|
Kroniki TOPR - Kroniki 1973-1974
W zimie 1973/74 ratownicy Grupy Tatrzańskiej GOPR interweniowali łącznie w 859 wypadkach.
Zwieziono z gór 368 kontuzjowanych narciarzy i 37 chorych turystów, przeprowadzono 26 wieloosobowych wypraw ratunkowych i poszukiwawczych, zniesiono 4 zabitych i zmarłych. Z ratowniczego punktu widzenia nie był to sezon ciężki. Nie zanotowano żadnego poważniejszego wypadku taternickiego, wymagającego skomplikowanych poczynań ratowniczych. Z powodu wyjątkowo małej ilości śniegu, a co za tym idzie - niewielkiego ruchu narciarskiego, mniej niż w ubiegłych latach było wypadków narciarskich. Spośród czterech wypadków śmiertelnych, jeden to typowy wypadek turystyczny (Świnica, 13 II), pozostałe to śmierć 2 grotołazów z wyczerpania (Kominiarski Wierch, 7 XII) i zawał mięśnia sercowego (ścieżka nad reglami, 15 II). Małe ilości śniegu, a w marcu i kwietniu zupełny jego brak w dolnych partiach śniegu, komplikowały transport kontuzjowanych narciarzy, zwłaszcza w regonie Kasprowego Wierchu. Każda zwózka wymagała udziału co najmniej trzech ratowników, była mozolna i wyczerpująca. Trzeba też podkreślić, że niektóre kontuzje, od-niesione podczas jazdy na nartach, były bardzo poważne (otwarte złamania, urazy i kręgosłupa itp.) W następujących okolicach zanotowano wypadki narciarskie: Goryczkowa do wyciągu 98 Kocioł Gąsienicowy 53 Gubałówka 43 Kalatówki 40 Chochołowska 23 Hala Gąsienicowa 14 Goryczkowa, poniżej wyciągu 11 Dol. Pięciu Stawów 11 Ornak i okolice 10 Kondratowa 4 Pozostałe wypadki miały miejsce w różnych rejonach Tatr i Podtatrza. Nie uchwycona dokładnie jest liczba wypadków narciarskich na Bukowinie Tatrzańskiej, która zresztą stanowi problem, wymagający szybkiego rozwiązania. Nie wszystkie bowiem wyciągi narciarskie (a jest ich wiele) posiadają obsadę ratowniczą. Wiadomo też, że transport kontuzjowanych narciarzy odbywał się nierzadko metodą zupełnie prymitywną, niedopuszczalną z punktu widzenia ratowniczego. Ze względu na dobre warunki śniegowe, panujące na Bukowinie przez całą zimę, ruch narciarski wzrasta tam z każdym o rokiem. Dwukrotnie w akcjach ratunkowych użyty był śmigłowiec, raz też wzywany był do Pięciu Stawów do wypadku, który okazał się śmiertelnym. W obu wypadkach jego pomoc była nadzwyczaj cenna, ze względu na wielokrotne skrócenie czasu trwania akcji, a także znaczne oszczędzenie bólu kontuzjowanemu. Wspomnieć należy, że w okresie wzmożonego ruchu turystycznego (święta) ratownicy wielokrotnie interweniowali w wypadkach zachorowań małych dzieci (3, 4, 5 lat), przebywających w schroniskach. Akcje te z reguły wymagające pośpiechu - trudno zaliczyć do akcji górskich. Jeszcze raz podkreśla się, że dzieci w tym wieku nie powinny być przyjmowane do schronisk wysokogórskich. Trzeba wreszcie wspomnieć, że w lutym 1974 - G.T.GOPR otrzymała spory przydział importowanego sprzętu ratowniczego i taternickiego. Jest to sprzęt pierwszorzędnej jakości, ułatwiający prowadzenie akcji w każdych warunkach górskich. Wśród sprzętu transportowego znajdują się również skutery śnieżne, produkcji austriackiej, które wydatnie przyspieszają zimowy transport. A oto ważniejsze interwencje Grupy Tatrzańskiej GOPR, z pominięciem wypadków o charakterze nietypowym. 