Kroniki TOPR - Kroniki 1977-1978
Lato 1977 r. w Tatrach cechowała wyjątkowo niekorzystna pogoda. Najbardziej zagorzali turyści nie zapuszczali się w wysokogórskie tereny ze względu na zimno, deszcze i mgły. Ratownicy Grupy Tatrzańskiej GOPR interweniowali blisko 700 razy; 38 razy wyruszano na wieloosobowe wyprawy ratownicze, 13 razy poszukiwano zaginionych, zniesiono z gór 12 zabitych i zmarłych.
Z ratowniczego punktu widzenia było to lato "lekkie". Nie zanotowano żadnej poważnej akcji ścianowej, a poczynania w terenie trudnym dotyczyły przeważnie transportu zabitych. I znów nieoceniony okazał się śmigłowiec, dzięki któremu skracano wyprawy czasem do kilkunastu minut. W lecie korzystano z tej wspaniałej karetki pogotowia 34 razy. Jeszcze przed pełnią sezonu ratownicy poprawili lądowiska w górach, a także wyznaczyli kilka nowych. Na początku lata, kiedy notowano liczne, groźne w skutkach wypadki obsunięć po zlodowaciałych płatach śniegu zalegającego północne żleby, dzięki szybkiemu transportowi śmigłowcem uratowano życie kilku osobom.

A oto najważniejsze interwencje GOPR:

6 maja sprowadzono z Orlej Perci pięciu turystów, którzy utknęli w zejściu z Granackiej Przełęczy do Dolinki Buczynowej. Turyści nie znali drogi, poza tym byli nieodpowiednio wyekwipowani na trudne warunki śniegowe.

10 maja w Dolinie Pięciu Stawów doznał kontuzji nogi Zdzisław D. z Katowic. Został przetransportowany śmigłowcem do zakopiańskiego szpitala.

19 maja rodzice 24-letniego Marka Krzeszewskiego z Bytomia powiadomili Stację Centralną GOPR, że nie mają wiadomości od syna, który przebywa w górach. Ostatnią kartkę wysłał z Doliny Chochołowskiej w dniu 12 maja. Poszukiwania zaginionego trwały nieprzerwanie do 26 maja, a także później prowadzone były sporadycznie. Zwłoki Krzeszewskiego przypadkowo odnalezione zostały przez taterników w Kotle Kościelcowym. Przypuszczalnie poszukiwany turysta spadł z wierzchołka Kościelca.
Dokładna data wypadku nie jest znana.

Przykładem wyjątkowej bezmyślności może być postawa 61-letniego Jana S. z Kalisza, uczestnika zbiorowej wycieczki do Morskiego Oka w dniu 21 maja. Nie przybył on na miejsce spotkania z wycieczką. Ze względu na panujący w tym dniu upał oraz wiek Jana S. zachodziła obawa zasłabnięcia. Ratownicy przez cztery dni przeszukiwali kosodrzewinę przy szosie wiodącej z Włosiennicy do Morskiego Oka, a także - wokół jeziora. Jak się okazało w dniu 25 maja, poszukiwany napotkał znajomych, z którymi wrócił do Kalisza, nikogo nie informując o swych poczynaniach.

26 maja w górnej partii żlebu Starego Zawratu utknęła 16-letnia Danuta P., która wraz z ojcem wybrała się na wycieczkę w tamten rejon. Zszokowana śniegiem i lodem, pozostała na półce skalne], odmawiając zejścia. Jej ojciec zeszedł do "Murowańca" i powiadomił GOPR. Dziewczynę zniesiono przemarzniętą, z lekkimi odmrożeniami kończyn.

7 czerwca żlebem spod Gąsienicowej Turni spadł na stronę Doliny Pięciu Stawów 26-letni Andrzej Ł. z Pruszkowa. Doznał licznych okaleczeń i stłuczeń. Do szpitala przetransportowany został śmigłowcem.

9 czerwca ratownik dyżurny na Hali Gąsienicowej został powiadomiony przez turystów, że w kosodrzewinie koło Zielonego Stawu leży nieprzytomny mężczyzna. Jak się okazało, "nieprzytomnym" okazał się 40-letni Bronisław S. z Czerwionki, który rozmarzony słonkiem twardo usnął.

