|
Kroniki TOPR - Kroniki 1978-1979
Rok 1978 był rokiem najbardziej pracowitym w historii ratownictwa tatrzańskiego. W polskich Tatrach poniosło śmierć 30 osób, a dwie osoby - pozostały nie odnalezione. 10 lutego 1978 r. ze schroniska w Dolinie Pięciu Stawów wyszło na spacer dwoje młodych ludzi: Krystyna Fedorowicz i Andrzej Pawełczak. Poszukiwania prowadzono do późnego lata, przy czym szukano nie tylko metodami tradycyjnymi, ale również przy pomocy specjalnie tresowanych psów, wielokrotnie penetrowano rejon ze śmigłowca, do akcji włączyła się słowacka górska służba. Nie natrafiono na żaden ślad zaginionych.
Jeśli do tego dodamy blisko 2500 wszelkich pomocy udzielonych przez ratowników Grupy Tatrzańskiej GOPR turystom, taternikom i narciarzom, blisko 500 poważnych kontuzji narciarskich, wreszcie 120 osób uratowanych, ale w wyniku wieloosobowych i często wielodniowych akcji - będziemy mieć obraz ubiegłego roku w Tatrach. Trudno omówić wszystkie interwencje ratownicze, zamieszczamy tylko te ważniejsze. Niech stanowią one przestrogę dla tych wszystkich, którzy beztrosko wyruszają w Tatry, lekceważąc zasady bezpieczeństwa. Lato 1978. 10 maja dwaj grotołazi: 24-letnl Krzysztof M. z Częstochowy i 23-letni Zdzisław L. z Bolesławia, wracając z Jaskini Litworowej, postanowili zjechać na siedzeniu po stromym płacie śniegu. W wyniku tej brawurowej jazdy jeden z nich złamał nogę w stawie skokowym, drugi zaś uderzył o skałę, tłukąc silnie kość ogonową. Obu kontuzjowanych ratownicy GOPR przetransportowali do szpitala. 27 maja spod Raczkowej Przełęczy obsunął się po śniegu 43-letni Włodzimierz D. z Radomia. Mimo kontuzji głowy, o własnych siłach dotarł do schroniska na Polanie Chochołowskiej. 3 czerwca na grani Roztockiej Czuby pracownicy TPN, sadzący tam kosodrzewinę, natrafili na szczątki odzieży oraz fragmenty ludzkich kości. Przypuszczając, ze jest to ślad zaginionych 10 lutego w rejonie Pięciu Stawów turystów, wszczęto tam intensywne poszukiwania. Podczas penetracji terenu, wśród gęstej kosodrzewiny, odnaleziono ludzki szkielet. Na podstawie oględzin przez rodziny zaginionych znalezionych części odzieży, stwierdzono z całą pewnością, iż nie należą one do Fedorowicz i Pawełczaka. Szczątki ludzkie nie zostały zidentyfikowane, wiadomo tylko, ze należały do młodego mężczyzny. 10 czerwca z Hali Gąsienicowej przetransportowano do szpitala dwie turystki. 19-letnia Irena O. ze Skawiny obsunęła się na śniegu podczas pokonywania Orlej Perci i dotkliwie zraniła głowę. 18-letnia Hanna D. z Biskupic podczas schodzenia z Zawratu została uderzona kamieniem. 17 marca 1978 r. zaginęło troje turystów, którzy wyszli ze schroniska przy Morskim Oku. Prowadzone poszukiwania nie przynosiły rezultatów. Dopiero 18 czerwca smutna zagadka zaginięcia została rozwiązana. Podczas kolejnych poszukiwań prowadzonych przez ratowników GOPR w rejonie Czarnego Stawu nad Morskim Okiem, w topniejącym lodzie jeziora, zauważono ludzki kształt. Były to zwłoki Jerzego Hańczura. Opodal tkwiły ciała Urszuli Lubiarz i Leszka Skarzyńsklego. Wszyscy troje porwani zostali lawiną mokrego, ciężkiego śniegu, która wbiła ich do niezamarzniętego jeszcze silnie stawu. Wypadek miał miejsce pod Kazalnicą Mięguszowiecką. Łącznie w 21 regularnych wyprawach poszukiwawczych wzięło udział 173 ratowników. 30 czerwca na ścieżce wiodącej znad Czarnego Stawu na Skrajny Granat, wskutek obsunięcia się po śniegu, poniosła śmierć 24-letnia Magda Bogdaszewska z Warszawy. Tuż przed wypadkiem, idącą do góry w towarzystwie dwóch mężczyzn turystkę ostrzegali schodzący góry taternicy o bardzo niebezpiecznych warunkach. Jednak turyści nie posłuchali życzliwej rady. 1 lipca podczas schodzenia z Przełęczy Bobrowieckiej złamała nogę 25-letnla Jadwiga W. z Warszawy. 2 lipca na ścieżce na Rysy uderzony stał kamieniem 40-letni Ryszard B. z Piotrkowa Trybunalskiego. Doznał złamania żeber i wielu zranień. 4 lipca z Polany Strążyskiej przetransportowano do szpitala 76-letnią Janinę z Katowic z poważną wadą serca. 5 lipca na ścieżce na Rysy zdarzyły aż dwa wypadki, w wyniku obsunięć po zlodowaciałym śniegu. 28-letni Wolfgang S. i 26-letnia Katerina S., oboje z NRD, doznali kontuzji kończyn. 