28/29 września w rejonie Miedzianego poszukiwano 26-letniego Grzegorza B. z Elbląga, który przetrwał noc w pod-szczytowej partii, obawiając się schodzić oblodzona granią. 7 grudnia, podczas podejścia do otworu Jaskini Bańdzioch w masywie Kominiarskiego Wierchu, prawdopodobnie na skutek wyczerpania długim i męczącym marszem, zmarli dwaj grotołazi - 21-letni Andrzej Nosala z Zabrza i 21-letni Mieczysław Wolny z Gliwic. Zmarli byli uczestnikami wyprawy Akademickiego Klubu Grotołazów z Gliwic. 25 grudnia, podczas wspinaczki północnym żlebem na Szczerbę, utknęło ok. 10& metrów pod przełęczą troje taterników: 23-letnia Joanna M. z Krakowa, 22-letni Wojciech S. z Zakopanego oraz 23-letni Włodzimierz S. z Zakopanego. Taternicy nie posiadali odpowiedniego ekwipunku, a także nie znali dokładnie drogi. Ratownicy wydobyli utkniętych na przełęcz, całych i zdrowych. Całonocne poczynania utrudniała wichura. 27 grudnia, na Wyżniej Tomanowej Polanie, 41-letni Zbigniew G. z Warszawy doznał kontuzji stawu skokowego. 27 grudnia grupa wycieczkowiczów wybrała się na Halę pod Mnichem oblodzonym żlebem wprost z Morskiego Oka. Dwie turystki spadły ok. 200 metrów, aż na zamarzniętą taflę jeziora. 15-letnia Marzena K. z Piaseczna doznała licznych skaleczeń oraz zwichnięcia stawu barkowego. Jej koleżanka wyszła z opresji cało. Pozostałych wycieczkowiczów, którzy widząc wypadek, bali się ruszyć z miejsca, sprowadzili w bezpieczne miejsce ratownicy. 28 grudnia, podczas schodzenia z Iwaniackiej Przełęczy na Halę Ornak, upadł na oblodzonej ścieżce turysta francuski Jean Ciaude N., doznając urazu kręgosłupa. Ze względu na wyjątkowe oblodzenie transport ciężko rannego turysty był trudny. 28 grudnia, schodząc z Zadniego Granatu do Dolinki Koziej, utknęło w trudnym terenie troje turystów: 19-letnia Teresa K. i 19-letnia Aleksandra K., obie z Wrocławia oraz 20-letni Bogumił Ż. z Warszawy. Przyczyną była nieznajomość trasy oraz niedostateczne wyekwipowanie w sprzęt taternicki. Bogumił Ż. jest członkiem uczestnikiem KW, jego towarzyszki były w Tatrach po raz pierwszy. 13 stycznia ze schroniska w Pięciu Stawach transportowano do szpitala ciężko chorego Daniela U. z Wrocławia. Ze względu na stan chorego (wymioty krwią, utrata przytomności) wyprawa wymagała ogromnego pośpiechu i wysiłku. Jak się okazało, przyczyną choroby było pęknięcie wrzodu w żołądku i każda godzina zwłoki mogła mieć tragiczne skutki. 14 stycznia, późnym wieczorem, wyruszyła wyprawa poszukiwawcza w rejon Doliny Miętusiej. 28-letni Marian M. z Elbląga nie powrócił z planowanej wycieczki narciarskiej. W schronisku na Przysłopie napotkano poszukiwanego w towarzystwie przygodnej znajomej. Wyprawę odwołano. 