Kroniki TOPR - Kroniki 1975-1976
Minioną zimę charakteryzowały dobre warunki narciarskie utrzymujące się w rejonie Kasprowego do późnej wiosny i nienajlepsze - taternickie. Sytuacja śniegowa i duże zagrożenie lawinowe w rejonie Kondratowej spowodowały w lutym czasowe zamknięcie schroniska w tej dolinie. Również decyzją Dyrekcji Tatrzańskiego Parku Narodowego zamknięta była w pewnym okresie dla ruchu pieszego droga z Włosienicy do Morskiego Oka.

Od grudnia 1975 r, do końca kwietnia 1976 - ratownicy Grupy Tatrzańskiej GOPR interweniowali blisko 1200 razy. Zwieziono z gór 454 kontuzjowanych narciarzy, zniesiono 4 zabitych i zmarłych.
Ogromną pomocą w akcjach GOPR był śmigłowiec typu Mi-2, własność Krakowskiego Zespołu Lotnictwa Sanitarnego, bazujący przez całą zimę przy zakopiańskim szpitalu, wzywany w wypadkach wymagających szybkiego transportu do szpitala. Łącznie korzystano z pomocy śmigłowca 169 razy. Głównie transportowano narciarzy z ciężkimi urazami, 5 razy śmigłowiec okazał się wielce pomocny przy wypadkach taternickich.
Transport kontuzjowanego narciarza ze stoków Kasprowego do szpitala trwa... ! 4 minuty, z Doliny Pięciu Stawów 8- 10 minut. Nie trzeba chyba podkreślać, jak ogromną wygodą dla ciężko rannego jest transport powietrzny, eliminujący bolesne wstrząsy, nieuniknione przy wielogodzinnym transporcie metodą tradycyjną. Jest też pewne, że w niektórych przypadkach transport powietrzny ratuje życie, zwłaszcza przy urazach głowy, kręgosłupa, czy poważnych niedomogach serca.

A oto ważniejsze wypadki:

28 listopada ze schroniska na Polanie Chochołowskiej przetransportowano do szpitala 22-letnią Bronisławę M., pracownicę schroniska, która zaczęła rodzić. Położnicę przewieziono do szpitala, gdzie urodziła zdrowego chłopaka.

4 grudnia w rejonie Giewontu poszukiwano 26-letniego Andrzeja C. z Krakowa, który nie powrócił do domu z wycieczki, planowanej w tamten rejon. Alarm okazał się zbędny. Turysta zmienił plany i powrócił do domu dnia następnego.

5 grudnia na pn-zach, depresję Niżnich Rysów wybrała się dwójka taterników: 21-letnia Ewa G. z Krakowa i 23-letni Jerzy W. z Warszawy. Fatalne warunki pogodowe zmusiły taterników do biwaku, w wyniku którego Jerzy W, poważnie od-mroził stopy. Taternicy wezwali pomoc. Akcja ratunkowa odbywała się w zamieci śnieżnej i huraganowym wietrze. Do szpitala powędrowali też dwaj taternicy krakowscy, którzy pierwsi pośpieszyli na miejsce wypadku i ulegli odmrożeniom.

18 grudnia ze schroniska Blaszyńskich w Dol. Chochołowskiej przetransportowano do szpitala dwie starsze turystki, które osłabły na wycieczce. Były to 64-letnia Kazimiera Ł z Piaseczna i 56-letnia Anna S. z Chojnowa.

19 grudnia w schronisku na Polanie Chochołowskiej spadła z łóżka 6-letnia Magda M. z Warszawy, doznając otwartego złamania obu kości prawego podudzia. Dziecko przetransportowano do szpitala. Ze względu na ogromny opad śniegu transport nie był łatwy.

20 grudnia na Hali Ornak złamała nogę 23-letnia Krystyna K. z Zakopanego.


6 stycznia wezwano ratowników GrupyTatrzańskiej GOPR wraz z psem lawinowym "Cyganem" do poszukiwań w rejonie Tylmanowej, gdzie zaginął jeden z mieszkańców wsi, 80-letni Franciszek Ligas. Staruszek wracał z wesela do domu późnym wieczorem. Istniało duże prawdopodobieństwo, że pobłądził i zamarzł w śnieżnej zawierusze, jaka szalała w dniu zaginięcia. Choć wypadek miał miejsce przed trzema dniami, pies uparcie wracał nad brzeg Dunajca, gdzie piętrzyły się wielometrowe zaspy śnieżne. Zdaniem rodziny Ligasa było to miejsce, które należało wykluczyć z poszukiwań. A jednak właśnie w miejscu wskazanym przez psa odnaleziono nazajutrz zwłoki zaginionego.

23 stycznia przetransportowano do szpitala ze Zębu 8-miesięczne dziecko obustronnym zapaleniem płuc. Ze względu na obfite opady śniegu i trudności z dojazdem zawezwano do akcji GOPR.