5 lipca wyruszyła wyprawa ratunkowa w stronę Zadniego Mnicha, skąd nie powrócili dwaj taternicy krakowscy: Wojciech M. i Andrzej L. Alarm okazał się zbędny. Taternicy przeczekali burzę, co opóźniło ukończenie wspinaczki. Napotkano ich schodzących na progu Dolinki za Mnichem. 6 lipca podczas schodzenia z Rysów niósł śmierć 42-letni Leo Bischhotfberger z NRD. Turysta, bojąc się oblodzonych partii ścieżki, usiłował obejść je po skalach. Runął z progu Buli pod Rysami. 10 lipca poniżej łańcuchów w kopule szczytowej Giewontu natrafiono na ciało starszego mężczyzny. Jak się okazało, był to 81-letni Józef B. z Zakopanego, który zmarł - przypuszczalnie - na zawal serca. 10 lipca w rejonie Doliny Chochołowskiej poszukiwano małżeństwa z NRD: Eweliny i Eberhardta W., którzy nie powrócili z wycieczki na Starorobociański Wierch. Jak się okazało turyści zbłądzili we mgle i zeszli na stronę słowacką. 13 lipca nad Czarnym Stawem Gąsienicowym skręcił dotkliwie nogę w stawie skokowym 21-letni Arkadiusz K. 14 lipca na Wyżniej Polanie Chochołowskiej złamał nogę 18-letni Robert C. ze Szczecina. 15 lipca GOPR zaalarmowane zostało wiadomością, że w Jaskini Zimnej zdarzył się wypadek. Jeden z uczestników obozu szkoleniowego klubu grotołazów doznał kontuzji stawu barkowego i nogi. Podczas organizacji wyprawy alarm odwołano. Okazało się, że obrażenia grotołaza nie były zbyt groźne, bowiem z pomocą kolegów wyszedł sam z jaskini. 16 lipca na Zadnim Kościelcu odpadł podczas wspinaczki i złamał żebra 16-letni Jerzy N. z Katowic. 16 lipca po śniegu w Starym Zawracie obsunęła się 20-letnia Henryka K. z Żywca, kalecząc dotkliwie głowę. 17 lipca na stokach Kopy Kondrackiej zasłabł nagle 48-letni Stanisław Skrzypczak z Warszawy. Bardzo szybko, dzięki transportowi śmigłowcem, dotarł do niego lekarz. Niestety, mimo intensywnych zabiegów reanimacyjnych, turysta zmarł, prawdopodobnie w wyniku zawału mięśnia sercowego. 17 lipca podczas kolejnych poszukiwań turystów zaginionych w lutym w Dolinie Pięciu Stawów, pod Szpiglasowym Wierchem odnaleziono zwłoki mężczyzny, leżące tam od dłuższego czasu. Jak okazało się później, był to 25-letni Fryderyk Filek z Borka Szlacheckiego, który zginął w listopadzie 1977 r. Nie dowiemy się nigdy, w jaki sposób znalazł się w Tatrach, gdzie poniósł śmierć. 18 lipca turyści słowaccy powiadomili GOPR, że pod Szpiglasowym Wierchem, poniżej słupka granicznego od strony słowackiej, odnaleziono w kosodrzewinie damski sweter oraz chlebak. Przedmioty te przyniesiono do Centrali GOPR. Okazało się jednak, że nie należą one do poszukiwanych Fedorowicz i Pawełczaka. 24 lipca na ścieżce wiodącej na Rysy pośliznęła się i spadła po śniegu 56-letnia Lizelotte Szlike z NRD, doznając ciężkich obrażeń (m. in. wielokrotne przebicie płuc złamanymi żebrami). Podczas tej akcji po raz pierwszy zastosowano metodę wciągania rannej na pokład śmigłowca, stojącego w zawisie nad miejscem wypadku. Uniknięto w ten sposób przenoszenia ciężko rannej turystki na miejsce wygodnego lądowania. Pomimo wielu zabiegów szpitalnych oraz operacji nie udało się utrzymać turystki przy życiu. 26 lipca pod Świnicą obsunęła się po śniegu 22-letnia Jolanta N. z Krakowa, a pod Zawratem podobnemu wypadkowi uległa 38-letnia Ifa G. z NRD. Obie turystki z poważnymi obrażeniami głowy przetransportowano śmigłowcem do szpitala. 26 lipca, również śmigłowcem, przetransportowano do szpitala rannego taternika z Lublina, Zbigniewa Z., który uległ wypadkowi na Żabim Mnichu. 27 lipca w okolicy Łysej Polany poważnie skaleczył stopę siekierą drwal z Poronina, 17-letni Józef R. 28 lipca z objawami zawału serca przetransportowano do szpitala 43-letniego Jerzego K. z Bydgoszczy, który zasłabł pod Kopą Kondracką. 30 lipca podczas wycieczki Doliną Kościeliską spadł z mostku do potoku 9-letni Bartłomiej B. z Zakopanego. Chłopiec złamał nogę. 31 lipca podczas wspinaczki na Mięguszowieckim Szczycie nad Czarnym spadł, zawisając na linie, 21-letni Włodzimierz Ł. z Warszawy. Doznał kontuzji głowy, jednak z pomocą partnera wycofał się ze ściany i zeszedł do schroniska. Ze względu na podejrzenie wstrząsu mózgu zdecydowano przetransportować rannego do szpitala. 2 sierpnia powiadomiono GOPR, że w Dolince za Mnichem "leży nieprzytomny taternik". Alarm okazał się mocno przesadzony, niemniej lekarz dostarczony śmigłowcem stwierdził ostry atak kolki nerkowej i konieczność transportu do szpitala. 