13 lutego ratownicy na Kasprowym Wierchu zostali powiadomieni, że podczas schodzenia ze Świnicy spadł na stronę Pięciu Stawów turysta i jego stan jest bardzo ciężki. Do rannego pospieszyli ratownicy z Pięciu Stawów, którzy w niespełna godzinę dotarli na miejsce wypadku. Niestety akcja GOPR ograniczyła się do transportu zwłok. Jak się okazało z relacji naocznych świadków, 23-letni Jędrzej Poszumski z Warszawy nie posłuchał rad ratowników, którzy odradzali mu w zimowych warunkach schodzenie eksponowaną percią ze Świnicy na Zawrat. Prawdopodobnie na skutek pośliźnięcia na oblodzonym stoku, spadł spod Gąsienicowej Przełęczy. Obrażenia, jakie odniósł w wyniku blisko 300-metrowego lotu, okazały się śmiertelne. 16 lutego, na ścieżce nad reglami, w okolicy Zameczków, zmarł nagle 66-letni Kazimierz Konopasek z Warszawy. Przyczyną zgonu był zawał mięśnia sercowego. 17 lutego w rejonie Kalatówek poszukiwano Andrzeja S. z Krakowa, który nie przybył na umówione spotkanie z żoną w schronisku. Poszukiwanego widziano wcześniej w Kuźnicach, wybierającego się na Kalatówki. Alarm okazał się zbędny. Podczas poszukiwań małżonek przebywał w innym pokoju hotelowym, nie podejrzewając, że żona wszczęła alarm. 17 lutego, w dolinie Starej Roboty, powyżej górnych szałasów złamał nogę 14-letni Jacek B. z Zakopanego, który wraz z kolegą zjeżdżał z Siwej Przełęczy. Godna uwagi jest postawa towarzysza kontuzjowanego - również 14-letniego chłopca, który przeniósł na plecach kolegę do szałasu, prowizorycznie zaopatrzył, wygodnie ułożył i przykrył ciepłymi kurtkami, a następnie pospieszył po pomoc do schroniska na Chochołowskiej. Wypadek zdarzył się o 14,20 a ratownicy dotarli około 20,00 do szałasu, gdzie Jacek B. spokojnie oczekiwał na pomoc. Chłopcy wykazali imponującą rozwagę i opanowanie w tej niełatwej sytuacji. 25 lutego z północnej ściany Gąsienicowej Turni przetransportowano do szpitala 45-letniego Manfreda D. z NRD, który - na skutek zbłądzenia - spędził noc w jamie śnieżnej. Jak się okazało, samotny turysta wyszedł poprzedniego dnia na wierzchołek Świnicy, a następnie zszedł na Gąsienicową Przełęcz, przekonany, iż znajduje się na Zawracie. Schodząc na północ, spadł kilkanaście metrów, szczęśliwie zatrzymując się na stromym polu śnieżnym, gdzie postanowił biwakować. Ta groźna przygoda zakończyła się tylko odmrożeniem stopy. 4 marca z Doliny Pięciu Stawów transportowano śmigłowcem 24-letniego Macieja L. z Warszawy, który odniósł poważną kontuzję (otwarte złamanie podudzia) w wyniku upadku na nartach. 13 marca, poniżej Kotła Gąsienicowego, doznał poważnej kontuzji barku narciarz, 50-letni Józef P. z Wrocławia. Rannego przetransportowano do szpitala śmigłowcem. Po raz pierwszy śmigłowiec lądował opodal wyciągu Gąsienicowego. 17 marca, na grani Ciemnosmreczyńskiej Turni spadł kilkanaście metrów taternik, 20-letni Adam K., doznając licznych obrażeń (złamanie nogi, żeber, skaleczenie głowy). Rannego przetransportowano do szpitala. 26 marca 73-letnia Gertruda P. z Drezna upadła podczas schodzenia z Jaskini Raptawickiej, doznając poważnego okaleczenia głowy. 