Kroniki TOPR - Kroniki 1979-1980

Kronika ratownicza Grupy Tatrzańskiej GOPR. Lato 1979

5/6 maja poszukiwano taterników z Bielska Białej, 37-letniego Sławomira M, 37 letniej Ireny J, oraz 27-letniego Jerzego K, którzy nie powrócili ze wspinaczki płd -zach ścianie Kozich Czub. Ze względu na opad świeżego śniegu i mgłę, sytuację uznano za poważną.
W dniu 6 maja, ok godz 11 zauważono poszukiwanych taterników na grani Kozich Czub. Jak się okazało, zmuszeni zostali do biwaku i jak twierdzili (choć wydaje się to nieprawdopodobne) nie słyszeli nawoływań, ani też nie widzieli wystrzeliwanych rakiet świetlnych.


18 maja przewieziono z Ornaku do szpitala 26-letnią Krystynę M , która zaczęła rodzić. Położnicę szczęśliwie dowieziono do szpitala, a ratownicy zaproszeni zostali na chrzciny.


19 maja schodząc z Iwaniackiej Przełęczy upadła i zwichnęła staw barkowy 18-letnia Elżbieta R z Inowrocławia.


20 maja ratownicy wyruszyli do Doliny za Mnichem, na skutek alarmu, iż "duża lawina spod Zadniego Mnicha zagarnęła dwie osoby" Alarm okazał się fałszywy. Mimo dokładnej penetracji, nie zauważono śladów żadnej świeżej lawiny.



25 maja podczas trawersowania Świstowej Czuby (starą ścieżką) w kierunku Pięciu Stawów, spadło po stromym śniegu czworo uczestników wycieczki młodzieżowej z Liceum Ogólnokształcącego w Sosnowcu niemal cudem troje z nich zdołało się zatrzymać, przytomnie hamując w rozmiękłym śniegu, czwarta uczestniczka wycieczki, 16-letnia Iwona Gregorczyk z Sosnowca spadła ok 250 metrów, odnosząc poważne urazy. Mimo bardzo szybkiej, niełatwej akcji, przeprowadzonej z pomocą śmigłowca, Iwonka zmarła w szpitalu.
Wycieczka prowadzona była przez młodego człowieka, nie mającego uprawnień przewodnickich wprowadzenie grupy na zamknięty, w dodatku zaśnieżony szlak było ogromnym błędem, tym bardziej, że dziewczęta szły w adidasach i nie miały pojęcia o poruszaniu się na zlodowaciałym śniegu.

29 - 31 maja w rejonie Giewontu i Czerwonych Wierchów poszukiwano dwóch młodych chłopców z Gdańska: 18-letniego Ryszarda K i 16-letniego Ryszarda C , którzy nie powrócili do schroniska na Kondratowej, mimo iż zostawili tam plecaki na przechowanie.


2/3 czerwca w Wielkiej Litworowe Jaskini, na głębokości 200 metrów uderzony został kamieniem 22-letni Jerzy C z Krakowa Szczęśliwie obrażenia okazały się niezbyt groźne, akcja transportu rannego przebiegła bardzo sprawnie.


5 czerwca trzech młodych turystów słowackich wybrało się na Rysy. Na wierzchołku zerwała się potężna burza gradowa. Młodzi turyści pragnąc schować się przed gradem i wichurą, zeszli na Bulę pod Rysami, gdzie - pod skałami - przeczekali burzę. Następnie, zupełnie zdezorientowani we mgle, zaczęli schodzić w dół zaśnieżonym żlebem.
Na skutek pośliźnięcia 17-letni Juraj Hormań spadł blisko 400 metrów, ponosząc śmierć na miejscu. Niewiele mniej obsunął się 24-letni Oldrich C. doznawszy licznych obrażeń, szczęśliwie niegroźnych dla życia. Trzeci uczestnik wycieczki zdołał zejść do Morskiego Oka i powiadomił GOPR.