11 czerwca żlebem spod Krzyżnego spadła do Doliny Pańszczycy 34-letnia Jadwiga S. z Krakowa. Uderzywszy w kamienie doznała złamania uda oraz urazu miednicy. Ze względu na mgłę, w akcji nie mógł uczestniczyć śmigłowiec. Transport ciężko rannej kobiety odbył się tradycyjną metodą i trwał do późnych godzin nocnych.
11 czerwca poszukiwano w Tatrach zachodnich 40-letniego Jana W. z Krakowa, który nie wrócił na miejsce pobytu czasowego. Alarm okazał się zbędny. Po wycieczce turysta pojechał do Krakowa nie powiadamiając o tym gospodyni, która wszczęła alarm.

12 czerwca na Beskidzie skręcił nogę w kolanie 72-letni Stanisław C. z Wałbrzycha.

13 czerwca spod przełęczy Krzyżne po śniegu na stronę południową i Henryk R. ze Szczecina. Odniósł on liczne i poważne kontuzje, zwłaszcza – głowy. W stanie ciężkim przetransportowany został do szpitala śmigłowcem. Pilot śmigłowca Zbigniew Łukasik wylądował na samej przełęczy, 80 m od miejsca wypadku, dzięki czemu transport rannego skrócony został do kilku minut. Jak się później, urazy głowy Henryka R. były tak poważne, że transport inną metodą nie rokował nadziei na utrzymanie go przy życiu.

14 czerwca podczas schodzenia Starym Zawratem spadła po śniegu 45-letnia Magdalena D. z Łodzi. Z podejrzeniem wstrząsu mózgu przetransportowana została do szpitala.

19 lipca ratownicy GT GOPR uczestniczyli w nietypowej akcji. Po ulewnej burzy, jaka nawiedziła Zakopane w dniu 16 lipca, w Dolinie Kościeliskiej zaginęło stado... jagniąt. O pomoc do GOPR zwrócił się ich zrozpaczony właściciel. Owce odnaleziono na stokach Kończystej Turni, gdzie tkwiły na stromych półkach skalnych Udało się je wydostać całe i zdrowe.

26 czerwca spadła z Granackiej Przełęczy żlebem do Pańszczycy 23-letnia Teresa I. z Krakowa. Turystka może mówić o szczęściu. W tym żlebie, w podobnych warunkach śniegowych, zdarzały się już kilkakrotnie wypadki śmiertelne. Teresa I. odniosła wiele obrażeń, jednak niegroźnych dla życia. Przetransportowana została śmigłowcem do szpitala.

25 czerwca na Karczmisku złamał nogę 8-letni Przemysław L. ze Szczecina. Chłopiec był zachwycony wypadkiem, jako że transport odbył się na pokładzie śmigłowca.

29 czerwca schodząc z Rysów upadł, uderzając głową o skałę, 29-letni Witold K. z Gdańska. Turysta sam dotarł do schroniska, jednakże jego stan wymagał transportu do szpitala.

2 lipca pod Sarnią Skałą złamała nogę 50-letnia Helena M. z Rudy Śląskiej.

5 lipca w Dolinie Pięciu Stawów doznał kontuzji stawu skokowego 29-letni Włodzimierz S. z Warszawy.
5 lipca z Hali Gąsienicowej przewieziono do szpitala 18-letnią Krystynę O., która oparzyła dotkliwie wrzątkiem prawą nogę.
5 lipca podczas schodzenia z Gubałówki złamała nogę turystka węgierska, 36-letnia Janosne P.
5 lipca ratownik dyżurny przy Morskim Oku zaalarmowany został wiadomością, że ze Spadowej Przełączki spadł taternik. Do akcji wezwano śmigłowiec. Bardzo szybka akcja ograniczyła się - niestety - do transportu zwłok. Śmierć poniósł taternik z Poznania 28-letni Michał Glesman, który obsunął się po śniegu i stromych płytach ok. 250 metrów. Podczas tej akcji pilot śmigłowca kpt. Wiesław Wolański dokonał trudnego manewru lądowania na progu Dolinki Spadowej.

6 lipca podczas wspinaczki wschodnia ścianą Mniszka uderzony został kamieniem 23-letni Ludwik H. z Rudy Śląskiej. Turysta doznał kontuzji stawu barkowego.

10 lipca z Rusinowej Polany przetransportowano śmigłowcem do szpitala śmigłowcem 80-letnią Anielę G. z Gronia, z podejrzeniem zapalenia otrzewnej. Dla starej góralki lot śmigłowcem był nie lada przeżyciem.

10-12 lipca poszukiwano w górach psychicznie chorej 25-letniej I. B., która uciekła z zakładu dla nerwowo chorych, grożąc samobójstwem. Alarm okazał się zbędny. Dziewczyna przebywała u krewnych w innej miejscowości.