3 sierpnia w rejonie Giewontu poszukiwano 51-letniej Barbary J. z DW "Kolejarz", która oznajmiła, iż wyrusza na Giewont i nie powróciła wieczorem. Okazało się, że pani Barbara spędziła noc u znajomych, nie uważając za stosowne powiadomić o tym recepcji. 7 sierpnia w ciężkim stanie przetransportowano śmigłowcem do szpitala 18-letniego Tomasza R. ze Stęporkowa, który podczas wycieczki na Rysy uderzony został kamieniami, zrzuconymi z góry przez nierozważnych turystów. W wyniku uderzenia, a następnie - upadku, chłopak złamał prawą rękę, obojczyk oraz pokaleczył głowę. 10 sierpnia z grani Kozich Czub, być może na skutek poślizgnięcia lub utraty równowagi, spadł na stronę Dolinki Pustej 51-letni Stanisław Beutel z Wrocławia. Turysta poniósł śmierć na miejscu. 10 sierpnia podczas wycieczki na Gęsią Szyję skręcił silnie nogę 16-letni Adam S. ze Szczecina. Jego ojciec pośpieszył powiadomić GOPR. Ratownicy śpieszący z pomocą, nie spotkali jednak w określonym miejscu kontuzjowanego i wszczęli poszukiwania. Okazało się, że niecierpliwy Adam S. z pomocą przygodnych turystów, zeszedł na Halę Gąsienicową. 13 sierpnia z Przełęczy Dziurawe przetransportowano śmigłowcem do szpitala 58-letniego Helmuta F. z NRD, który zasłabł podczas wycieczki. W szpitalu stwierdzono rozległy zawał. Żaden inny środek transportu nie dawał szans na utrzymanie przy życiu ciężko chorego człowieka. 14 sierpnia podczas przechodzenia śniegu zalegającego na Orlej Perci żleb spadający ze Zmarzłej Przełęczy Wyżniej, pośliznął się i spadł 62-letni Tadeusz Tomaszewski z Warszawy, ponosząc śmierć. 15 sierpnia na Wyżniej Polanie Małołąckiej złamał nogę 30-letni Antoni P. z Warszawy. 16 sierpnia - niemal równocześnie - wzywano GOPR do trzech wypadków w różnych rejonach Tatr. I tak: na Rusinowej Polanie zasłabła 21-letnia Alicja z Namysłowa, w Dolince Koziej, pod filarem Leporowskiego złamał nogę taternik 22-letni Ryszard P. z Bielska-Białej, a na Kazalnicy odpadł i zwichnął staw barkowy 20-letni Piotr M. z Bydgoszczy. Dzięki śmigłowcowi wszystkie ofiary obsłużono w l godzinie 20 minutach. Przy wszystkich był lekarz, który chorej turystce zaaplikował środki uspokajające, a taternikowi z Kazalnicy nastawił zwichnięty bark. 17 sierpnia pod kopułą szczytową Świnicy zmarł nagle 51-letni Alfons Różewicz z Bydgoszczy. Jak stwierdziły towarzyszące mu osoby, Różewicz cierpiał na potężne schorzenia układu krążenia. Wyruszanie w takim stanie zdrowia na forsowną wycieczkę należy uznać za dużą lekkomyślność. 25 sierpnia na wschodniej ścianie Mnicha odpadł - idący jako pierwszy na linie - 23-letni Czesław Kobus z Gliwic lot nie był długi, jednak podczas spadania Kobus całym impetem uderzył plecami o skały, doznając złamania kręgosłupa. Gdy dotarła doń pomoc, Kobus już nie żył. 25 sierpnia na wschodniej ścianie Kościelca już w kopule szczytowej, obsunął się i złamał nogę 23-letni Janusz Z. z Torunia. Rannego udało się wyholować na wierzchołek, skąd wciągnięty został w specjalnych szelkach na pokład śmigłowca, który zawisł nad szczytem Kościelca. Świadkowie tego manewru twierdzą, że był to widok niezwykły. 30 sierpnia podczas wspinaczki wschodnią ścianą Kazalnicy, na skrajnie trudnej drodze Kiełkowskiego, odpadł, zawisając na linie, 23-letni Andrzej Lewicki Tarnowa. Jego partner, Krzysztof S. z Krakowa, utrzymał lot. Podczas spadania Lewicki poranił sobie brzuch, jednak czuł się względnie dobrze, a nawet dotarł po linie do towarzysza, który udzielił mu pierwszej, prowizorycznej pomocy. Wypadek zdarzył się w późnych godzinach wieczornych. Na skutek fatalnej gody (śnieżyca, wichura, mgła) dopiero nazajutrz rano ratownicy dotarli na Kazalnicę, gdzie założyli stanowisko do zjazdu w szelkach Grammingera. Po nocy spędzonej w ciężkich warunkach pogodowych stan rannego zaczął się gwałtownie pogarszać. Zmarł podczas transportu na plecach ratownika, kilkadziesiąt metrów nad piargami, gdzie oczekiwał na niego lekarz. Przypuszcza się, że przyczyną katastrofy był - pozornie niezauważalny - uraz czaszki, a nie - rana brzucha, świadczyło o tym zachowanie się rannego i gwałtownie pogarszający się stan jego zdrowia. 