30 stycznia w nocy kierowniczka jednego z domów wczasowych powiadomiła Stację Centralną GOPR, że jedna z uczestniczek kuligu do Doliny Chochołowskiej dotychczas nie powróciła. Dziewczyna była pijana. Ratownicy, którzy wyruszyli na poszukiwania, odnaleźli w śniegu przy drodze śpiącą wczasowiczkę. Beztroski kulig mógł zakończyć się tragicznie.

24 stycznia mimo fatalnej pogody i głębokiego śniegu 14-osobowa grupa dzieci z Wrocławia wybrała się na Rusinową Polanę. Prowadzący grupę wychowawca zgubił szlak nieco za Wierchem Poroniec. Szukając drogi dzieci pogubiły się we mgle. Część dotarła na Łysa Polanę, pozostałe odnaleziono dopiero w dniu następnym w Kapliczce na Wiktorówkach, gdzie dotarły szczęśliwym zbiegiem okoliczności.

30 stycznia powiadomiono GOPR, że w górnych partiach doliny Jaworzynka leży nieprzytomny człowiek. Jak się okazało, był to 25-letni Michał K. z Gdyni, który -kompletnie pijany - wracał z Hali Gąsienicowej i spadł ze Skupniowego Upłazu. Turystę z poważnymi odmrożeniami przetransportowano do szpitala.

30/31 stycznia w Jaskini Zimnej przeprowadzono niezwykle trudną akcję wydobycia na powierzchnię 24-letniego grotołaza, Zenona Z. z Olsztyna, który uległ wypadkowi w odległych partiach jaskini. Spadł on z blokami skalnymi z wysokości 20 m, doznając licznych obrażeń; m. in. złamania obu nóg oraz licznych urazów głowy. Uczestniczący w wyprawie lekarz polecił dostarczyć ze szpitala leki i środki opatrunkowe, by podtrzymać życie rannego i umożliwić transport. Były to m. in. opaski gipsowe, dolargan i leki potrzebne do kroplówki. Leki zostały dostarczone śmigłowcem i zrzucone u wejścia jaskini.
Odnośnie do warunków transportu wystarczy stwierdzić, że przebycie 700-metrowego odcinka korytarza jaskini, od miejsca wypadku (za tzw. Chatką), zajęło 11 godzin. W ciasnych przejściach trzeba było rozkuwać skałę młotkiem, by przecisnąć rannego. Dwukrotnie podczas transportu lekarz aplikował rannemu kroplówkę.
Za udział w tej trudnej i ryzykownej wyprawie, zakończonej pełnym sukcesem, 12 ratowników odznaczonych zostało medalami "Za ofiarność i odwagę".

4 lutego doliną Niefcyrki dwaj taternicy wracali po przebytej wspinaczce w rejonie Hrubego, Zamarznięty „Niefcyrski Wodospad” postanowili pokonać za pomocą zjazdu na linie. Podczas zjazdu załamał się lód pod Piotrem Czokiem z Gliwic. Wpadł on do szczeliny, pomiędzy skałę i lód, a masy śniegu nasiąknięte wodą unieruchomiły obarczonego ciężkim plecakiem taternika. Czok poniósł śmierć przez utopienie. Niełatwą akcję wydobycia ciała przeprowadzili ratownicy słowackiej Horskiej Służby.

10 lutego podczas wspinaczki na wschodniej ścianie Kazalnicy, 26-letnia Anna C. z Warszawy doznała zwichnięcia stawu barkowego. Kontuzja aczkolwiek niezbyt groźna, lecz bardzo bolesna, nie pozwoliła na wycofanie się ze ściany o własnych siłach. W akcji ratunkowej dopomógł śmigłowiec, który "podrzucił" ratowników i sprzęt pod ścianę, a tym samym znacznie przyspieszył akcję ratunkową.

11 lutego w schronisku przy Morskim Oku usłyszano wzywanie pomocy, dobiegające z Niżnich Rysów. Jak się okazało, podczas wspinaczki pn.-zach. żlebem, opodal Buli pod Rysami, spadł 19-letni Grzegorz D. z Poznania, doznając groźnej kontuzji głowy.
Do akcji wezwano śmigłowiec, który po raz pierwszy w historii ratownictwa tatrzańskiego - wylądował na Buli pod Rysami, skąd zabrał nieprzytomnego taternika do szpitala. Śmigłowiec pilotowany był przez kpt. Janusza Siemiątkowskiego. Od chwili startu śmigłowca spod szpitala do momentu wniesienia rannego do ambulatorium minęło 28 minut! Transport prowadzony metodą tradycyjną trwałby 8-10 godzin i rokował nikłe szanse na utrzymanie przy życiu ciężko rannego człowieka.