11 lipca pod kopułą szczytową Koziego Wierchu turyści natrafili na nieprzytomnego chłopca, leżącego przy ścieżce. Natychmiast posłano po pomoc GOPR do Pięciu Stawów. Mimo sprawnej akcji i brawury pilota śmigłowca, który mimo porywistego wiatru zdecydował się desantować ratowników w pobliżu miejsca wypadku, 17-letni Marek Wojewódzki z Piaseczna zmarł podczas transportu. Jak wykazała sekcja, chłopak miał śmiertelne urazy czaszki oraz pękniętą wątrobę przypuszczalnie wybrał się samotnie poprzedniego dnia na Orlą Perć i spadł ze skał, doznając obrażeń wewnętrznych oraz głowy. Prawdopodobnie usiłował iść jeszcze przez pewien czas, wreszcie upadł, tracąc przytomność. Fatalna pogoda w tym dniu spowodowała, że dopiero następnego dnia został odnaleziony, zresztą zupełnie przypadkowo.

2 lipca w Dolinie Pięciu Stawów złamał nogę 22-letni Artur S. z Gdańska.

14 lipca spod Hińczowej Przełęczy obsunęli się po śniegu na Wielką Galerię Cubryńską 52-letnia Blanka B. i 55-letni Jan P., oboje z Warszawy. Zszokowanych i lekko pokaleczonych sprowadzono do schroniska przy Morskim Oku i przetransportowano do szpitala.

24 lipca podczas schodzenia z Kasprowego Wierchu na Halę Gąsienicową złamała nogę 39-letnia Elżbieta M. z Warszawy.

27 lipca na Ornaku skręciła nogę 21-letnia Elżbieta J.
27 lipca na Hali Strążyskiej stracił przytomność 15-letni Józef P. z Trąbek. Chłopiec cierpi na poważną wadę układu krążenia.
27 lipca w Dolinie Jaworzynki doznał kontuzji nogi 34-letni Andrzej J. z Warszawy.

28 lipca z Kotła Kościelcowego zniesiono zwłoki Marka Krzeszewskiego z Bytomia, który zaginął w Tatrach w maju.

6 sierpnia, podczas wspinaczki granią Kościelców odpadł 30-letni Zbigniew O. z Warszawy, doznając zmiażdżenia palca lewej ręki.
6 sierpnia spod Koziej Przełęczy spadł po śliskich skałach 60-letni Stanisław L. z Krakowa, doznając licznych obrażeń głowy. Przetransportowany został śmigłowcem do szpitala.

7 sierpnia podczas wspinaczki na Zadnim Kościelcu uderzony został kamieniem w rękę Bogusław C. Z Łodzi.
7 sierpnia zaginęła 36-letnia Maria Migała, pracownica jednego z zakopiańskich domów wczasowych. Kierownictwo DW sugerowało, iż jest możliwe, że poszła w góry, nie wykluczano też samobójstwa, ze względu na stan psychiczny zaginionej. Pomimo długotrwałych poszukiwań w różnych rejonach Tatr nie natrafiono na żaden ślad zaginionej.
Dopiero 3 września zbierający grzyby na stokach Krokwi górale, natrafili na zwłoki Marii Migały. Przypuszczalnie denatka popełniła samobójstwo, zażywając większą ilość środków nasennych.

10/11 sierpnia ratownicy dopomogli zejść z Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego dwóm młodym taternikom - 20-letniemu Markowi B. z Ząbkowic i 21-letniemu Marcinowi K. z Piławy. Silna burza, mgła oraz niewielkie doświadczenie taterników sprawiły, że pomoc GOPR była potrzebna.

17 sierpnia zasłabła w Dolinie Jaworzynki 17-letnia Teresa O. z Warszawy. Dziewczynę wyczerpał długi i forsowny marsz, bez odpowiedniej zaprawy.

18 sierpnia w Dolinie Pięciu Stawów złamała nogę 25-letnia Simone R. z Londynu.

21 sierpnia w pobliżu Iwaniackiej Przełęczy upadła na śliskiej ścieżce, łamiąc rękę, 49-letnia Marianna T. z Warszawy.

23 sierpnia doznała kontuzji kolana 46-letnia Ewa K. z Lublina. Wypadek nastąpił na szlaku wiodącym z Hali Gąsienicowej na Polanę Waksmundzką.

23/24 sierpnia, w fatalnych warunkach pogodowych, poszukiwano Dobrosławy i Konstantego M. z Krakowa, którzy nie powrócili ze wspinaczki granią Wołowego Grzbietu. Jak okazało się nazajutrz, taternicy zeszli do Popradzkiego Stawu, obawiając się wracać w tych warunkach eksponowanym szlakiem do Morskiego Oka.

