Kroniki TOPR - Kroniki 1976-1977
Dane statystyczne Grupy Tatrzańskiej GOPR w miesiącach lata 1976 r. są niskie.
Nienajlepsza pogoda, zwłaszcza w sierpniu, spowodowała, że ruch w górach był niewielki.
Także niewielki był ruch taternicki; możliwości wyjazdów zagranicznych były tak duże, że w Tatrach pozostała nieliczna garstka wspinaczy.
Ogromną pomoc stanowił śmigłowiec, stacjonujący w miesiącach letnich w Zakopanem. Łącznie ratownicy korzystali ze śmigłowca 56 razy.
I tak np. tylko jeden raz transportowano ranną turystkę z Doliny Pięciu Stawów systemem tradycyjnym. Było to podczas fatalnych warunków atmosferycznych, kiedy nie można było skorzystać ze śmigłowca.
Akcja ratunkowa trwała 8 godzin, a wzięło w niej udział 15 ratowników. Warto podkreślić, że transport śmigłowcem z tej jedynej w polskich Tatrach doliny, do której nie można dojechać samochodem, trwa 7 minut. Tak więc w kilkunastu wypadkach, jakie zdarzyły się w tej dolinie, a które pociągnęłyby za sobą długie i żmudne poczynania ratownicze, udało się interweniować dosłownie w ciągu kilku minut.

Mówiąc o śmigłowcu trudno pominąć rolę, jaką odgrywa podczas akcji poszukiwawczych. Dzięki nowoczesnej metodzie "z powietrza" można dosłownie w ciągu kilkunastu minut spenetrować rejon Rysów (3 akcje), czy Orlej Perci (2 akcje). Nie trzeba chyba podkreślać, że akcje tego rodzaju, prowadzone metodą tradycyjną, wymagają dużej liczby ratowników, czasu i wysiłku.

Na zebraniu sprawozdawczym Grupy Tatrzańskiej GOPR, które odbyło się w październiku, podkreślono dobrą współpracę pomiędzy ratownikami a zespołem Lotnictwa Sanitarnego. Specjalne podziękowanie złożono też Wojskom Ochrony Pogranicza za wielokrotnie okazaną pomoc w poczynaniach ratowniczych. Fakt, że polski śmigłowiec udzielał pomocy ofiarom po słowackiej stronie Tatr, z wiedzą i aprobatą władz WOP, chyba najlepiej świadczy o życzliwości i zrozumieniu dla poczynań ratowniczych.

29 maja, podczas schodzenia po stromym śniegu w żlebie Starego Zawratu, poślizgnął się i spadł kilkadziesiąt metrów turysta z NRD - 32-letni Volker K. Turysta złamał rękę oraz potłukł się dotkliwie.

4 czerwca na Hali Gąsienicowej zasłabła 62-letnia Maria B. z Krakowa. Przyczyną było zmęczenie przebytą wycieczką.

18 czerwca ze schroniska w Roztoce przewieziono do szpitala 25-letnlego Marka P. z objawami silnego zatrucia pokarmowego.

11 czerwca z przełęczy Karb spadł niemal na brzeg Czarnego Stawu 42-letni Lotar K. z Katowic. Przyczyną wypadku było poślizgnięcie na twardym śniegu. Turysta doznał poważnych obrażeń głowy. Do akcji wezwano śmigłowiec, którym przetransportowano rannego do szpitala.

21 czerwca również na płacie śniegu obsunęła się w Dolinie Pięciu Stawów 29-letnia Wanda K. z Dębicy. Turystka skaleczyła głowę oraz ręce, usiłując hamować na śniegu.

24 czerwca na Skupniowym Upłazie zasłabła 40-letnia Stefania N. z Sosnowca. Chorą z objawami zawału przetransportowano do szpitala.
W tym samym dniu i z podobnym objawami przewieziono do szpitala z Hali Gąsienicowej 21-letniego Herberta K. z NRD.

26 czerwca grotołazi penetrujący Jaskinie Kasprową (Średnią) natrafili na szczątki ludzkie, leżące opodal wejścia do jaskini, na stokach Gładkiego Jaworzyńskiego. Jak wykazały dokładne oględziny, były to - prawdopodobnie -szczątki kobiety, mieszkanki Łodzi, która zaginęła w r. 1973.

2 lipca na Polanie Zahradziska skręcił nogę 17-letni Konrad K. z Tych.