26 marca, w Dolinie Roztoki i Pięciu Stawów poszukiwano 23-letniego Tadeusza W. z Warszawy, który nie powrócił na noc do pensjonatu z wycieczki planowanej w tamten rejon. Jak się okazało, Tadeusz W. zmienił plan i pojechał ze znajomymi na wycieczkę w Tatry Słowackie. Alarm okazał się zbędny. 31 marca pod Giewontem zasłabł 21-letni Aleksy P. z Kalwarii Zebrzydowskiej. Osłabionego turystę zwieziono akią na Kondratową, a następnie skuterem śnieżnym do samochodu. Po raz pierwszy w akcji ratunkowej skuter śnieżny użyty był do transportu rannego, przy czym - podkreślić należy - akcja przebiegła bardzo sprawnie. 4 kwietnia turyści na Hali Gąsienicowej usłyszeli wzywanie pomocy, dochodzące ze Świnicy. Jak się okazało, pomocy wzywali dwaj turyści, 33-letni Jan C. oraz 30-letni Janusz C. z Częstochowy, którzy bali się schodzić z wierzchołka Świnicy ze względu na wieczorne oblodzenie. 4 kwietnia, w rejonie Kominiarskiego Wierchu, poszukiwano samotnej turystki Julii K. z Warszawy, która nie powróciła na noc do schroniska na Polanie Chochołowskiej. Jak się okazało, turystka pobłądziła w rejonie Iwanówki - silnie zszokowana - postanowiła spędzić noc w szałasie. 8 kwietnia nie powrócili ze wspinaczki na Zmarzłych Czubach członkowie Klubu Wysokogórskiego - Maria B. i Andrzej S. O godzinie 22.00 wyruszyła akcja ratunkowa. Taterników napotkano przy Czarnym Stawie, powracających ze wspinaczki, całych i zdrowych. 24 kwietnia na Hali Gąsienicowej zaczęła rodzić 23-letnia Janina P. z Kasiny Wielkiej. Położnicę przetransportowano do szpitala z wielkim pośpiechem i ostrożnością. 25 i 26 kwietnia, w rejonie Zawratu i Koziej Przełęczy, poszukiwano samotnego turysty, 45-letniego Stanisława L. z Warszawy, który nie bacząc na fatalne warunki atmosferyczne i świeży opad śnieżny, wybrał się z Hali Gąsienicowej do Pięciu Stawów. Turystę odnaleziono pod Zmarzłą Przełęczą, gdzie tkwił pod skałą, zszokowany lawiną, która spadła tuż obok niego. Pierwszy okres lata w Tatrach charakteryzowały duże ilości śniegu w żlebach i kotłach, nienajlepsza pogoda, częste opady deszczu. W czerwcu i lipcu ruch turystyczny był niewielki. Pełnia sezonu przypadła dopiero na sierpień i wrzesień, toteż wzmogła się praca ratownicza. Wystarczy stwierdzić, że tylko w sierpniu zanotowano ponad 20 wypraw ratunkowych. Sezon letni ciągnął się wyjątkowo długo. Do ostatnich dni września szlaki tatrzańskie pełne były turystów, dopiero opad śniegu w pierwszych dniach października zakończył tatrzańskie lato. A oto ważniejsze poczynania GOPR w Tatrach: 5 czerwca w żlebie spadającym z przełęczy Krzyżne do Dół. Pięciu Stawów natrafiono na zwłoki mężczyzny. Jak się okazało, zabitym był 37-letni mieszkaniec Szczecina - Stefan Pankros, który poniósł śmierć przed tygodniem, prawdopodobnie w wyniku pośliźnięcia na stromym i twardym śniegu… 7/8 czerwca na filarze Kazalnicy utknęli dwaj taternicy z Krakowa, 22-letni Bogdan S. i 25-letni Roman B" którzy - na skutek załamania pogody nie byli w stanie kontynuować wspinaczki. Taterników uratowano, dokonując 2 zjazdów w szelkach Grammingera, długości 430 m. Ze względu na niemal zimowe warunki panujące w górach, groźbę lawin śnieżnych, wichurę i zadymkę, akcja należała do niezwykle trudnych i ryzykownych. Po raz pierwszy w historii GOPR kierownik tej akcji Władysław Gąsienica Rój oraz zjeżdżający - Maciej Gąsienica i Wojciech Bartkowski - odznaczeni zostali medalami "Za odwagę i ofiarność". 