31 sierpnia, pomimo wyjątkowo złej pogody, na wycieczkę Orlą Percią wybrała się trójka młodych turystów ze Śląska. Podczas przechodzenia żlebu spadającego do Pańszczyzny z Buczynowych Czub, 19-letnia Barbara Soblik pośliznęła się na śniegu i spadła kilka metrów, zatrzymując się na półce skalnej. Jej towarzysze nie byli w stanie udzielić dziewczynie pomocy, przekazali jej tylko, by cierpliwie oczekiwała na pomoc, sami zaś udali się po nią. Schodzenie do schroniska w Pięciu Stawach trwało długo, nie znający terenu młodzi turyści błądzili w śnieżycy i mgle. Niestety, podczas akcji, w linii spadku żlebu odnaleziono zwłoki nieszczęsnej turystki. Prawdopodobnie Barbara Soblik, po długich godzinach oczekiwania na pomoc, usiłowała wydostać się z opresji, co spowodowało następny upadek, tym razem tragicznie zakończony. 12 września na północnej ścianie Mnicha, wskutek odpadnięcia podczas wspinaczki, doznał skomplikowanego złamania nogi 23-letni Marek Z. z Gdyni. Ze względu na zimno i śnieg akcja ratunkowa przeciągnęła się do rana dnia następnego i należała do ciężkich. 17/18 września czterech młodych, mało doświadczonych wspinaczy pokonywało niezbyt trudną drogę Abgarowicza na wschodniej ścianie Granatów. Ze względu na kruszyznę terenu, usiłowali wycofać się w kierunku Skrajnego Granatu. Tam utknęli na zupełnie łatwym, choć przepaścistym zachodzie i wezwali pomoc. Jak twierdzili, przyczyną wezwania GOPR była odnowiona kontuzja kolana 22-letniego Andrzeja N. ze Szczawnicy. Wydaje się jednak, że owa kontuzja była tylko pretekstem do wyprowadzenia młodych taterników z eksponowanego terenu, bowiem po zniesieniu na noszach Andrzeja N. nad Czarny Staw, postanowił on iść dalej o własnych siłach i odmówił porady szpitalnej. 19 września podczas schodzenia z Zawratu, przy ostatnich klamrach, uderzony został odłamkami skał, co spowodowało spadek ze znacznej wysokości - 40-letni Karel Z. z Pragi. Dzięki przytomności umysłu (spadając osłaniał głowę) wyszedł z wypadku z życiem, jednak doznał wielu poważnych kontuzji. Przetransportowany został śmigłowcem do szpitala. 20 września po całonocnych poszukiwaniach ratownicy odnaleźli 49-letniego Aleksandra S. z Warszawy, który poprzedniego dnia wybrał się na grań wokół Doliny Chochołowskiej i przez noc błądził we mgle w okolicach Siwej Przełęczy. 26 września pod Giewontem zasłabł 48-letni Józef B. z Płocka. Podejrzewając atak serca, przetransportowano go pospiesznie do szpitala. 12 października w rejonie Hali Gąsienicowej poszukiwano 24-letniego Feliksa D., który - kompletnie pijany - wyruszył z Kasprowego do "Murowańca", gdzie nie doszedł. Jak się okazało nazajutrz, ukryty w kosodrzewinie "turysta" słyszał nawoływania ratowników, jednak - jak twierdził po otrzeźwieniu - bał się konsekwencji swego czynu. 12 października dwóch młodych uczniów Technikum Kolejowego z Krakowa wybrało się z Doliny Białego na Giewont. Klucząc po stoku północnej ściany dotarli pod żleb ze Szczerby. Przeszli obok tablicy z napisem "GOPR ostrzega, dalsze przejście grozi śmiercią" i wspinali się dalej coraz bardziej stromiejącym żlebem. Pod płytami napotkali drugą tablicę, z takim samym ostrzeżeniem. Jeden z chłopców zdecydował się zawrócić, drugi poszedł jednak wyżej. Rezultat wyjątkowej lekkomyślności był tragiczny. 20-letni Mieczysław Zimny z Olkusza spadł spod płyt, ponosząc śmierć. 15 października wspinający się żlebem Staniszewskiego na Granaty taternicy natrafili na szczątki ludzkie w szczelinie brzeżnej, leżące od dłuższego czasu. Jak się okazało, były to zwłoki 37-letniego Jana Baczyńskiego z Warszawy, który w listopadzie 1977 r. wyjechał do Zakopanego i wszelki ślad po nim zaginął. 22 października, pomimo mgły i zadymki śnieżnej, wybrał się na Świnkę 22-letni Andrzej S. z Warszawy. Przypadkowo napotkali go na Świnickiej Przełęczy turyści, namawiając do powrotu ze względu na późną godzinę i fatalne warunki. Turysta jednak poszedł dalej, oświadczając, że zamierza przez Zawrat powrócić do "Murowańca". Wieczorem jednak nie wrócił. W rejon Świnicy wyruszyli ratownicy GOPR oraz instruktorzy taternictwa, przebywający na Hali Gąsienicowej. Turystę odnaleziono o godzinie 2 w nocy, poniżej szczytu Świnicy, zmarzniętego, osłabionego i najzupełniej bezradnego. Gdyby nie przygodne spotkanie z turystami, którzy powiadomili GOPR, nikt nie szukałby Andrzeja S. 25 października na stokach Kopy Kondrackiej turyści natknęli się na leżącego młodego człowieka, nie dającego oznak życia. Ciało przysypane było padającym w nocy śniegiem. Jak się okazało, był to pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego, 23-letni Adam Kulus z Puszczykowa. Przyczyną zgonu była niedomoga serca. 