27 sierpnia na wschodniej ścianie Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego odpadł z potężnym blokiem skalnym 23-letni taternik z Kowar, Henryk B. Taternik został ciężko ranny (m. in. doznał otwartego złamania podudzia). W stanie ciężkim zniesiony został spod ściany nad Czarny Staw, gdzie oczekiwał śmigłowiec.

30 sierpnia na przełęczy Liliowe złamał nogę 67-letni Stanisław B. z Warszawy, a w Dolinie Pięciu Stawów podobnemu wypadkowi uległa 24-letnia Maria W. z Poznania.


1 września poszukiwano w rejonie Hali Gąsienicowej 53-letniego Witolda M. z Warszawy, który poprzedniego dnia wyruszył na Orlą Perć. Jak się okazało turysta spędził noc w Żlebie Kulczyńskiego, gdzie zastały go ciemności. Nie posiadając światła, bał się schodzić eksponowanym i nieznanym terenem.
2 września pod Szpiglasową Przełęczą zasłabł uczestnik zbiorowej wycieczki 54-letni Tadeusz Królikowski z Krakowa. Przewodnik grupy posiadał radiotelefon i natychmiast powiadomił GOPR. Wypadek miał miejsce o godz. 11, a już o godz. 11.30 opodal miejsca wypadku wylądował śmigłowiec z ratownikami. Niestety, turysta zmarł w wyniku zawału mięśnia sercowego.

2 września na Ornaku skręcił nogę turysta z NRD, 22-letni Kurt E. z Lipska.

3 września nad Czarnym Stawem nad Morskim Okiem zasłabł 48-letni Zygmunt W. z Wrocławia. Turysta przewrócił się i poważnie zranił głowę. Przetransportowany został do szpitala śmigłowcem.
3 września ze stoków Krokwi zniesiono zwłoki Marii Migały, bezskutecznie poszukiwanej przez GOPR od 7 sierpnia.

5 września na szlaku wiodącym na Rysy, z tzw. grzędy, spadł ponosząc śmierć na miejscu 21-letni Tomasz Tacikowski z Warszawy.

7 września trzykrotnie transportowano śmigłowcem ze schronisk górskich chorych i rannych turystów.
7 września spod Upłazkowej Turni obsunęła się po kruchych skałach uczestniczka wyprawy grupy grotołazów z Częstochowy, 24-letnia Jolanta J. Z objawami złamania kości miednicy przetransportowano ranną do szpitala. Akcja była trudna; odbyła się w nocy, w niełatwym terenie, a stan rannej wymagał niezwykle ostrożnego transportu. Warto podkreślić lekkomyślne i niepoważne zachowanie się towarzyszy kontuzjowanej dziewczyny, którzy obawiając się... mandatu za wejście w ścisły rezerwat przyrody, rozpoczęli sami znoszenie ciężko rannej.

8 września na Rusinowej Polanie zasłabła 22-letnia Jolanta G. z Warszawy. Z objawami niewydolności krążenia i oddychania przetransportowano chorą do szpitala. Transport odbywał się w nocy.

12 września na Polanie pod Wołoszynem osłabła, na skutek wyczerpującego marszu 18-letnia Małgorzata C. z Warszawy.

14 września do schroniska w Pięciu Stawach dotarł taternik, 25-letni Janusz C. z Trzebiatowa. Jak się okazało, podczas schodzenia z Koziego Wierchu spadł kilka metrów i dotkliwie się potłukł. O własnych siłach doszedł do schroniska, jednakże po odpoczynku poczuł się znacznie gorzej. Ratownik dyżurny zdecydował wezwać śmigłowiec w celu przetransportowania kontuzjowanego do szpitala.
W tym samym dniu jeszcze dwukrotnie transportowano kontuzjowanych turystów, z Pięciu Stawów i z Hali Gąsienicowej.

25 września nad Czarnym Stawem złamała rękę 60-letnia Bronisława B. z Łodzi.

27 września w Tatrach Zachodnich poszukiwano 41-letniego Józefa R. z Poznania i 44-letniego Kazimierza N. z Puszczykowa, którzy poprzedniego dnia wybrali się na grań wokół Doliny Chochołowskiej. Wyczerpanych, przemarzniętych i głodnych turystów spotkano przy Jamnickim Stawie. Jak się okazało, turyści spędzili noc w fatalnych warunkach, gdyż przed zejściem do lasu odstraszał ich "ryk niedźwiedzi". Niewątpliwie turyści słyszeli ryczące jelenie, które w tym czasie miały okres godów. Turyści byli wyczerpani do tego stopnia, że przetransportowano ich z grani śmigłowcem.