9 czerwca na wspinaczkę dość trudną drogą, prowadzącą na turnię zwornikową na Cubrynie, wybrał się 22-letni Franciszek B z Wrocławia. Samotny wspinacz pomylił jednak drogę i zaczął wspinać się tzw direttissimą, drogą skrajnie trudną. Po kilkunastu metrach wspinaczki utknął w znacznych trudnościach, nie mogąc się ani wycofać, ani tez iść do góry W pozycji bardzo niewygodnej, w zupełnej ekspozycji tkwił tam ponad 4 godziny, rozpaczliwie wzywając pomocy.
Zdumiewający jest fakt, iż wołanie słyszeli podchodzący do Doliny za Mnichem turyści, a nawet odkrzykiwali beztrosko. Szli jednak dalej, zupełnie nie interesując się rozpaczliwym wołaniem człowieka, będącego w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
Dopiero ratownik GOPR Stanisław Łukaszczyk "Zbójnik", całkiem przypadkowo idący tamtędy, usłyszał wołanie. Pobiegł do schroniska powiadomić GOPR, a następnie wrócił pod Cubrynę i wspiął się prawym filarem, docierając w pobliże tkwiącego w ścianie taternika. Dojście do taternika, bez należytej asekuracji, było niemożliwe.
Aż do czasu dojścia wyprawy ratownik utrzymywał z Borkowskim kontakt głosowy, zachęcając do dalszego wysiłku i wytrwałości.
Jak wyznał później uratowany, obecność człowieka miała zasadniczy wpływ na wytrwanie i przezwyciężenie momentów załamania. Wyprawa ratunkowa miała błyskawiczny przebieg. Ratownicy przybyli śmigłowcem, widząc nie cierpiącą zwłoki sytuację, zdecydowali się na desant na wąskie wcięcie filara Cubryny skąd dotarli nad Borkowskiego. Po manipulacjach z opuszczeniem liny i związaniem taternika wydobyto go z groźnej opresji.


10 czerwca pod Czubikiem złamał nogę 25-letm Bogusław S. z Zakopanego. Turystę przetransportowano do szpitala śmigłowcem.


11 czerwca doszło do niezwykle dramatycznego wypadku turystów niemieckich, małżeństwa Edith i Raytza Wernerów z Lipska. Szli oni z Doliny Pięciu Stawów, zamierzając przejść na Halę Gąsienicową przez Kozią Przełęcz. W Dolince Pustej, podczas przechodzenia przez płat śniegu, Raytz pośliznął się i spadł kilkadziesiąt metrów, doznając wielu obrażeń. Zdołał zawołać do żony, która znajdowała się wyżej, by czekała na niego na przełęczy, potem stracił przytomność.
Gdy odzyskał świadomość, był późny wieczór. Z wielkim wysiłkiem dotarł na Kozią Przełęcz, gdzie znalazł plecak. Schodząc do Koziej Dolinki, natrafił na ciało żony. Edith zginęła na miejscu, obsunąwszy się na twardym śniegu, spiesząc po pomoc dla rannego męża. Trudno określić, jak długo schodził nieszczęsny turysta nad Zmarzły Staw, gdzie napotkał ratowników GOPR. którzy sprowadzili go do schroniska.
Zwłoki Edith Werner zniesiono nazajutrz.


14 czerwca w okolicy Siwej Przełęczy doznał kontuzji stawu skokowego 22-letni Piotr K. z Milanówka.


16 czerwca schodząc ze Świnicy do Pięciu Stawów na płacie śniegu obsunął się Janusz J. Ł Krakowa, doznając złamania nogi.


17 czerwca również na płacie śniegu spadł 16-letni Wojciech N. z Zakopanego. Uderzając o wystający spod śniegu głaz, skaleczył poważnie nogę.


21 czerwca GOPR zaalarmowane zostało wiadomością, że na śniegu spod Zawratu spadła dziewczynka. Alarm okazał się zbędny. Istotnie 13-letnia Bożena Ł. z Zielonej Góry obsunęła się na śniegu, jednakże nic odniosła żadnych obrażeń.