3 lipca z objawami silnego zatruci pokarmowego z "Murowańca" do szpitala przewieziono 30-letniego Gerarda i z Bielska-Białej.

3 lipca z pn.-wsch. ściany Kazalnicy spadli - przypuszczalnie na skutek złej asekuracji - 23-letni Wojciech Myszkowski z Krakowa i 24-letni Michał Jaczewski z Warszawy. Obaj ponieśli śmierć na miejscu.

4 lipca w rejonie Rysów poszukiwano 17-letniego Janusza P. z Krakowa, który miał iść na wycieczkę w tamten rejon. Alarm okazał się zbędny, turysta zmienił plan trasy.

5 lipca na płn. filarze Koziego Wierchu (zwanym filarem Leporowskiego) w partii podszczytowej spadł taternik i złamał nogę. Był to 26-letni Jacenty U. z Krakowa. Akcja ratunkowa przeciągnęła się do późnych godzin nocnych.

14 lipca na Boczaniu złamała nogę 59-letnia Zofia K. z Ostrowii Mazowieckiej.

17 lipca na Skupniowym Upłazie doznała kontuzji stawu skokowego 55-letnia Eugenia B. z Katowic.

27 lipca Stacja Centralna GOPR została zaalarmowana wiadomością, że na zach. ścianie Kościelca odpadł taternik, a jego partner nie jest w stanie udzielić mu pomocy. Do akcji wezwano śmigłowiec. Okazało się, że alarm jest zbędny. 21-letni Zbigniew P. z Warszawy istotnie odpadł na tzw. drodze Sprężyny, jednakże z pomocą wspinających się na sąsiedniej drodze taterników został wyciągnięty ze ściany, cały i zdrowy.

30 lipca na Hali Gąsienicowej osłabła w wyniku przemęczenia długą trasą  42-letnia siostra zakonna Halina H. z Łodzi. Chorą przetransportowano śmigłowcem do szpitala.

30 lipca podczas schodzenia żlebem Żeleźniak na Halę Pisaną spadł i potłukł się dotkliwie 61-letni Tadeusz F. z Radomia. Turysta doznał licznych skaleczeń nóg i rąk, a także zwichnięcia lewej nogi w stawie skokowym.

1 sierpnia ze schroniska w Roztoce przewieziono do szpitala chore dziecko, 11-letnią Hanię Z. z Wrocławia z silnym zatruciem pokarmowym.

3 sierpnia schodząc ze szczytu Giewontu zasłabł 61-letni Tadeusz Daniec z Brodnicy. Pomimo bardzo szybkiej pomocy, która - dzięki śmigłowcowi - dotarła w kilka minut po alarmie na miejsce wypadku, turysta zmarł w wyniku zawału mięśnia sercowego.

7 sierpnia ze wsi Rynias przetransportowano do szpitala 23-letniego Krzysztofa R. z Warszawy, chorego na malarię. Ze względu na opady deszczu i roztopy, karetka Pogotowia Miejskiego nie była w stanie dotrzeć do miejsca pobytu chorego.

9 sierpnia na Rusinowej Polanie poszukiwano 22-letniego Ryszarda S. z Zakopanego, który nie powrócił z wycieczki w góry, a lubił - zdaniem matki - rejon Rusinowej Polany. Informacja okazała się słuszna, Ryszard S. nocował w jednym z tamtejszych szałasów.

9 sierpnia na Hali Gąsienicowej złamała nogę 17-letnta Jolanta K. z Bydgoszczy.

10 sierpnia w dolinie Roztoki na szlaku wiodącym do Pięciu Stawów zasłabła 32-letnia Żyta K. z Piastowa, cierpiąca na poważną wadę serca. Turystkę przetransportowano do szpitala w stanie ciężkim.

18 sierpnia z Wielkiej Buczynowej Turni sprowadzono trójkę taterników z Warszawy. Grażyna M., Janusz S. i Henryk S. pokonali płd. filar tego szczytu i  nie posiadając światła  nie mogli odnaleźć właściwej drogi zejściowej. Akcja zakończyła się nazajutrz o godz. 6 rano.

21 sierpnia z podejrzeniem urazu kręgosłupa przetransportowano z Hali Gąsienicowej do szpitala 15-letniego Grzegorza K. z Rzeszowa.