29/30 września w Dolinie Kościeliskiej poszukiwano 20-letniej Urszuli B. i 21-letniego Jarosława K., którzy rzekomo wybrali się poprzedniego dnia na wycieczkę w tamten rejon. Alarm okazał się zbędny; młoda para spędziła noc bynajmniej nie w górach.

1 października na Nosalu poniósł śmierć 51-letni Edward Harfiniak z Zakopanego. Spadł on z turni podszczytowych.

2 października nad tamą pod Nosalem spadł kilka metrów uczestnik zbiorowej wycieczki 24-letni Józef W. z Nowej Huty. Turysta poranił się dotkliwie.

3 października pod Iwaniacką Przełęczą skręciła nogę 42-letnia Krystyna F. z Tych.

7 października w Dolinie Pięciu Stawów 22-letnia Lidia X. zwichnęła rękę w stawie łokciowym. Turystkę sprowadzono do Wodogrzmotów Mickiewicza, skąd do szpitala przewiózł ją samochód GOPR.
7/8 października z Pościeli Jasińskiego na Orlej Perci sprowadzono 20-letniego Tomasza L. z Buska Zdroju
21-letniego Tadeusza N. z Torunia, którzy - na skutek oblodzenia i nieznajomości terenu - utknęli w czasie zejścia. Ze względu na porywisty wiatr i silne oblodzenie nocna akcja ratunkowa należała do trudnych.

8 października zdarzył się podobny wypadek. Tym razem w zejściu z Koziej Przełęczy do Koziej Dolinki utknęli 27-letni Grzegorz P. z Kalisza i 23-letni Henryk G. z Ostrowa Wielkopolskiego.
8-9 października trwała akcja transportu zwłok 38-letniego Krzysztofa Krzeszowskiego z Krakowa, który spadł z wierzchołka Kościelca na stronę Czarnego Stawu. Turysta poniósł śmierć na miejscu.

19 października na Hali Kondratowej poważnie skaleczył siekierą nogę robotnik leśny, 50-letni Ignacy S. z Zakopanego.

20 października spod Zawratu spadła śniegu na północną stronę 23-letnia Grażyna T. ze Strzybnicy. Doznała licznych, poważnych obrażeń. W stanie ciężkim przetransportowano ranną do szpitala.

23 października schodzący z Rysów turyści zauważyli ciało mężczyzny, leżące u wylotu „rysy”. Jak się okazało był to turysta słowacki, 23-letni Ladislav Kontser z Preszowa. Niewątpliwie turysta spadł po zlodowaciałym śniegu ponad 120 metrów, ponosząc śmierć na miejscu. Przypuszcza się, że wypadek nastąpił podczas wykonywania zdjęć fotograficznych.

Znaczną ilość wypadków w październiku należy tłumaczyć piękną pogodą, która dopiero w jesieni nawiedziła Tatry. Niestety, zacienione północne stoki i żleby pozostały zaśnieżone i oblodzone. One właśnie stały się miejscem tragedii niedoświadczonych turystów.


Zima 1977/1978.

Zima w Tatrach minęła pod znakiem braku dostatecznej ilości śniegu, częstych wiatrów i ogromnego ruchu narciarskiego. Ratownicy Grupy Tatrzańskiej GOPR nie mogli narzekać na brak zajęcia. Udzielili pomocy w 977 wypadkach z czego 463 zakwalifikowano jako urazy ciężkie.
Są to dane niemal identyczne jak w latach ubiegłych, co wobec stale zwiększającego się ruchu narciarskiego - świadczy, iż działalność profilaktyczna prowadzona przez ratowników tatrzańskich daje pozytywne rezultaty.
Inaczej jednak kształtuje się wypadkowość narciarska w poszczególnych rejonach. Dobrze przygotowane trasy zjazdowe na Kasprowym wyraźnie zmniejszają liczbę wypadków.
Ubiegłej zimy zdecydowany prym w ilości kontuzji narciarskich wiodła Bukowina Tatrzańska
(119 wypadków!), gdzie działało 19 wyciągów narciarskich różnego typu.
Wyraźnie zwiększyła się liczba wypadków na Butorowym Wierchu (38), a także na Kotelnicy (39), gdzie oddano do użytku wyciąg narciarski, zupełnie nie troszcząc się o przygotowanie tras. Tam też zanotowano kilka bardzo poważnych kontuzji, i to nie tylko kończyn, lecz także - urazów wewnętrznych.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że pojęcie wypadku narciarskiego kojarzy się z... nogą w gipsie. Tymczasem coraz większe szybkości osiągane w czasie jazdy na nartach coraz częściej powodują zgoła "nietypowe" urazy. Wśród kilku urazów brzucha najcięższym - choć niewątpliwie ciekawym - był wypadek 30-letniego zawodnika, który na dużej szybkości uderzył w przeciwstok. W wyniku upadku doznał licznych, po-wikłanych złamań kończyn, złamania miednicy oraz ... przemieszczenia żołądka, który przebiwszy przeponę znalazł się w płucach nieszczęśnika. Wypadek ten, szeroko komentowany w świecie lekarskim, wydarzył się na Kotelnicy. Pacjent żyje i czuje się coraz lepiej.