15 czerwca z pd. ściany Raptawickiej Turni zwieziono w szelkach Grammingera taternika z Zabrza, 19-letniego Andrzeja B., który - na skutek splątania lin - nie mógł pokonać ostatniego, trudnego odcinka drogi. 17 czerwca pod przełęczą Krzyżne utknęła 32-letnia Maria W. z Kielc, która - pomimo głębokiego śniegu - wybrała się wraz z mężem i 3-letnią córeczką doliną Pańszczycy, z zamiarem przejścia do Pięciu Stawów. Turystkę zdrową i całą, lecz bardzo zszokowaną, sprowadzono do "Murowańca". 2 lipca pn. żlebem z Zawratu obsunęły się po śniegu dwie turystki z Warszawy. 18-letnia Jolanta G. i 18-letnia Renata J. Obie odniosły obrażenia wymagające transportu do szpitala. 1 i 2 lipca poszukiwano 21-letniej Gabrieli J. z Wrocławia, która odłączyła się od grupy wycieczkowiczów w rejonie Nosalowej Przełęczy. Turystka ubrana była w lekki sweter, a na nogach miała drewniane chodaki. Jak się okazało nazajutrz, turystka dotarła na Kasprowy Wierch i - nie znając terenu - zeszła do Doliny Cichej, gdzie spotkali ją turyści słowaccy i sprowadzili do Podbańskiej. 5 lipca podczas schodzenia z Rysów obsunął się po śniegu turysta z NRD -42-letni Bieher R. doznając kontuzji kolana. 11/12 lipca z pn. ściany Gąsienicowej Turni sprowadzono 22-letniego Aleksandra Z. z Góry Grabowiec, który zaczął schodzić na północ z Gąsienicowej Przełęczy, przekonany, iż schodzi z Zawratu. 13 lipca spod Wrót Chałubińskiego spadł po śniegu ok. 250 m 26-letni Andrzej S. z Nowej Huty, doznając poważnych okaleczeń głowy. 13 lipca, podczas schodzenia z Granatów nad Czarny Staw, uderzony został w nogę spadającym kamieniem 24-letni Stefan S. z Szamotuł. Turystę trzeba było transportować do szpitala. 15 lipca spod Zawratu obsunęła się po śniegu ok. 300 m uczestniczka wczasów wędrownych 15-letnia Maria S., doznając licznych okaleczeń. Dziewczynę przetransportowano do szpitala, a 20-osobową grupę zszokowanych turystów wyprowadzono w bezpieczne miejsce. 16 lipca pod Kołową Turnią w Dół. Pięciu Stawów dwoje turystów węgierskich - 22-letnia Waleria K. i 24-letni Jsepy S. zostało poranionych spadającymi kamieniami. Rannych przetransportowano do szpitala śmigłowcem. 20 lipca z Hali Kondratowej przetransportowano do szpitala dwoje turystów: 64-letnią Annę T. z NRD, która złamała rękę i 50-letniego Stanisława C. z Krakowa, który stracił przytomność na skutek osłabienia i zmęczenia. W dniach 21-28 lipca trwały intensywne poszukiwania 20-letniego Jacka Pyszczka z Radomia, który 21 lipca wyszedł z Krzeptówek z zamiarem wyjścia na Trzydniowiański Wierch w Dol. Chochołowskiej. Poszukiwania prowadzone także przy pomocy śmigłowca, ratowników słowackich oraz żołnierzy WOP objęły całe Tatry Zachodnie. Poszukiwania trwały praktycznie przez cały sezon, gdyż o zaginięciu turysty powiadomieni zostali strażnicy TPN oraz turyści w schroniskach górskich. Sprawdzane były wszystkie, nawet mało prawdopodobne informacje. Niestety, turysty nie odnaleziono. 