25 sierpnia na grani Żabiej Lalki podczas wspinaczki odpadł taternik, 21-letni Bogusław S. z Warszawy, doznając skomplikowanego (otwartego) złamania prawego uda. Ze względu na silny krwotok akcja wymagała pośpiechu.
Bardzo pomocny w tej akcji okazał się śmigłowiec, którym wywieziono ludzi i sprzęt, a następnie - po raz pierwszy w historii ratownictwa tatrzańskiego - pilot Wiesław Wolański zdecydował się na nocny lot z rannym do szpitala. O godz. 21.50 ranny zniesiony został nad Czarny Staw i umieszczony na pokładzie śmigłowca. Pilot skierował maszynę na oświetlone schronisko, następnie na światła Włosiennicy, Łysej Polany, Bukowiny Tatrzańskiej. Po 15 minutach lotu ranny znalazł się w szpitalu.

25 sierpnia w późnych godzinach wieczornych z doliny Pańszczycy sprowadzono do "Murowańca" grupę dzieci z Państwowego Zakładu dla dzieci głuchych w Lublinie. Prowadzący grupę wychowawca nie znał dobrze drogi i w lesie zgubił szlak.

28 sierpnia kamienie zrzucone przez turystów ze szczytu Kościelca zraniły wspinającą się zachodnią ścianą 21-letnią Ewę M. z Wrocławia. Taterniczka uderzona ostrym odłamkiem skalnym doznała otwartego złamania obu kości przedramienia. Pomimo poważnej kontuzji Ewa M. zdołała wyjść na szczyt, a następnie - z pomocą partnera - zejść aż do Zielonego Stawu, gdzie napotkała wyprawę GOPR.

7 września w Jaskini Śnieżnej na dnie Wielkiej Studni osłabła uczestniczka 5-osobowej grupy grotołazów z Bielska-Bialej, 22-letnia Józefa N. ze Złotego Stawu. Grotołazi przetrawersowali z Jaskini nad Kotlinami do Śnieżnej, jednakże już podczas wychodzenia na powierzchnię Józefa N. Nie była w stanie pokonać Wielkiej Studni, wymagającej dużego wysiłku fizycznego (podejście na luźno wiszącej linie). Dziewczynę oraz jej towarzyszy wydobyto ze Studni w szelkach Gramingera. Akcja przebiegała bardzo sprawnie.

8 września z Hali Gąsienicowej przetransportowano do szpitala 36-letniego Henryka K. z Kęt, z podejrzeniem zapalenia płuc.
8 września poniżej Buli pod Rysami turyści natrafili na ciało mężczyzny, który spadł ze znacznej wysokości. Był to 21-letni Andrzej Bezrąk z Warszawy, który - mimo opadu śniegu i mgły - wybrał się poprzedniego dnia w tamten rejon.

13 września na Kozim Wierchu poszukiwano 29-letniego Andrzeja B. z Sosnowca, który nie zjawił się w umówionym miejscu w górach, w oznaczonym terminie. Poszukiwania trwały całą noc, podczas gdy Andrzej B. spał beztrosko na polu biwakowym koło Morskiego Oka.

16 września z Hali Gąsienicowej przewieziono do szpitala Irenę K. z Warszawy, która skaleczyła głowę, oraz Jolantę D. z Zakopanego, z kontuzją prawej nogi.
16 września na Kondrackiej Przełęczy zasłabł turysta, 47-letni Stanisław W. z Krakowa. Ze względu na podejrzenie zawału wezwano do akcji śmigłowiec. Jednakże pomimo wysiłków pilota nie udało miejsca wypadku. Stanisława W. zniesiono na "bambusie", metodą tradycyjną.

17 września w schronisku w Roztoce zachorowała 22-letnia Krystyna N. z Aleksandrowa Łódzkiego. Z objawami silnego zatrucia pokarmowego została przetransportowana do szpitala
17 września przy Zmarzłym Stawie upadł i potłukł się dotkliwie Edward Z z Warszawy. Z podejrzeniem złamania żeber przewieziony został do szpitala.

21 września ze schroniska na Pola Chochołowskiej przewieziono do szpitala pracownicę schroniska 23-letnią Krystynę z Sitańca, która złamała prawą nogę.

24 września spod wierzchołka Ryso o sprowadzono 27-letniego Alfonsa L. z Pokoju, który nie mógł znaleźć drogi zejściowej w ciemnościach.

25 września podczas schodzenia z Rysów przy przechodzeniu przez płat śniegu leżący w kopule szczytowej, poślizgnęła się i spadła aż na Bulę pod Rysami 20-letnia Magdalena Trzeciak z Nowe Huty. Turystka poniosła śmierć.