A oto ciekawsze interwencje Grupy Tatrzańskiej GOPR:

10 grudnia z Buli pod Rysami sprowadzono 23-letniego Karola S. z Bielska-Białej, który - na skutek trudnych warunków śniegowych i ciemności - nie był w stanie zejść o własnych siłach. Przymusowy biwak mógł zakończyć się tragicznie.

10 grudnia w godzinach wieczornych do Gronika dotarł mocno poturbowany turysta, który spadł z oblodzonego stoku Małego Giewontu. Powiadomił on napotkanych wczasowiczów, że w górze pozostał starszy człowiek, który usiłuje wyjść na szczyt Giewontu. Ze względu na trudne warunki, a także - wiek turysty, obawia się, że może dojść do wypadku. Powiadomieni o sytuacji ratownicy wyruszyli w tamtym kierunku, za śladami turysty. Okazało się, że starszy pan szczęśliwie dotarł na szczyt, a następnie cało i zdrowo – zeszedł na Halę Kondratową.
10 grudnia spod Kościelca sprowadzono młodego taternika, Bogdana K. z Ozorkowa, który podczas wycieczki odmroził stopy.


l stycznia na Hali Gąsienicowej narciarze napotkali półprzytomnego turystę, w przemoczonej odzieży, skrajnie wyczerpanego. Jak się okazało, był to 23-letni Jacek B. z Warszawy, który wybrał się poprzedniego dnia przez Zawrat do Pięciu Stawów, by w gronie przyjaciół spędzić noc sylwestrową. Na skutek zadymki i ciężkich warunków śniegowych, wycofał się spod przełęczy. Schodząc na Halę Gąsienicową, zabłądził i - jak twierdzi - błądził przez całą noc i niemal cały Nowy Rok.
Ok. 18.30 napotkali go przypadkowi narciarze, którzy zawezwali GOPR. Turysta silnie odmroził nogi i dłonie.

29 stycznia na skutek osłabienia i wychłodzenia po przebytym biwaku nie był w stanie zejść o własnych siłach do schroniska Wojciech S. z Warszawy, który poprzedniego dnia wraz z partnerem przeszedł grań Miedzianego. Taternicy planowali przejście grani Morskiego Oka i założyli biwak w Dolince za Mnichem.
Po biwaku Wojciech S. czuł się bardzo źle, tak że jego towarzysz pospieszył po pomoc.

6 lutego podczas wspinaczki wschodnią ścianą Mnicha zgubili haki i karabinki dwaj taternicy ze Śląska – 24-letni Marek W. i 28-letni Janusz N. Uwięzieni w ścianie zaczęli wzywać pomocy. Dotarli do nich taternicy z Morskiego Oka, dostarczając im sprzęt, potrzebny do zjazdu. Pomoc GOPR ograniczyła się do oświetlenia ściany, co usprawniło wycofanie się z drogi.

11 lutego na skutek dużych trudności terenowych utknęli w płn. ścianie Cubryny dwaj taternicy z Poznania – 21-letni Szymon D. i 21-letni Marek Ł. Spieszący z pomocą ratownicy i taternicy dotarli w pobliże taterników i dopomogli im założyć zjazd. Wycofanie ze ściany ułatwiło oświetlenie terenu lampą szwajcarską "Mitralux".
12 lutego wczesnym rankiem niefortunni taternicy znaleźli się pod ścianą.