8 listopada spod Zawratu obsunął się po lodzie 22-letni Czesław K. z Katowic, doznając złamania żeber i licznych okaleczeń. 10 listopada ratownicy wezwani zostali pod Szpiglasową Przełęcz, gdzie zasłabł 46-letni Jan L. z Zakopanego. Ze względu na podejrzenie zawału, pośpiech był wyjątkowy. Akcją kierował doświadczony instruktor ratownictwa - Eugeniusz Strzeboński. Po dojeździe do Morskiego Oka, Strzeboński wysłał do góry grupę ratowników, a sam pozostał chwilę w schronisku, by zasięgnąć dokładnej informacji od turystów - świadków wypadku. Po kilkunastu minutach ruszył do góry - skrótem przez Halę pod Mnichem. Stamtąd porozumiał się przez radio z wyprawą. Ratownicy poinformowali, że dotarli już do chorego i rozpoczynają transport w dół. Chory przebył niedawno zawał, stąd konieczność zawezwania karetki reanimacyjnej Pogotowia Miejskiego, gdyby stan jego się pogorszył. W tej sytuacji Strzeboński oznajmił, że schodzi do schroniska, gdzie będzie oczekiwać na przyjazd karetki. Gdy ratownicy z chorym dotarli do Morskiego Oka, ze zdziwieniem stwierdzili, iż Strzeboński jeszcze nie doszedł. Po przekazaniu Jana L. lekarzowi Pogotowia Miejskiego, ratownicy zdecydowali ponownie wyruszyć w góry. bowiem próby nawiązania łączności radiowej, jak również wystrzały z rakietnicy nie odnosiły skutku. Na Hali pod Mnichem, opodal dawnego szałasu, natrafili na zwłoki kierownika wyprawy. Śmierć musiała nastąpić nagle, świadczył o tym włączony radiotelefon oraz pozycja, w jakiej znaleziono zmarłego. Lekarz wyprawy stwierdził zgon, prawdopodobnie w wyniku zawału mięśnia sercowego. 11 listopada po oblodzonym zboczu spod Dziurawej Przełęczy spadła 20-letnia Małgorzata K. z Gliwic. Turystka zwichnęła nogę, złamała rękę oraz pokaleczyła dotkliwie głowę. 17 listopada ze schroniska na Polanie Chochołowskiej przetransportowano do szpitala z silnym wstrząsem mózgu 21-letniego Sławomira B. z Lublina. Turysta gimnastykował się na poręczy ... łóżka i spadł doznając urazu głowy. 22 listopada na Rusinowej Polanie złamał kość udową drwal z Gronia, 36-letni Józef R. 26 listopada pod Zadnim Granatem upadł na zalodzonej ścieżce 26-letni Maciej K. z Zakopanego i złamał rękę. Niemal Identyczny wypadek zdarzył się 27 listopada, na Dubrawiskach. W podobnych okolicznościach złamała rękę 38-letnia Halina P. z Warszawy. 29 listopada zachorował nagle 23-letni Krystian W. z Katowic, przebywający w schronisku na Ornaku. Z objawami zapaści przetransportowano chorego do szpitala. Zima 1978/1979. 7 grudnia do schroniska w Pięciu Stawach dotarł 20-letni Wienfred J. z Warszawy z silnie odmrożonymi stopami. Turystę przetransportowano do szpitala śmigłowcem, zawezwanym z Krakowa. 9 grudnia dwóch młodych turystów wybrało się na Czerwone Wierchy z Ornaku, przez Halę Tomanową. Podczas schodzenia z Ciemniaka, gdy trawersowali śnieżne pole nad Małą Świstówką, ruszyła lawina śnieżna, porywając 22-letniego Piotra Widczaka z Katowic. Turysta zaczął spadać żlebem, podciętym stromymi progami, ginąc z oczu przerażonego towarzysza, który pośpieszył powiadomić GOPR. Akcja ratunkowa przeciągnęła się do późnych godzin nocnych. Ciało Widczaka odnaleziono w czole lawiniska, na dnie Małej Świstówki. Poniósł on śmierć na miejscu w wyniku spadku z 600-metrowej wysokości. 10 grudnia ratownicy ponownie zaalarmowani zostali wiadomością, że spod Owczej Przełęczy w kierunku Czarnego Stawu lawina porwała troje taterników. Mimo bardzo szybkiej pomocy udzielonej zez turystów, znajdujących się w chwili wypadku nad Czarnym Stawem, nie udało się uratować 30-letniej Zofii i 34-letniego Czesława Bajserowiczów z Zielonej Góry, którzy ponieśli śmierć w wyniku spadania stromym żlebem. Trzeci uczestnik niefortunnej wyprawy, 25-letni Grzegorz D. z Aleksandrowa doznał wielu obrażeń, jednak z wypadku wyszedł z życiem. Bajserowiczowie byli doświadczonymi taternikami, w dniu wypadku ostrzegali innych o groźbie lawin śnieżnych w górach. Popełnili jednak podstawowy błąd ryzykując zejście wybitnie lawiniastym żlebem. 