27 września pod Żabim Mnichem 19-letni Franciszek B. z Wrocławia doznał kontuzji nogi. Z pomocą kolegów zdołał zejść nad Czarny Staw, skąd zabrał go śmigłowiec do szpitala.

W tym samym dniu na skutek zmylenia szlaku, z grani Zamarłej Turni spadła na Zmarzłą Przełęcz turystka, 24-letnia Anna O. z Nowej Huty, doznając licznych obrażeń głowy. Dla przyśpieszenia akcji ratunkowej ratownicy dokonali desantu z pokładu śmigłowca na miejsce wypadku. Po udzieleniu pomocy ranną zniesiono nad Czarny Staw, skąd śmigłowcem przewieziono do szpitala.

29 września w rejonie Doliny Chochołowskiej poszukiwano samotnej turystki Marii K. z Poznania, która wybrała się ta grań od Wołowca do Ornaku i nie powróciła na noc do schroniska. Poszukiwana odnaleziona została w szałasie na Polanie Iwanówka, gdzie zastała ją noc.

7 października 29-letni Helmut H. z NRD złamał nogę ślizgając się na płacie śniegu pod Zawratem.

9 października z Hali Gąsienicowej zwieziono 17-letniego Sławomira G., który - po forsownej wycieczce - osłabł do tego stopnia, że nie był w stanie schodzić o własnych siłach.

10 października podczas wspinaczki płdn. ścianą Niebieskiej Turni, idąca jako druga 18-letnia Małgorzata M. z Sieprawia odpadła na nadzwyczaj trudnej przewieszce i nie była w stanie kontynuować drogi. Przypadkowo przechodzący taternik i ratownicy GOPR dopomogli wydostać się z opresji dziewczynie, która - jak się okazało po opuszczeniu jej od ścianę - nawet nie umiała związać się liną.


Zima 1976/1977.

W okresie zimowym ?1977 ratownicy Grupy Tatrzańskiej TOPR udzielili pomocy ponad 800 narciarzom, turystom i taternikom. 431 wypadów - to poważne kontuzje narciarskie, wymagające zwiezienia i leczenia szpitalnego. W porównaniu z rokiem ubiegłym jest to liczba niemal identyczna (w r. b. 441), jednak zgoła inne jest rozmieszczenie wypadków w poszczególnych rejonach zabezpieczanych przez ratowników Grupy Tatrzańskiej GOPR. Sytuację zobrazuje poniższe zestawienie, uwzględniające tereny wypadków narciarskich:

Butorów i Blachówka- 17
Bukowina Tatrzańska- 77
Polana Chochołowska- 21
Gubałówka - 47
Goryczkowa- 64
Gąsienicowa - 67
Kalatówki- 29
Kuźnice - 7
Nosal - 10
Ornak i okolice- 17

Reszta to wypadki na Pol. Nad Krzyżem, Budzowskim Wierchu, Skoczni, Kozińcu, Antalówce, a także - transporty ze schronisk górskich.

Stosunkowo niewiele wypadków wydarzyło się w rejonie Kasprowego Wierchu, co należy tłumaczyć dobrym przygotowaniem stoków przez Centralny Ośrodek Sportu. Na podkreślenie też zasługuje fakt znacznie mniejszej w tamtym rejonie liczby najechań i potrąceń. Ciągle jeszcze nie rozwiązany problem stanowi bardzo lawiniasty stok Pośredniego Goryczkowego Wierchu, gdzie budowa zabezpieczeń przeciwlawinowych w najbliższych latach wydaje się niezbędna.
Niepokojąco wzrasta natomiast liczba wypadków w Bukowinie Tatrzańskiej, gdzie w minionym sezonie działało (oficjalnie) 16 wyciągów narciarskich różnego typu.
Oblicza się, że ze względu na rozległy teren, na jakim owe wyciągi są rozrzucone, tylko 1/3 ogólnej liczby wypadków narciarskich w tamtym rejonie została zabezpieczona przez GOPR. Ze względu na żywiołowy rozwój narciarstwa Bukowina Tatrzańska zaczyna stanowić poważny problem ratowniczy.
W przyszłym sezonie należy też spodziewać się wzrostu liczby wypadków w rejonie Blachówki i Butorowa. Oddany w zimie do użytku wyciąg krzesełkowy niewątpliwie cieszyć się będzie ogromnym powodzeniem narciarzy. W minionym sezonie praktycznie nie jeżdżono na płd. stoku, ze względu na brak śniegu. Ruch narciarski skupiał się na Butorowym Wierchu, gdzie pracowały dwa wyciągi orczykowe.
Niezmiernie ważne będzie dobre przygotowanie tras wokół Blachówki.