23 czerwca w płn. ścianie Mięguszowieckiego Szczytu nad Czarnym utknął 27-letni Mirosław B. z Opola. Turysta nie miał pojęcia o wspinaczce skalnej i może mówić o szczęściu. Natrafił na wygodną szeroką półkę, na której cierpliwie oczekiwał na pomoc GOPR. Podczas tej akcji uległ wypadkowi spieszący z pomocą taternik z Gliwic, 31-letni Ignacy P. który potłukł się dotkliwie, obsunąwszy się na śniegu w Kotle Mięguszowieckim.

25 czerwca na drodze Czecha i Ustupskiego na zachodniej ścianie Żabiego Mnicha odpadł 25-letni Piotr Madey z Wrocławia, wspinający się jako pierwszy w zespole. 40-metrowy lot zakończył się tragicznie. Madey poniósł śmierć na miejscu, w wyniku złamania kręgów szyjnych.


25 czerwca na Karczmisku doznała kontuzji nogi 58-letnia Zofia Z. z Krakowa. W tym samym dniu na Kalatówkach poraniła się dotkliwie upadając na skały 12-letnia Anita N. z Lublina.

27 czerwca - 15 lipca trwały szeroko zakrojone poszukiwania samotnego taternika 22-letniego Andrzeja Smolarskiego z Warszawy, który nie powrócił z planowanej wycieczki na Mięguszowiecki Szczyt Wielki, "Drogą po głazach". Smutna zagadka wyjaśniła się dopiero 20 lipca, kiedy to wspinający się na Mięguszowieckim Wielkim taternicy dostrzegli ludzkie zwłoki, w żlebie poniżej obrywu ścieżki wiodącej na Przełęcz pod Chłopkiem. Ciało nie było widoczne z wielokrotnie penetrowanej ścieżki, ani też z Kotła Mięguszowieckiego. Przypuszcza się, że nieszczęsny taternik spadł (może z obrywem skalnym) w miejscu, gdzie lawina kamienna uszkodziła ,,galeryjkę". Jest to drugi wypadek śmiertelny w tym miejscu i dowodzi, iż nawet dla wprawnych ten fragment ścieżki jest szczególnie niebezpieczny.


28 czerwca przetransportowano śmigłowcem z Pięciu Stawów do szpitala 21-letniego Jana F. ze Słowikowa, z podejrzeniem zapalenia wyrostka robaczkowego.


28 czerwca w Dolinie Pustej obsunęła się po śniegu 24-letnia Grażyna R. z Katowic, doznając poważnego urazu czaszki. Transport śmigłowcem przebiegł bardzo sprawnie.

6 lipca przy schodzeniu z Rysów złamała nogę 25-letnia Krystyna B. z Białegostoku.


6/7 lipca, podczas schodzenia z Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego na Hińczową Przełęcz, spadł w kierunku Wielkiej Galerii 36-letni Józef Stachowiak z Łodzi. Taternik poniósł śmierć na miejscu. Partner Stachowiaka, 38-letni Marek K. z Łodzi, dotarł szczęśliwie do Popradzkiego Jeziora, skąd powiadomił GOPR o wypadku.

8 lipca z Kalatówek przetransportowano do szpitala 2,5-letniego Andrzeja W. z Gliwic, z podejrzeniem zapalenia płuc.


8 lipca schodząc z Gęsiej Szyi na Rusinową Polanę złamała nogę 16-letnia Bożena C. z Warszawy.

18 lipca na Czerwonych Wierchach poszukiwano 22-letniego Dariusza O. z Wałbrzycha, który nie powrócił na noc do schroniska. Alarm okazał się zbędny. Po nieprzewidzianym biwaku turysta powrócił cały i zdrowy.


21 lipca nad Czarnym Stawom Gąsienicowym złamała nogę 44-letnia Urszula K. z Gdańska.


23 lipca na przełęczy pod Giewontem zmarł nagle 41-letni turysta Opola, Jerzy Pietrek. Przyczyną był zawał mięśnia sercowego.