24/25 lipca ratownicy wyruszyli na wschodnią ścianę Mnicha, skąd dobiegało wzywanie pomocy. Jak się okazało, taternicy Jacek S. z Warszawy i Ryszard P. z Gliwic zgubili młotek podczas wspinaczki i wzywali, by ktoś podał im młotek ze szczytu na linie. 24 lipca na Niebieskiej Przełęczy Wyżniej utknęła trójka młodych taterników, którzy nie znali zejścia z przełęczy i w godzinach wieczornych wzywali pomocy. 30/31 lipca spod Gąsienicowej Turni sprowadzono dwoje turystów niemieckich - Helgę i Heintza G., którzy schodząc ze Świnicy zgubili we mgle ścieżkę i weszli w trudny, przepaścisty teren. 3 sierpnia, podczas schodzenia z Rysów, z ostatnich klamer "grzędy" spadł turysta niemiecki, 39-letni Frank Truelisach, doznając śmiertelnych obrażeń. Turysta spadł na stromy śnieg, po którym obsunął się ponad 150 m i zmarł, zanim dotarła pomoc. 3 sierpnia na Czerwonej Przełęczy straciła przytomność 15-letnia Jolanta E. z Bydgoszczy. Przyczyną było przemęczenie. 3 sierpnia, w godzinach wieczornych, do Stacji Centralnej zgłosił się 16-letni Mariusz W. ze Szczecina, powiadamiając, że w dniu wczorajszym byli wraz z 18-letnim Wojciechem Jędrzejkiem ze Szczecina na Giewoncie. W drodze powrotnej Jędrzejek oznajmił, że zamierza schodzić "żlebem wprost na Zakopane". Jego towarzysz wrócił znakowaną ścieżką. Do wieczora Jędrzejek nie powrócił. Ratownicy szybko odnaleźli zwłoki Jędrzejka pod Płytami, w żlebie spadającym ze Szczerby. Turysta przeszedł obok tablicy ostrzegającej przed zejściem i spadł, usiłując zejść z Płyt. 4 sierpnia na Hali Gąsienicowej zmarł nagle 50-letni Stanisław Niemczyk z Zakopanego. Przyczyną był zawał mięśnia sercowego. 5 sierpnia, na wschodniej ścianie Mniszka, podczas pokonywania ostatnich trudności drogi, odpadł taternik 21-letni Włodzimierz Z. z Łodzi, doznając kontuzji głowy i złamania nogi. Rannego wydobyto na szczyt Mniszka i przetransportowano do szpitala. 7 sierpnia w rejonie Chochołowskiej poszukiwano 16-letniego Andrzeja T. z Tarnobrzega, który poprzedniego dnia wyruszył z miejsca zamieszkania, planując wycieczkę w rejon Chochołowskiej i nie powrócił na noc. Alarm okazał się zbędny. Turysta zmienił plany i nazajutrz wrócił do domu. 8 sierpnia, podczas schodzenia grzędą z Rysów, pośliznęła się i spadła na śnieg 41-letnia Janina Rother z Rudy Śląskiej. Turystka poniosła śmierć. Wypadek nastąpił w tym samym miejscu, gdzie przed tygodniem zabił się turysta niemiecki. 8 sierpnia w rejonie Kominiarskiego Wierchu trwały poszukiwania, gdyż schodzący Dół. Starej Roboty turyści słyszeli wzywanie pomocy, dochodzące wyraźnie z tamtej strony. Jak się okazało, wzywający pomocy turyści zdołali zejść o własnych siłach żlebem wprost na Polanę Iwanówka. Poszukiwania odwołano. 