Ogromnie pomocny w sezonie zimowym 1976/1977 był śmigłowiec sanitarny Mi-2, podobnie jak w r. ub. bazujący przez całą zimę przy zakopiańskim szpitalu.
Blisko 180 ciężko rannych narciarzy i turystów przetransportowano do szpitala tą znakomitą karetką pogotowia. Przez całą zimę przygotowane i oznakowane były lądowiska dla śmigłowca w rejonie Bukowiny Tatrzańskiej, Gubałówki oraz całych Tatr Polskich.

A oto ciekawsze wypadki:

4 grudnia nad Czarnym Stawem Gąsienicowym noc i fatalne warunki śniegowe zmusiły do biwaku dwoje turystów: 22-letnią Ewę W. i 28-letniego Mieczysława K., którzy wybrali się przez Zawrat do Pięciu Stawów. Turyści przenocowali w jamie śnieżnej. Podczas schodzenia nad ranem do "Murowańca" napotkali ratowników, którzy wyruszyli na poszukiwania.

26 grudnia przetransportowano z Kalatówek do szpitala 55-letnią Krystynę B. z Krakowa, z podejrzeniem zawału serca.

W noc sylwestrową z Polany Strążyskiej przetransportowano do szpitala uczestniczkę zabawy sylwestrowej, 24-letnią Grażynę S. z Zakopanego, która przespała kilka godzin na śniegu i wykazywała objawy silnego wyziębienia. Grażyna S. znajdowała się w stanie zupełnego zamroczenia alkoholowego.

13 stycznia w Dolinie Roztoki poszukiwano małżonków Alicji i Wiesława B. z Krakowa, którzy nie dotarli do schroniska w Pięciu Stawach, drogą od Wodogrzmotów Mickiewicza. Wyczerpanych i przemarzniętych turystów odnaleziono w szałasie, gdzie zamierzali spędzić noc.

17 stycznia na trasie nr I na Gubałówce, jadący bardzo szybko na nartach 39-letni Krzysztof Seroczyński z Zakopanego wpadł na drzewo, odnosząc poważne obrażenia głowy. Seroczyński zmarł podczas transportu.

17 stycznia podczas zjazdu z Kasprowego Wierchu, we mgle i padającym śniegu, zabłądziła samotna narciarka 30-letnia Halina K. z Krakowa. Narciarka zaczęła trawersować Beskid, przekonana, że znajduje się nad Dol. Cichą. Podążył za nią Maciej P. z Zakopanego. Po pewnym czasie narciarze zorientowali się w pomyłce i rozpoczęli odwrót. Opodal Suchej Przełęczy napotkali ratowników, którzy rozpoczęli poszukiwania zaginionej dwójki.

23 stycznia na płn. ścianie I Tomkowej Igły utknęli, na skutek zgubienia haków i karabinków, dwaj taternicy z Zakopanego - 18-letni Władysław P. i 18-letni Rudolf K. Chłopców wyciągnięto do góry w szelkach Grammingera. Z przełączki między Tomkowymi Igłami niefortunni taternicy zeszli o własnych siłach do Morskiego Oka. Akcja odbywała się w nocy i wymagała wielu skomplikowanych manipulacji ratowniczych.