10 lutego ok. godz. 11 ze schroniska w Dolinie Pięciu Stawów wyszło dwoje turystów z zamiarem przejścia przez góry do Zakopanego. Byli to: 22-letnia Krystyna Fedorowicz z Radziejówka pod Warszawą i 23-letni Andrzej Pawełczak z Wiązownej koło Otwocka. Gdy turyści nie powrócili na noc do schroniska, przypuszczano, ze zanocowali w Zakopanem. Nazajutrz rano ich znajomi wyszli naprzeciw Doliną Roztoki, przekonani, że napotkają wracających turystów. Gdy jednak Fedorowicz i Pawełczak niewrócili, ok. godz. 14 wyszły w góry patrole poszukiwawcze, złożone z ratowników i taterników, penetrując rejon dolinki pod Kołem, Pustej, Niebieskiej Turni Świnicy.
Również od strony Hali Gąsienicowej przepatrzono rejon Zmarzłego Stawu i Dol. Koziej. Silny wiatr i zamieć wiały wszelkie ślady. Sytuacja stawała i alarmowa. W następnych dniach prowadzone były poszukiwania, zakrojone na wielką skalę. Poszukiwano metodami tradycyjnymi, ale także przy pomocy specjalnie tresowanych psów, penetrowano i teren z pokładu śmigłowca. O zagięciu powiadomiono WOP oraz słowacką Horską Służbę. Ratownicy HS wyruszyli poszukiwania w terenie przygranicznym.
Do chwili, gdy oddajemy do składu niniejszy materiał, nie odnaleziono zaginionych turystów.

12 lutego w Dol. Jaworzynki poszukiwano właściciela nart, które - oparte szałas - stały tam od kilku dni. Zachodziło przypuszczenie, że ich właściciel poszedł pieszo na przechadzkę i uległ wypadkowi. Nie natrafiono jednak na żaden ślad. Narty - do chwili obecnej - znajdują się w depozycie GOPR.

9 marca w rejonie Doliny Chochołowskiej poszukiwano 45-letniego Andrzeja K. z Warszawy, który nie powrócił z wycieczki na Rakoń Jak okazało się wieczorem, turysta spadł po oblodzonym zboczu Rakonia do Doliny Zuberskiej i choć nie odniósł żadnych obrażeń, nie mógł - bez raków - wydostać się z powrotem na grań W tej sytuacji zeszedł do słowackiego schroniska na Zwierówce.

17 marca w godzinach wieczornych jeden z taterników przebywających w schronisku przy Morskim Oku zgłosił ratownikowi dyżurnemu, że nie powrócił spod Kazalnicy 28-letni Leszek Skarżyński z Bydgoszczy, który udał się tam po plecak ze sprzętem, pozostawiony poprzedniego dnia. Dyżurny ratownik wraz z taternikami udali się nad Czarny Staw, gdzie - pod ścianą Kazalnicy – znaleźli nie ruszany plecak wraz ze sprzętem wspinaczkowym. Wobec fatalnej pogody panującej w tym dniu (wiatr, mgła, opad mokrego śniegu) nasunęło się przypuszczenie, że Skarżyński w ogóle nie poszedł w góry. Ratownicy GOPR w Zakopanem oraz znający Skarżyńskiego taternicy dowiadywali się wśród licznych znajomych Skarżyńskiego, czy nie wiedzą nic o jego losie. Nazajutrz w rejon Czarnego Stawu ponownie wyruszyła 10-osobowa grupa złożona z taterników i ratowników. Pomimo wielogodzinnej penetracji terenu nie zauważono żadnych śladów.
W tym samym dniu, w godzinach wieczornych taternicy bułgarscy przebywający w schronisku powiadomili GOPR, że mieszkający wraz z nimi w pokoju polscy taternicy wyszli poprzedniego dnia w góry i nie wrócili na noc. Pozostawili wszystkie rzeczy oraz dokumenty na nazwiska: Urszula Lubiarz i Jerzy Hańczur z Lublina. Ktoś przypomniał sobie, iż widział na stawie troje ludzi, jednakże mgła nie pozwoliła na ustalenie kierunku marszu. Ta informacja pozwoliła przypuszczać, że taternicy lubelscy wyszli razem ze Skarżyńskim, a zatem - zaginęły trzy osoby.
Urszula Lubiarz była żoną taternika, który przed dwoma laty, 13 marca, zabił się na północnej ścianie Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego. Przybyła do Morskiego Oka, zamierzając - jak wyznała znajomym - zapalić świeczkę tam, gdzie odnaleziono zwłoki jej męża. A zatem można przypuszczać, że taternicy zmienili zamiar i poszli na płn. ścianę Mięguszowieckiego Szczytu, pod Mały Kocioł. Tam też skierowano poszukiwania. Przez wiele dni mozolnie przeszukiwano zwały lawinisk, zalegające wyloty żlebów. Nie obeszło się bez wypadku. W dniu 20 marca spora lawina zagarnęła sześciu ratowników i psa. Poza drobnymi obrażeniami wszyscy wyszli z wypadku cało. Lawiny zresztą do późnej wiosny niemal bezustannie spadały w tamtym rejonie.
Podobnie jak w tragedii, opisanej pod datą 10 lutego br., tak i ta zagadka nie została dotychczas rozwiązana. Poszukiwania prowadzone są niemal codziennie, zaś hipotezy co do zaginięcia pięciu ludzi, są przeróżne.
Bez względu na wynik tej koszmarnej tajemnicy raz jeszcze potwierdzona została prawda, że nawet dziś, mimo rozwoju techniki i cywilizacji, są warunki w górach, wobec których człowiek jest bezradny.