23 lipca w Dolinie Jarząbczej doznał kontuzji stawu skokowego 20-letni Marek Z. z Wrocławia.


29 lipca ratownicy GOPR schodząc z dyżuru patrolowego w rejonie Krzyżnego, postanowili zwiedzić Świstówkę Waksmundzką, stanowiącą odnogę Doliny Waksmundzkiej. Jest to dolinka położona pod stokami Koszystej, rzadko odwiedzana przez ludzi, stanowiąca ścisły rezerwat przyrody. Na dnie dolinki ratownicy natrafili na ludzkie szczątki, należące jak się okazało później - do Andrzeja Pawełczaka.
24-letni Andrzej Pawełczak i 23-letnia Krystyna Fedorowicz w dniu 10 lutego 1978 r. wyszli ze schroniska w Dolinie Pięciu Stawów i wszelki ślad po nich zaginął. Poszukiwania turystów prowadzone były regularnie do 18 lipca 1978 r., a później – sporadycznie. Do akcji włączono psy, penetrowano teren z pokładu śmigłowca, poszukiwali też ratownicy Horskiej Służby. Łącznie przeprowadzono 33 regularne akcje poszukiwawcze, głównie w Dolinie Pięciu Stawów i dolinach przyległych. Parokrotnie przeszukiwano też Dolinę Waksmundzką, nie wstępując jednak do Świstówki.
Szczątki Pawełczaka znajdowały się na dnie dolinki. Wyżej, idąc w kierunku dużego żlebu spadającego z Koszystej, odnaleziono chlebak, aparat fotograficzny i kijek narciarski. Pozostałe trzy kijki znaczyły drogę tragedii i prowadziły w kierunku owego żlebu. U jego wylotu, w szczelinie brzeżnej między skałą i śniegiem, odnaleziono zwłoki Krystyny Fedorowicz.
Tak więc kolejna zagadka została wyjaśniona. Przypuszcza się, że turyści wyszli na Krzyżne i poszli dalej granią Koszystej. Być może zamierzali wyjść na Wołoszyn, a w zadymce śnieżnej pomylili granie (Krzyżne jest przełęczą zwornikową). Grań Koszystej nie jest ciekawa turystycznie, nie należy więc sądzić, by stanowiła cel ich wycieczki. Może trawersowali szczyt, chowając się przed wiatrem, który w dniu 10 lutego wiał dość silnie, a może - zaczęli schodzić owym żlebem, przypuszczając. iż schodzą z Wołoszyna. Tego nie dowiemy się już nigdy.


30 lipca na Czerwonych Wierchach została rażona piorunem 45-letnia Barbara R. z Warszawy. Mimo niegroźnych obrażeń pomoc szpitalna była niezbędna.


7 sierpnia na szlaku prowadzącym na Jarząbczy Wierch zasłabła czeska turystka, 45-letnia Darina M.
Z podejrzeniem udaru mózgu przetransportowana została śmigłowcem do szpitala.


7 sierpnia pod Iwaniacka Przełęczą złamał rękę 10-letni Wojciech O. z Warszawy.


8 sierpnia na szlaku turystycznym wiodącym z Kondratowej na Giewont, powyżej "Piekiełka", zasłabła 16-letnia Beata K. z Otrębusów. Do akcji wezwano śmigłowiec. Po zabraniu chorej na pokład, pilot wystartował, a po chwili oznajmił przez radio, że jeden z silników przestał działać i zmuszony jest natychmiast lądować. Mimo groźnej sytuacji kpt. Tadeusz Augustyniak wylądował bezawaryjne na Bachledzkim Wierchu. Towarzyszący mu lekarz i ratownik przeżyli nie lada emocje. Tylko Beata K. nie zorientowała się nawet, że sytuacja była bardzo poważna.


9 sierpnia schodząc z Jaskini Mroźnej upadła i potłukła się dotkliwie turystka węgierska, 27-letnia Judith G. Turystkę przetransportowano do szpitala.