29 stycznia po południu na płn. ścianie Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego zmarł z wyczerpania 29-letni Janusz Radziwon z Białegostoku. Jego towarzyszka 23-letnia Janina B. z Trzemieszyc zaczęła wzywać pomocy.
Wypadek zdarzył się drugiego dnia wspinaczki podczas wycofywania się ze ściany, tuż nad "kominkiem". Ze względu na fatalne warunki pogodowe (halny, śnieżyca, mgła) istniały ogromne trudności ze zlokalizowaniem miejsca wypadku.
Pierwsza grupa ratownicza została strącona przez lawinę śnieżną w Mnichowym Żlebie, dwóch ratowników zostało lekko poturbowanych. Następna grupa usiłująca się przedostać z Zadniej Galerii na Wielką (skąd zamierzano spenetrować ścianę) również natrafiała na ogromne trudności z założeniem lin poręczowych, ze względu na bezustanne lawiny.
30 stycznia o godz. 13.50 półprzytomna Janina B., prawdopodobnie na skutek nieskoordynowanych manipulacji przy karabinku, którym była przytwierdzona na stanowisku, zaczęła zsuwać się do Małego Kotła i dalej, przez lodospad na piargi. Impet spadania stłumił głęboki, miękki śnieg.
Niewiarygodnym wprost zbiegiem okoliczności Janina B. poza chwilowy szokiem, nie odniosła właściwie żadnych obrażeń.
Zwłoki Janusza Radziwona przetransportowane zostały ze ściany w dniu 2 lutego.
Powyższa akcja ratunkowa udowodniła, że wobec kaprysów tatrzańskiej pogody technika staje się bezsilna. W epoce śmigłowca, skuterów śnieżnych i sond elektromagnetycznych, mogą zdarzyć się i warunki, wobec których człowiek staje bezradny.
W opisanych wyżej warunkach, mimo szalonego ryzyka i dowodów ofiarności, jakie towarzyszyły poczynaniom ratowników i taterników, istniały niewielkie szansę na dotarcie do Janiny B. przed zapadnięciem nocy. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że jeszcze jedna noc w ścianie przekreśla praktycznie szansę uratowania taterniczki. Świadomość ta potęgowała dramatyzm sytuacji. Dziewczynę uratował - co brzmi paradoksalnie - upadek z wysokości 200 metrów. Omawiając powyższy wypadek trudno jednak powstrzymać się od komentarza, że tragedia była klasycznie zawiniona. Brak kondycji i rozeznania w terenie, widoczny od początku wspinaczki (w pierwszym dniu taternicy pokonali 4 wyciągi drogi) powinien być alarmem dla wspinaczy, którzy mieli dość czasu, by bezpiecznie wycofać się ze ściany.

30 stycznia w Jaskini Mylnej i Wąwozie Kraków poszukiwano 18-letniego Jana R. z Czechowic, który odłączył się od wycieczki w Dol. Kościeliskiej. Alarm okazał się zbędny.

3 lutego w Świnickim Kotle narciarze natrafili na zwłoki młodego mężczyzny, leżące tam od kilku dni. Śmierć poniósł 23-letni Jan Dębowski z Mławy, który  prawdopodobnie spadł z grani. Nikt o tym nazwisku nie był poszukiwany przez GOPR.

8 lutego poszukiwano małżonków, Blanki i Olgierda B. ź Warszawy, którzy nie powrócili z wycieczki na Halę Gąsienicową. Jak się okazało, na skutek fatalnych warunków pogodowych, turyści zabłądzili na Karczmisku i spędzili noc na prowizorycznym biwaku pod Kopą Magury.
8 lutego wyruszyła wyprawa poszukiwawcza do Jaskini Goryczkowej, skąd nie powrócił w planowanym terminie Bronisław K. z Zakopanego. Alarm okazał się zbędny. Bronisław K. nie dokonał formalności odnotowania powrotu w "Księdze wejść jaskiniowych", znajdującej się w Stacji Centralnej GOPR, co było przyczyną alarmu.

9 lutego z Ornaku przewieziono do szpitala 7-letniego Renę D. z Berlina, który jadąc na nartach wpadł na sanki góralskie, doznając kontuzji głowy.
li z Kalatówek do szpitala 26-letnią Helenę K , pracownicę schroniska, która zaczęła rodzic.

12 lutego z Hali Gąsienicowej wyruszyła sześcioosobowa grupa harcerzy z Warszawy, z zamiarem przejścia grani od Kasprowego Wierchu do Zawratu Gdy harcerze nie powrócili do schroniska, w godzinach wieczornych z „Murowanca” wyruszyły patrole poszukiwawcze Harcerzy napotkano, kiedy bardzo zmęczeni, ale cali i zdrowi, schodzili z Kasprowego Wierchu.

14 lutego ze stoków Koziego Wierchu zwieziono 23-letmą Danutę D z Gdańska, która zjeżdżając na nartach do Dół Pięciu Stawów złamała nogę.
16 lutego w schronisku na Kalatówkach zasłabła 55-letnia Jadwiga K z Warszawy.