24/25 marca z Żabiego Szczytu Niżniego sprowadzono pięciu taterników, których zaskoczyły trudne warunki śniegowe: 22-letnia Ewa S. z Dąbrowy Górniczej, 23-letni Andrzej J. oraz 26-letni Andrzej L., obaj z Częstochowy, zamiast planowanego spaceru turystycznego, zaczęli wspinaczkę tzw. filarem Sokołowskich na Żabi Szczyt Niżni, gdzie utknęli na skutek nie najlepszego przygotowania. Pozostali dwaj taternicy to 20-letni Janusz B. i 25-letni Lech S., z Częstochowy, którzy zaplanowali przejście grani Morskiego Oka. Po pierwszej nocy spędzonej na Żabiej Czubie zaczęli wycofywać się z grani. W zejściu napotkali ich ratownicy GOPR.
Powyższe przykłady były dowodem całkowitej beztroski i lekceważenia zasad bezpieczeństwa. Oba zespoły nie były wpisane do "Książki wyjść", zaś idący na grań - jak twierdzili naoczni świadkowie - poszli w góry prosto z autobusu, nie wstępując nawet do schroniska.

29 marca późnym wieczorem do schroniska na Ornaku dotarł pokaleczony turysta, powiadamiając, że jego kolega "nie może zejść" z Czerwonych Wierchów. Na skutek bardzo słabej znajomości topografii u turysty zaistniały duże trudności ze zlokalizowaniem miejsca wypadku. Jak okazało się potem, 20-letni Michał K. z Zabrza tkwił w urwiskach Zbójnickiego Żlebu, którym turyści usiłowali zejść z Hali Upłaz. Wypadek zakończył się stosunkowo szczęśliwie.

l kwietnia, podczas wspinaczki granią Apostołów na Żabim Szczycie Niżnim, 22-letni Andrzej G. z Krakowa obsunął się, doznając zwichnięcia stawu barkowego. Akcja ratunkowa prowadzona za pomocą śmigłowca trwała krótko i przebiegała bardzo sprawnie. Ratownicy oraz lekarz wyskoczyli z pokładu śmigłowca opodal miejsca wypadku. Po nastawieniu zwichniętego barku kontuzjowany poczuł się znacznie lepiej i z pomocą ratowników zeszedł do schroniska.

18 kwietnia w schronisku przy Morskim Oku zasłabł turysta, 55-letni Marian Klik z Chrzanowa. Pomimo natychmiastowej pomocy lekarskiej turysta zmarł w wyniku zawału mięśnia sercowego.

23 kwietnia w lesie na stokach Nosala natrafiono na zwłoki młodej kobiety. Nie odnaleziono żadnych dokumentów, które pozwoliłyby zidentyfikować zwłoki. Przypuszcza się samobójstwo.
23 kwietnia nad Czarnym Stawem nad Morskim Okiem zasłabł 57-letni Jan K z Warszawy. Chorego przetransportowano do szpitala z podejrzeniem zawału.

28 kwietnia z Hali Gąsienicowej przetransportowano do szpitala 8-letnią Anię K. z Krakowa z zapaleniem płuc.

Krystyna Sałyga-Dąbkowska

Data utworzenia: 28/10/2008 : 10:10
Ostatnie zmiany: 28/10/2008 : 10:10
Kategoria : Kroniki TOPR
Strona czytana 581 razy


podglšd wydruku podglšd wydruku     Wersja do druku Wersja do druku

Komentarze


Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!


Turystyka Taternictwo

Zamknij Historia Taternictwa

Ratownictwo historia

Zamknij Kroniki TOPR

Galerie
^ Góra ^