10 sierpnia na Hali Gąsienicowej dostała ataku padaczki 18-letnia Ulf S. z NRD. Stan chorej wymagał interwencji lekarskiej.


11 sierpnia w Dolinie Pięciu Stawów złamali nogę 18-letnia Dorota K. z Warszawy, a na Hali Gąsienicowej podobnej kontuzji uległa 37-letnia Irena J. z Zakopanego. W tym samym dniu w godzinach wieczornych spod Iwaniackiej Przełęczy przetransportowano do szpitala 37-letnią Cecylię S. z Radomia ze złamaną ręka.


12 sierpnia w schronisku na Kalatówkach zachorowała 20-lelnia Sylwia G. 7 Grójca. Z wysoką temperaturą przewieziono chorą do szpitala.


13 sierpnia na skutek uszkodzenia latarki elektrycznej, w Jaskini Mylnej utknęło dwoje turystów z Lublina: 25-letnu Maria G. i 35-letni Bogusław K. Turystów odnaleziono nazajutrz, wyczerpanych i bardzo zszokowanych.


16 sierpnia podczas wspinaczki drogą Świerza na Pośredni Mięguszowiecki Szczyt spadł w kruchym terenie 21-letni Krzysztof F. z Poznania doznając wielu obrażeń.


 17 sierpnia spiesząc do autobusu na Włosiennicy zasłabł 42-letni Zbigniew Honeiser z Bytomia. Pomimo natychmiastowej pomocy lekarskiej, turysta zmarł w wyniku zawału mięśnia sercowego. Turysta przebył w tym dniu forsowną wycieczkę do Doliny Pięciu Stawów.


19 sierpnia podczas dojścia do Jaskini Raptawickiej skręciła silnie nogę w stawie skokowym 22-letnia Małgorzata W. z Krakowa.


19 sierpnia na Rusinowej Polanie złamała nogę 58-letnia Małgorzata A. z USA.
 19 sierpnia spod klamer na Zawracie spadła 20-letnia Kristin K. z NRD. W stanie ciężkim przetransportowana została śmigłowcem do szpitala.
 19 sierpnia w tzw. Rysie Zaruskiego wyprowadzającej na Kozi Wierch, w terenie wymagającym asekuracji, utknęło czworo turystów, którzy zapragnęli skrócić sobie drogę na szczyt. Byli to: 43-letnia Zdzisława S. z dwoma synami i 20-letni Waldemar K. z Warszawy. Turystów wyprowadzono w bezpieczne miejsce.

20 sierpnia podczas pokonywania ubezpieczeń wiodących na Zawrat, spadła, poważnie łamiąc nogę, 53-letnia Kazimiera M. z Poznania.


20 sierpnia z progu Czarnego Stawu nad Morskim Okiem spadł 18-letni Ireneusz K. ze Stargardu Szczecińskiego, doznając wielu groźnych obrażeń. Jak twierdzą świadkowie, chłopiec chciał zobaczyć, gdzie spada woda. W stanie ciężkim przetransportowano go do szpitala.

21/22 sierpnia w rejonie Orlej Perci poszukiwano Bogdana B. z Warszawy, który wraz z córką wybrał się na wycieczkę od Krzyżnego do Granatów. Ratownicy sprowadzili turystów ze stoków Buczynowej Turni, gdzie utknęli na skutek ciemności i trudności terenowych.


 21 sierpnia w rejonie Nosala, Kopieńców i Hali Gąsienicowej poszukiwano 25-letniego Mariusza R. z Kluczborka, który - jak twierdziła gospodyni domu, w którym się zatrzymał - wyruszył w tamten rejon i nie powrócił na noc. Alarm okazał się zbędny, turysta wyjechał z Zakopanego, nie powiadamiając o tym nikogo.