17 lutego poszukiwano taterników Krzysztofa T i Andrzeja S z Akademickiego Klubu Alpinistycznego z Warszawy, którzy nie powrócili ze wspinaczki do schroniska w Pięciu Stawach Sytuacja wyjaśniła się o północy, kiedy to nadeszła wiadomość, ze taternicy zeszli do Morskiego Oka.
19 lutego przewieziono z Kalatówek do szpitala 47 letniego Adama Z. z zapaleniem płuc.

20 lutego z powodu silnego wiatru nastąpiła awaria wyciągu krzesełkowego z Hali Gąsienicowej na Kasprowy Wierch. Na skutek gwałtownego podmuchu wiatru spadło krzesełko z liny nośnej, wraz z siedzącym na nim narciarzem, 48-letnim Stanisławem K z Warszawy Szczęśliwym zbiegiem okoliczności nie doznał on żadnej poważniejszej kontuzji, poza stłuczeniem pleców.

24 lutego podczas wspinaczki uderzony został kamieniem 24-letni Zbigniew K z Sopotu.

25-27 lutego trwały poszukiwania psychicznie chorej 24-letniej Mani M z Krakowa, która - podobno - zamierzała wyruszyć w góry, prócz GOPR, chorej poszukiwali przedstawiciele MO i WOP. Chorą odnaleziono w Rabce i przekazano do szpitala.

13 marca przy wejściu do Jaskini Mylnej turyści zauważyli plecak, leżący tam od pewnego czasu O powyższym fakcie powiadomili GOPR Ratownicy przejrzeli Jaskinię Mylną i Raptawicką, a nawet zasięgnęli informacji w schronisku na Ornaku o właścicielu plecaka (na podstawie znalezionego w plecaku dowodu osobistego) W godzinach wieczornych raz jeszcze ratownicy udali się do wejścia jaskini, jednakże plecaka już nie było. Incydent uznano za zbędny alarm.
13-14 marca w rejonie Bukowiny Tatrzańskiej poszukiwano 26-letniego Jerzego R z Krakowa. Alarm okazał się zbędny, turysta przebywał u znajomych, a nie na wycieczce górskiej.

9 kwietnia na Hali Tomanowej złamał nogę 45-letni Krzysztof W z Poznania.
11/12 kwietnia w Jaskini Czarnej złamał nogę 26-letni Adam P z Warszawy. Niełatwa akcja transportu rannego przebiegła bardzo sprawnie.

W nocy z 12 na 13 kwietnia przetransportowano z Polany Chochołowskiej do szpitala pracownicę schroniska, 25 letnią Teserę M, która zaczęła rodzić. Transport położnicy odbywał się w obecności lekarza Pogotowia Miejskiego. Dziecko przyszło na świat niemal natychmiast po przyjeździe do szpitala.

16 kwietnia w fatalnych warunkach atmosferycznych poszukiwano w rejonie Kasprowego narciarza Piotra G z Bydgoszczy, który o godz. 16 rozpoczął zjazd do Kuźnic i nie dotarł do miejsca pobytu. Sytuacja była poważna mgła, wichura i niełatwe warunki śniegowe mogły być przyczyną poważnego wypadku. Sytuacja wyjaśniła się dopiero nad ranem, kiedy to władze graniczne powiadomiły GOPR, ze poszukiwany odnalazł się po słowackiej stronie Tatr, w Podbańskiej.
Jak się okazało później zbłądził on już na trawersie nad Doliną Cichą i zaczął zjeżdżać na południową stronę W pomyłce zorientował się już na dnie doliny, leżącej po czechosłowackiej stronie Tatr i postanowił dalej zjeżdżać w dół, nie widząc możliwości powrotu na Kasprowy w tych warunkach W Podbańskiej zgłosił się do dyżurki Horskiej Służby.

25 kwietnia w Dolinie Olczyskiej skręcił nogę turysta, 25-letni Leszek B z Łodzi.

l maja z Kalatówek transportowano do szpitala pracownicę schroniska, 20-letnią Barbarę T.
Było to czwarte w tym sezonie wezwanie GOPR do porodu.

Krystyna Satyga-Dąbkowska

Data utworzenia: 28/10/2008 : 09:00
Ostatnie zmiany: 28/10/2008 : 09:08
Kategoria : Kroniki TOPR
Strona czytana 542 razy


podglšd wydruku podglšd wydruku     Wersja do druku Wersja do druku

Komentarze


Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!


Turystyka Taternictwo

Zamknij Historia Taternictwa

Ratownictwo historia

Zamknij Kroniki TOPR

Galerie
^ Góra ^