9 sierpnia, w .godzinach popołudniowych, z Długiego Giewontu rozległo się wzywanie pomocy, które słychać było na Kalatówkach i w Dół. Białego. Jak się okazało, dwaj młodzi turyści: 19-letni Tadeusz K. z Łodzi i 18-letni Krzysztof Marczykowski z Łodzi, usiłowali wydostać się na grań Długiego Giewontu wprost z Dol. Białego. W pewnym momencie Marczykowski spadł z lawiną kamienną ponosząc śmierć. Jego towarzysz, tkwiąc na skalnej półeczce, zaczął wzywać pomocy. Został uratowany. Następnego dnia przeprowadzono niełatwą akcję transportu zwłok Krzysztofa Marczykowskiego ze stoków Długiego Giewontu. 10 sierpnia, około południa, na szczycie Kozich Czub zmarł na zawał serca lekarz z Kościelisk, 64-letni Edwin Wojciechowski. Akcja transportu zwłok należała do trudnych i skomplikowanych. Tego samego dnia, w późnych godzinach wieczornych, spod Koziej Przełęczy sprowadzono czterech turystów, którzy w ciemności pobłądzili na szlaku i utknęli w przepaścistym terenie. Także 10 sierpnia, podczas zejścia z Iwaniackiej Przełęczy, złamała rękę 43-letnia Czesława- P. z Gliwic. Kontuzja była poważna, a turystka była niezdolna do samodzielnego schodzenia, gdyż... drugą rękę miała już w gipsie. 12 sierpnia, podczas deszczu i śnieżycy, grupa wczasów wędrownych schodziła z Koziej Przełęczy do Dol. Pustej. Na ostatnich klamrach spadł jeden z wycieczkowiczów, Stefan H. z Poznania, doznając poważnych obrażeń głowy, rąk, złamania żeber i innych okaleczeń. Ta skądinąd prosta akcja ratunkowa, wspominana jest przez ratowników jako niezwykle ciężka, odbywała się bowiem w bezustannej ulewie. Wystarczy stwierdzić, że w Dol. Roztoki ratownicy brnęli miejscami po kolana w wodzie. Nie bez znaczenia też był fakt, że niemal wszyscy uczestnicy tej wyprawy od kilku dni nieprzerwanie uczestniczyli w akcjach ratunkowych. 15 sierpnia, na wsch. ścianie Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego - na skutek zmylenia drogi - spadł taternik, doznając licznych obrażeń. Rannego 21-letniego Bolesława K. z Warszawy przetransportowano do szpitala. 15 sierpnia z Hali Gąsienicowej przetransportowano do szpitala taternika, Ada-ma P. z Warszawy, który spadł podczas wspinaczki, doznając kontuzji stawu barkowego i złamania obojczyka. 16/17 sierpnia poszukiwano dwóch taterników, którzy nie powrócili ze wspinaczki filarem Mięguszowieckiego Szczytu. Jak się okazało, taternicy utknęli na tzw. "siodełku" i - w ciemnościach - bali się zejść do Bańdziocha. 18 sierpnia 22-letni Stanisław Augustyn z Gabonia - absolwent szkoły taternictwa - próbował samotnie przejść grań Niebieskiej Turni. Podczas trawersowania północnych stoków, z nie znanych bliżej przyczyn, spadł niemal do podnóża ściany, ponosząc śmierć na miejscu. Spadającego zauważyli taternicy wspinający się na Kościelcu, którzy powiadomili GOPR. 21 sierpnia, w Dol. Jaworzynki, porażony został piorunem Helmut W. z Magdeburga. Turysta odniósł liczne obrażenia spadając po stromym stoku. Tego samego dnia uratowano z opresji dwóch młodych taterników, Romana T. i Jacka S., którzy utknęli na zach. ścianie Kościelca na skutek zaklinowania się liny. 24 sierpnia na wschodniej ścianie Mnicha odpadł taternik, 23-letni Bogdan D. z Prochowic, doznając bardzo ciężkich obrażeń, m. in. pęknięcia śledziony. Rannego zwieziono ze ściany w szelkach Grammingera (160 m), przy czym przebieg akcji był niezwykle szybki. 