23 grudnia w rejonie dolin Strążyskiej i Białego poszukiwano 18-letniego Józefa B., który miał udać się w góry celach samobójczych. Alarm okazał się mylny, B. wyjechał z Zakopanego. 24 grudnia przetransportowano z Hali Gąsienicowej do szpitala narciarza, 16-letniego Piotra Z. z Krakowa, który jadąc z dużą szybkością, uderzył głową w stalową podporę wyciągu. Narciarza uratowano. 26 grudnia, niemal w tym samym miejscu, gdzie zabił się 9 grudnia Piotr Widczak, lawina porwała dwoje turystów, spychając ich w stronę Małej Świstówki. Dzięki większej ilości śniegu, Zbigniew B. z Warszawy zdołał zatrzymać się tuż nad 50-metrowym progiem. 47-letnia Elizabeth K. z Anglii spadła znacznie niżej, ponosząc liczne obrażenia. Ranną zaopiekowali się - będący przypadkowo w okolicy wypadku - grotołazi, członkowie AKS z Częstochowy, którzy też powiadomili GOPR. Ranną turystkę przewieziono do szpitala. 29 grudnia w rejonie Butorowego Wierchu i Gubałówki poszukiwano 29-letniego Stefana F. z Obornika Wielkopolskiego, który nie powrócił na noc do miejsca czasowego pobytu. Alarm okazał się zbędny. Turysta powrócił nazajutrz, nie zdradzając miejsca, gdzie spędził noc. 30 grudnia w rejonie Polany Chochołowskiej poszukiwano psychicznie chorej 31-letniej Krystyny S. z Sosnowca, która wyszła ze schroniska w celach samobójczych. Zziębniętą i półprzytomną odnalazł pies lawinowy. Burek. Niedoszłą samobójczynię odratowano. 5 stycznia ratownicy udali się w rejon Dziurawej Przełęczy, gdzie - według otrzymanego meldunku - zdmuchnięty huraganową wichurą został taternik, 20-letni Janusz Baczak z Bielska-Białej. Według relacji jego towarzysza, Baczak spadł na stronę słowacką, do Doliny Jamnickiej. Gęsta mgła utrudniła jakiekolwiek rozeznanie sytuacji. Wichura, mgła i 27-stopniowy mróz towarzyszyły poszukiwaniom. Do akcji włączyli się również ratownicy ze słowackiej Horskiej Służby. Dopiero następnego dnia odnaleziono zwłoki Baczaka, który zmarł z zimna i odniesionych ran. Taternicy pokonywali grań Tatr Zachodnich. Zdecydowali się na marszrutę mimo wichury, mrozu, oblodzenia i groźby lawin. Szli bez raków. Wypadek nastąpił na Dziurawej Przełęczy. 24 stycznia ze schroniska na Hali Ornak przetransportowano do szpitala rodzącą kobietę - 24-letnią Krystynę M. z Ratajów. Matka i dziecko czują się dobrze. 27 stycznia na wschodnią ścianę Mnicha wybrali się: 18-letni Wojciech A. z Jeleniej Góry i 21-letni Krzysztof Wiśniewski z Poznania, obaj niezbyt wprawni we wspinaczce zimowej. Dolne partie drogi Stanisławskiego pokonywali bardzo wolno; dopiero o godz. 14 osiągnęli półki, przecinające w poprzek wschodnią ścianę Mnicha. Pogoda zaczęła się załamywać, taternicy nie znając wyjścia z półek (w skali trudnej!), a obawiając się zjazdów, zdecydowali się na biwak. W nocy rozszalała się wichura, zaczął padać deszcz ze śniegiem, temperatura podniosła się gwałtownie o kilkanaście stopni. Żlebami zaczęły obsuwać się lawiny ciężkiego śniegu. Nad ranem taternicy czuli się bardzo wyczerpani. W dodatku, silnie zaziębiony Wiśniewski, bardzo lekko ubrany, nie był w stanie działać o własnych siłach. Wojciech A. próbował znaleźć wyjście z półek, lecz łącząca taterników lina zaczepiła się o występ skalny. W tej sytuacji Wojciech A. postanowił czekać na pomoc. Nie wolał o ratunek, gdyż - jak wyznał później ratownikom - zdawało mu się, że słyszy głosy, a nawet - widzi ratowników zjeżdżających do niego z góry. Musiał być półprzytomny. W tej sytuacji zastali ich ratownicy, którzy - po całonocnych poszukiwaniach, 28 stycznia w godzinach przedpołudniowych dotarli na półki. Wojciech A. napojony gorącą herbatą i przebrany w suchą odzież, mógł ruszać się z pomocą ratowników. Wiśniewski, znajdujący się 25 m dalej, przysypany padającym śniegiem, dawał tylko nikłe oznaki życia. Pomimo ogrzewania wielogodzinnych zabiegów reanimacyjnych nie udało się uratować taternika, który zmarł z wychłodzenia i wyczerpania. Była to jedna z cięższych akcji ratowników tatrzańskich: mgła, wichura, mokry galaretowaty śnieg utrudniały jakiekolwiek poczynania. Ogromnie dopomogli w akcji przebywający w schronisku taternicy, na czele z Eugeniuszem Chrobakiem, aktywnie uczestniczący w najtrudniejszych fragmentach akcji. 