dol. Pańszczycy. Była to piąta akcja GOPR w tym dniu.

9 sierpnia, ratownik Roman Dąbkowski, podczas samotnej wspinaczki żleb do Szczerby na pn. ścianie Giewontu, trafił na zwłoki mężczyzny. Było to ciało 20-letniego Leszka Krzywdy z Krakowa, który zaginął w październiku ub. roku. Nikt o podobnym nazwisku nie był poszukiwany przez GOPR.

12 sierpnia, podczas wspinaczki drogą Żuławskich na zachodniej ścianie Żabiego Mnicha, już po przebyciu głównych trudności drogi, odpadł taternik Tadeusz Gibiński z Katowic, porywając podczas spadania następnych taterników, z którymi był związany: Jadwigę Mróz i Andrzeja Pikulskiego z Wrocławia. Wszyscy troje spadli do podnóża ściany, ponosząc śmierć. Tylko przypadek sprawił (zaklinowanie w kominie ciała Jadwigi Mróz i odcięcie przez kamienie liny Tadeusza Gibińskiego), że nie zginęli następni trzej taternicy, którzy szli na tej samej linie.
Jest to jedna z największych tragedii taternickich, jakie notują kroniki GOPR na terenie polskich Tatr. Przyczyny wypadku bada komisja powołana przez Zarząd Główny Klubu Wysokogórskiego.

12 sierpnia na wschodniej ścianie Świnicy dotkliwie potłukł się taternik Roman S. ze Stargardu Szczecińskiego. wypadek nastąpił podczas obsunięcia się ruchomego głazu.
Transport ciężko rannego turysty był niezwykle trudny. Rannego opuszczono na piarg za pomocą improwizowanej kolejki.

13 sierpnia, na Polanie pod Wołoszynem, przypadkowy turysta natrafił na zwłoki starszego mężczyzny. Było to ciało letniego Zbigniewa Rzepeckiego z Krakowa, który zaginął we wrześniu ub roku. Szczegóły śmierci nie są znane.
13 sierpnia, niemal na szczycie Kominiarskiego Wierchu zasłabł turysta, 60-letni Alojzy Kurzyca z Tych. Pomimo szybko tempa akcji ratunkowej turysta zmarł po dojściu ratowników na miejsce wypadku. Przyczyną zgonu - jak stwierdził lekarz znajdujący się przy wypadku był zawał mięśnia sercowego.
13 sierpnia - również z objawami zawału - zwieziono ze Skupniowego Upłazu nieprzytomnego turystę, którego przekazano lekarzowi Pogotowia Miejskiego w Kuźnicach.

16-19 sierpnia trwały intensywne poszukiwania w rejonie Orlej Perci turysty niemieckiego, 42-letniego Manfreda Woywodta z Magdeburga, który 15 sierpnia rano wyruszył z Kuźnic na Krzyżne, planując marsz do Kasprowego. Pomimo dokładnych i żmudnych poszukiwań nie natrafiono na żaden ślad zaginionego. 19 podjęto decyzję o zaprzestaniu dalszych regularnych poszukiwań, ze względu na brak szans, że poszukiwany żyje. W poszukiwaniach uczestniczyło 55 ratowników z taternicy ze Szkoły Taternictwa KW. 20 sierpnia na drodze Korosadowicza Kazalnicy, na drugim wyciągu liny, spadł idący jako pierwszy 26-letni taternik, Ryszard Rudziński z Sopotu. Taternik dł ok. 60 m, doznając śmiertelnych urazów głowy. Mimo bardzo szybkiej interwencji GOPR taternik zmarł. Jego towarzysz, Ryszard D. z Pruszcza Gdańskiego, asekurując Rudzińskiego, uderzył głową przeciwległą ścianę żlebu, doznając wstrząsu mózgu. Trzecia w zespole, Maria K. z Gdańska, wyszła z opresji cało.

22 sierpnia poszukiwano w rejonie Giewontu i Czerwonych Wierchów 19-letniego Hansa W. z NRD, który odłączył się rodziców i poszedł w kierunku Kopy Kondrackiej. Gdy nie powrócił na noc, rodzice wszczęli alarm. Jak się okazało nazajutrz, turysta zabłądził i zeszedł do Podbańskiej, o czym powiadomiła GOPR Horska Służba.

26 sierpnia, na Kozich Czubach uległ wypadkowi 19-letni taternik Paweł S. Łodzi. Doznał on lekkich kontuzji oraz urazu głowy. Do schroniska dotarł sam, jednakże w nocy poczuł się źle. Z podejrzeniami wstrząsu mózgu przetransportowany został do szpitala.

12 września, podczas samotnej wspinaczki żlebem Kirkora, odpadł poniżej 3 ego progu 24-letni Jacek K. z Warszawy. Cudem niemal zatrzymał się na niewielkiej półce, doznał jednak licznych obrażeń, m. in. złamania kości udowej Transport ciężko rannego turysty był niezwykle trudny. Rannego opuszczono na piarg za pomocą improwizowanej kolejki.

14 października ratownicy Grupy Tatrzańskiej GOPR wyratowali z opresji... psa, który utknął na skałach Kramnicy w przełomie Białki. 1-roczny seter irlandzki imieniem "Ami" czuje się dobrze, a podczas akcji transportu do góry w specjalnie skonstruowanych szelkach z liny wykazał wiele spokoju i opanowania.

Krystyna Sałyga

Data utworzenia: 27/10/2008 : 18:00
Ostatnie zmiany: 27/10/2008 : 18:03
Kategoria : Kroniki TOPR
Strona czytana 483 razy


podglšd wydruku podglšd wydruku     Wersja do druku Wersja do druku

Komentarze


Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!


Turystyka Taternictwo

Zamknij Historia Taternictwa

Ratownictwo historia

Zamknij Kroniki TOPR

Galerie
^ Góra ^