26 sierpnia, podczas schodzenia z Granatów, uderzony został kamieniem w nogę 40-letni Ryszard M. ze Szczecina. Z głęboką raną golenia przetransportowany został do szpitala. 29 sierpnia, na skutek zmylenia drogi w kopule szczytowej wschodniej ściany Kościelca, spadł taternik, 26-letni Andrzej Dąbrowski. 30-metrowy lot zakończył się tragicznie. Taternik poniósł śmierć na miejscu. 5 września, nad Zmarzłym Stawem, turyści zauważyli zwłoki starszego mężczyzny. Jak się okazało, był to 70-letni Stanisław Berezowski z Warszawy, który zmarł - przypuszczalnie - na serce. 6 września, na wschodniej ścianie Małego Młynarza, w głównych trudnościach tzw. "superdiretissimy" odpadł 21-letni Andrzej M. z Gliwic, doznając urazu kręgosłupa oraz złamania miednicy. Ze względu na prowadzoną wyprawę poszukiwawczą na Jagnięcym, ratownicy H. S. prosili o interwencję GOPR. Akcja należała do bardzo trudnych ze względu na mało znany teren, kruszyznę i przepaścistość, wreszcie z tego powodu, że stan rannego wymagał transportu w wózku górskim. Cała 20-osobowa grupa ratowników, a zwłaszcza kierownik akcji - Michał Gajewski, zasłużyli na pełne uznanie. 11 września, przy wejściu do Jaskini Mroźnej, zmarł nagle 61-letni Franciszek Śliwa z Rogoźna-Oborniki. Przyczyną był prawdopodobnie zawał mięśnia sercowego. 18 września, spod klamer w kopule szczytowej Giewontu, spadł ok. 20 m 26-letni Andrzej N. ze Strzelców Opolskich, doznając poważnej kontuzji głowy. Ratownicy przybyli na miejsce wypadku zawezwali do pomocy śmigłowiec, znajdujący się przypadkowo w Zakopanem. Pilot - kpt. Tadeusz Augustyniak - dokonał nie lada wyczynu, lądując na siodle pod kopułą szczytową Giewontu. Od momentu zawezwania śmigłowca do momentu przekazania rannego do szpitala minęło 12 minut. 24 września pracownik TPN natrafił na przełęczy w Grzybowcu na nieprzytomną dziewczynę, która - jak się okazało - zbłądziła podczas schodzenia w ciemnościach z Giewontu i nocowała w górach. Chorą turystką okazała się 23-letnia Ewa J. z Tarnowskich Gór, która, jak stwierdził lekarz, nie powinna wyruszać na wysokogórskie trasy ze względu na poważną wadę serca. 26 września w kopule szczytowej Rysów utknął 20-letni Krzysztof S. z Wieliczki, który obawiał się schodzić ze względu na ekspozycję i oblodzenie. Istotnie, warunki były wyjątkowo trudne. Akcja ratunkowa trwała do godzin popołudniowych dnia następnego. Turystę uratowano. 8 października pracownicy PKL powiadomili GOPR, że na stokach Kasprowego Wierchu, od strony Goryczkowej, leży nieprzytomna kobieta. Była to 23-letnia Ewa J. z Tarnowskich Gór, ta sama, którą 24 września transportowano z Przełęczy w Grzybowcu. Pomimo wyraźnych zaleceń lekarza turystka ponownie wyruszyła samotnie w góry. Krystyna Sałyga Data utworzenia: 27/10/2008 : 18:47 Komentarze
|
|
Historia Taternictwa
Góra