27/28 stycznia na Świnicy poszukiwano dwóch alpinistów z NRD - Petera S. Klausa K. z Berlina, nie powrócili ze wspinaczki filarem Świnicy. Po nawiązaniu kontaktu z alpinistami okazało się, biwakują i są bezpieczni. W drodze powrotnej do schroniska ratownicy zasypani zostali lawiną śnieżną, szczęściem niezbyt dużą. Sami wydobyli się ze zwałów śniegu, nie ponosząc żadnych obrażeń. 4 lutego na ścieżce pod Reglami poważnie złamała nogę mieszkanka Zakopanego, 54-letnia Michalina Z. 7 lutego nie powrócili z wycieczki na Czerwone Wierchy czterej grotołazi z Klubu "Górnik" w Katowicach. Wyruszyły patrole poszukiwawcze. Jak się okazało, grotołazi biwakowali na stokach Doliny Cichej i w godzinach rannych szczęśliwie dotarli na Kasprowy Wierch. 7 lutego w godzinach wieczornych na Kasprowy Wierch dotarła grupa harcerek z Warszawy. Dziewczęta były bardzo zmarznięte i zmęczone. Oznajmiły, że otrzymały zadanie od komendy obozu wyjścia na Kasprowy Wierch i zejścia powrotem przez Halę Gąsienicową. Widząc, w jakim stanie znajdują się harcerki, ratownicy zdecydowali się zwieźć kolejką do Kuźnic, a następnie - samochodem GOPR - do Bustryku, gdzie przebywały na zimowisku. Jak się okazało na miejscu, nikt z kierownictwa obozu nie interesował się losem dziewcząt, bowiem zamieszkiwało ono w Zakopanem. Opieka nad obozem ograniczała się do wydawania "zadań", jak widać z powyższego - często nie przemyślanych. Gdyby nie dobra widoczność w dniu 7 lutego, bezpieczny śnieg, wreszcie szybka pomoc udzielona harcerkom, wykonanie "zadania" mogło zakończyć się znacznie gorzej. 12 lutego w rejonie Kasprowego Wierchu poszukiwano narciarza z Zakopanego, który - mimo mgły i halnego wiatru, a także solidnego nadużycia alkoholu - wyruszył na nartach do Kuźnic, dokąd nie dojechał. Jak się okazało, narciarz błądził po stokach Beskidu, gdzie napotkali go przypadkowo taternicy schodzący ze Świnicy. Podczas poszukiwań, lawina śnieżna porwała jednego z ratowników, Macieja R., którego zniosła do Cichej. Doznał on złamania żeber, ponadto stracił w śniegu nartę i kijki. 17 lutego w rejon Czerwonych Wierchów wyruszyły patrole poszukiwawcze, zaalarmowane wiadomością, że samotny turysta, 39-letni Henryk Z. z Lublina, nie powrócił z wycieczki w tamten rejon. Ratownicy idący z Kondratowej w stronę Kopy Kondrackiej odnaleźli poszukiwanego. Spędził on noc na stokach Suchego Kondrackiego, przekonany, że znajduje się na Słowacji. 21/22 lutego w rejonie Rysów i Żabiego Konia poszukiwano dwóch taterników niemieckich, którzy nie powrócili na noc do Morskiego Oka. 44-letniego Klausa N. i 40-letniegp Kolta S. z NRD napotkano schodzących z Rysów, gdzie spędzili noc na nieprzygotowanym biwaku. 18 marca podczas zjazdu na nartach z Ciemniaka złamał nogę 25-letni Tadeusz K. z Krakowa. Wypadek zdarzył się pod Chudą Turnią. Bardzo szybka akcja ratunkowa odbyła się z udziałem śmigłowca. 19 marca późnym wieczorem ratownicy sprowadzili ze Skupniowego Upłazu 30-letniego Bogusława G. z Warszawy, który na skutek wyjątkowego oblodzenia bał się schodzić niełatwym w tych warunkach szlakiem. 22 marca późnym wieczorem kierownik schroniska w Roztoce powiadomił GOPR, że nie powróciła na noc do schroniska 35-letnia Ewa D. z Gdyni, która wraz z 8-letnim synem przebywała w Roztoce na wczasach. Turystka wybrała się rano do Zakopanego, skąd zamierzała wracać przez Psią Trawkę do Roztoki. Zorganizowano poszukiwania, które przeciągnęły się aż do dnia następnego, kiedy to okazało się, że lekkomyślna Ewa D. wybrała się na wycieczkę do Czechosłowacji, nie powiadamiając o tym nikogo. 3 kwietnia podczas zjazdu na nartach ze Szpiglasowej Przełęczy do Doliny Pięciu Stawów wpadła w kamienie 33-letnia Elżbieta S. z Gliwic. Narciarka pokaleczyła głowę, szczęśliwie niezbyt groźnie. Po zabiegu zszycia ran, turystka wróciła do schroniska. 17 kwietnia w Dolinie Pięciu Stawów złamała nogę 24-letnia Monika S. z Warszawy. Ze względu na skomplikowany uraz, zawezwano śmigłowiec. Podczas manewru lądowania, z niewiadomych przyczyn maszyna przechyliła się gwałtownie na bok i runęła na - szczęśliwie miękki - śnieg. Trzy osoby znajdujące się na pokładzie, pilot oraz dwóch ratowników, nie odniosły żadnych obrażeń. Jak się okazało podczas oględzin specjalnie wezwanej komisji, przyczyną awarii była wada techniczna. Biedna Monika S. musiała być transportowana do szpitala tradycyjną metodą. 