23 lutego podczas trawersowania na nartach grani Kasprowego, w kierunku Pośredniego Goryczkowego, pośliznął się na oblodzonym zboczu i spadł na dno Doliny Cichej 29-letni Jan G, z Kielc. Niefortunny narciarz doznał pęknięcia miednicy. Wydobyty został na grań, skąd przewieziony został śmigłowcem do szpitala.

24 lutego zjeżdżając Mnichowym Żlebem na czekanie złamał nogę Tadeusz P. z Wrocławia, Taternik zjeżdżał w rakach.

13 marca podczas próby przejścia środka północnej ściany Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego ponieśli śmierć 26-letni Zbigniew Lubiarz z Lublina i 24-letni Janusz Huńczak z Garwolina. Po raz ostatni widziano ich mniej więcej w połowie ściany, na rozległych polach śnieżnych. Prawdopodobnie taternicy, korzystając z dobrych warunków śniegowych oraz śladów poprzednich zespołów, jakie przebyły tę drogę, stosowali wyłącznie tzw. "lotną" asekurację. Jeden pośliznął się i opadając pociągnął linę drugiego. Spadli do podnóża ściany ponosząc śmierć na miejscu.

21 marca na Hali Królowej Równi poszukiwano - we mgle i zamieci śnieżnej -narciarza Jana S. z Gdańska, który wyszedł z Kuźnic i nie dotarł do schroniska. Turystę odnaleziono w leju starej nartostrady, bardzo osłabionego, z odmrożonymi palcami obu rąk.

23 marca o godz. 14.30 dzierżawca schroniska w Dolinie Pięciu Stawów, Józef Krzeptowski, powiadomił Stację Centralną GOPR, że na szlaku zimowym, wiodącym do schroniska z dol. Roztoki, w połowie progu, znalazł plecak i narty, a na Kopie drugi plecak i drugą parę nart. Krzeptowski zorganizował poszukiwania właścicieli pozostawionych przedmiotów.
Po 10 minutach natrafiono na zwłoki kobiety, leżące kilka metrów od murów schroniska. 30 metrów dalej - leżały zwłoki mężczyzny. Ciała były całkowicie zasypane śniegiem, padającym od dwóch dni.
Byli to stali bywalcy schroniska w Pięciu Stawach, doświadczeni i wytrawni turyści: 46-letnia Anna Reykowska z Warszawy i 57-letni Jerzy Czechowicz z Milanówka. 20 marca w schronisku w Roztoce rozmawiał z nimi Józef Krzeptowski, który zszedł właśnie z Pięciu Stawów. Odradzał marsz do góry, ze względu na niepogodę i wyjątkowo złe warunki śniegowe na szlaku. Droga była zawiana przez śnieg, gipsowaty i głęboki.
Pomimo tej rozmowy, 21 marca ok godz. 11 turyści wyszli ze schroniska w Roztoce, nie mówiąc zresztą nikomu, dokąd się udają.
Przebiegu tej niezwykłej tragedii można się tylko domyślać. 21 marca wiał silny i mroźny wiatr, w górze - momentami -zrywała się zamieć, jednak widoczność nie była najgorsza. Prawdopodobnie zmęczeni marszem turyści kolejno pozostawiali plecaki i narty, utrudniające pokonywanie stromego progu. Zabrali tylko kijki i szli dalej, cały czas zresztą trzymając się szlaku. Położenie i wygląd ciała Czechowicza pozwala przypuszczać, że on zasłabł pierwszy. Być może nawet był to zawał serca; turysta miał przy sobie leki nasercowe. Przerażona Reykowska śpieszy do widniejącego opodal schroniska. Straszliwe zmęczenie i strach powodują, że niemal przy murach schroniska nieszczęsna kobieta przewraca się i nie ma siły wstać. Reszty dokonuje mróz i zamieć.

17 kwietnia na grani Suchych Kondrackich Czub doznał kontuzji kolana 26-letni Leszek D. z Krakowa. Taternik pośliznął się na mokrej skale i spadł w głęboki, ciężki śnieg.

23 kwietnia w Dol. Białego złamał nogę 45-letni Andrzej G. z Warszawy.

29 kwietnia na Czerwonych Wierchach poszukiwano troje turystów, którzy nie powrócili na noc z wycieczki w tamten rejon. Jak się okazało, turyści, zaskoczeni przez noc, biwakowali w namiocie przypadkowo napotkanych taterników, co uchroniło ich przed odmrożeniami. Ratownicy napotkali powracających całych i zdrowych.

K. Sałyga

Data utworzenia: 27/10/2008 : 19:46
Ostatnie zmiany: 27/10/2008 : 19:46
Kategoria : Kroniki TOPR
Strona czytana 522 razy


podglšd wydruku podglšd wydruku     Wersja do druku Wersja do druku

Komentarze


Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!


Turystyka Taternictwo

Zamknij Historia Taternictwa

Ratownictwo historia

Zamknij Kroniki TOPR

Galerie
^ Góra ^