18 kwietnia poszukiwano w okolicy Ptasiej Studni grupy grotołazów, którzy mieli dostarczyć żywność wyprawie działającej w jaskini i natychmiast wracać do Kir. Alarm okazał się zbędny. Jak się okazało nazajutrz, niezbyt dobrze znający teren grotołazi bali się schodzić we mgle i przenocowali w jaskini. 19 kwietnia z Polany Jamy sprowadzono do schroniska na Chochołowskiej małżonków 23-letnią Jadwigę i 27-letniego Andrzeja G. z Warszawy, którzy zmęczeni wycieczką, nie byli w stanie o własnych siłach dotrzeć do miejsca pobytu. Turyści nie byli przygotowani do wycieczek w górach, pani Jadwiga jest inwalidką, zaś jej mąż przebył niedawno ciężką operację. 22 kwietnia w rejonie Kopieńca i Dubrawisk prowadzono poszukiwania na skutek meldunku o rzekomym wzywaniu pomocy. Alarm okazał się fałszywy. Mimo skrupulatnych poszukiwań nikogo nie odnaleziono. 24 kwietnia w godzinach rannych do Stacji Centralnej GOPR wpłynął meldunek, że dotychczas nie powrócili do Krakowa młodzi taternicy: 21-letni Krzysztof Chrostek i 21-letni Marek Żurek, którzy poprzedniego dnia wcześnie rano wyjechali z Krakowa samochodem "Trabant", z zamiarem wejścia na Cubrynę. Alarmowała matka jednego z taterników; obaj w dniu 24 powinni być w pracy. Po sprawdzaniu, że czerwony "Trabant" z krakowską rejestracją stoi na parkingu na Włosienicy, rozpoczęto poszukiwania. Penetrację utrudniał padający śnieg, zasypując wszelkie ślady. W dniu 25 kwietnia w Dolinie Piarżystej odnaleziono zwłoki poszukiwanych taterników, którzy - prawdopodobnie - spadli podczas schodzenia z wierzchołka Cubryny na Cubryńską Przełączkę, ponosząc śmierć na miejscu. 29 kwietnia pracownica schroniska na Kondratowej zauważyła na ławce przed schroniskiem dowód osobisty, zegarek oraz zaklejoną kopertę z napisem „Otworzyć po mojej śmierci”. Jak się okazało 25-letni M. S. z Wybrzeża postanowił popełnić samobójstwo. Ratownicy wyruszyli za śladami wyraźnie widniejącymi w śniegu, prowadzącymi aż na szczyt Giewontu. Zamysł pozbawienia się życia został tym razem udaremniony. Pana M. S. sprowadzono całego i zdrowego, przekazując pod opiekę lekarza. Krystyna Sałyga-Dąbkowska Tragedia w Dolinie Młynickiej. Dzień 25 czerwca 1979 r. przejdzie do historii ratownictwa tatrzańskiego jako jeden z najbardziej tragicznych. W dniu tym podczas lotu po ranną turystkę, która w trakcie przejścia Bystrego Przechodu pośliznęła się na śniegu i poraniła, uległ katastrofie śmigłowiec typu MI-8 wiozący na pokładzie 6-osobową ekipę ratowników Horskiej Służby TANAP. Wypadek zdarzył się ok. godziny 15,35 w rejonie południowych stoków Szczyrbskiego Szczytu opodal Capiego Stawu. Meldunki, które dotarły po wypadku do Naczelnictwa HS, informowały, że w momencie katastrofy dał się w tej części doliny słyszeć silny wybuch, widać było także płomienie i dym. Śmierć poniosło 7 osób: mjr Vladimir Baćak - pierwszy pilot śmigłowca (49 lat), mjr Vaclav Dvorak - mechanik pokładowy (42 lata) oraz ratownicy HS: Bernard Jamnicki (36 lat), Pavol Huska (35 lat), Martin Hudak (33 lata). Stefan Estoćko (25 lat) Milan Krissak (35 lat), jeden z najwybitniejszych alpinistów słowackich, uczestnik wypraw w Himalaje, zdobywca Makalu (zmarł 2 lipca 1979 r. w szpitalu w Popradzie). Drugi pilot śmigłowca - Svatopluk Niśs oraz ratownik HS - Ladislav Janiga zostali ciężko ranni i poparzeni. Turystka, której ratownicy spieszyli z pomocą, była obywatelką NRD. Zeszła ona w końcu o własnych siłach przy pomocy swoich partnerów na dół, gdzie ją opatrzono. Na pytanie, dlaczego w takim razie żądała pomocy HS odpowiedziała, że w CSSR ma opłacone wszelkie świadczenia, przeto ma prawo żądać pomocy służby ratowniczej. Na marginesie tego wypadku i na podstawie obserwacji należy stwierdzić, że poruszający się po polskiej i słowackiej stronie Tatr turyści niemieccy, zwłaszcza z NRD, w ogromnej większości nieprzygotowani są do uprawiania turystyki w wysokich górach. Są to przeważnie wczasowicze, którzy nie posiadając odpowiedniego doświadczenia górskiego i nie dysponując właściwym ekwipunkiem (krótkie spodnie, sandały i półbuty należą do reguły) wyruszają nieraz na najtrudniejsze szlaki turystyczne. Data utworzenia: 28/10/2008 : 11:32 Komentarze
|
| ||||||||
Historia Taternictwa
Góra