23 sierpnia grzędą spadającą z Buczynowej Strażnicy do Dolinki Buczynowej wspinał się samotnie 22-letni Piotr A. z Warszawy. W pewnej chwili taternik spadł z kruchym chwytem, zatrzymując się 150 metrów niżej. Doznał wielu obrażeń, m.in. urazu czaszki. Akcja ratunkowa miała błyskawiczny przebieg. GOPR powiadomiono o wypadku o godz. 13.05, a już o 14.10 śmigłowiec z rannym na pokładzie wylądował przy zakopiańskim szpitalu.


 24 sierpnia na Hali Tomanowej złamała rękę 48-letnia Joanna W. z Warszawy.


 26 sierpnia późnym wieczorom ratownicy wyruszyli pod Raptawicką Turnię, skąd nie powrócili do domu dwaj młodzi taternicy zakopiańscy: 17-letni Kazimierz P. i 17-letni Janusz J. Alarm okazał się niepotrzebny. Chłopcy ukończyli szczęśliwie wspinaczkę, jednakże mieli kłopoty w zejściu na skutek, ciemności i trudności terenowych.


29 sierpnia pod Przełęczą w Grzybowcu doznał kontuzji nogi 70-letni Rudolt B. z Gdyni.


2 września 25-letnia Joanna M. z Sosnowca schodząc ze Świnicy w kierunku Zawrotu, spadła z ubezpieczonego klamrami kominka, zatrzymując się dosłownie na skraju urwiska. Z podejrzeniem urazu kręgosłupa przetransportowana została do szpitala śmigłowcem, przy czym pilot kpt. Janusz Siemiątkowski dokonał nie lada sztuki zatrzymania w zawisłe maszyny opodal leżącej dziewczyny, dzięki czemu ranna wciągnięta została na noszach na pokład śmigłowca niemal z miejsca wypadku. Przy tak groźnym urazie transport na lądowisko w trudnym skalnym terenie byłby bardzo niebezpieczny.


31 sierpnia wspinając się żlebem do Szczerby w Giewoncie ratownik GOPR - B. K. natrafił na ludzkie szczątki, leżące tam od wielu miesięcy. Zwłoki nie zostały zidentyfikowane.


7 września w Jaskini Śnieżnej na głębokości ok. 300 m. spadł grotołaz, 20-letni Wojciech Ł. z Krakowa. Doznane urazy nie okazały się zbyt groźne. Z pomocą ratowników niefortunny grotołaz szybko znalazł się na powierzchni.
14 września pod Iwaniacką Przełęczą skręciła nogę 49-letnia Urszula K. z Gliwic.


 14 września na przewieszce II Tomkowej Igły w masywie Niżnich Rysów spadła 28-letnia taterniczka z Sopotu, Danuta S. i poważnie kalecząc biodro. Taterniczka pokonywała jako pierwsza nadzwyczaj trudny fragment drogi podczas deszczu, co w dużej mierze spowodowało odpadnięcie.


14/15 września w rejonie Rysów poszukiwano 29-letniego Tadeusza K. z Krzeszyc, który nie powrócił z wycieczki na ten szczyt. Jak się okazało, turysta zbłądził i zszedł na południe, skąd przez Wrota Chałubińskiego dotarł do Morskiego Oka.


16 września na Hali Gąsienicowej zachorowała 27-letnia Anna P. z Oświęcimia.


20 września na Hali Gąsienicowej zachorowali: 15-letni Jarosław M. z Polic i 16-Ietni Bogdan J. ze Szczecina. Lekarz stwierdził zatrucie pokarmowe.


 20 września schodząc z Doliny Pięciu Stawów do Roztoki skręciła silnie staw skokowy 23-letnia Anna R. z Łodzi.


22 września pod Przełęczą Kondracką złamała nogę 46-letnia Teresa G. z Kluczborka, a 20-letnia Ewa U. z Krakowa potłukła się dotkliwie, upadłszy na ścieżce z Hali Kondratowej.


 30 września na ścieżce wiodącej na Nosal turyści natrafili na plecak z osobistymi rzeczami oraz dokumenty. Mimo intensywnych poszukiwań, trwających do 5 października, nie odnaleziono właściciela znalezionych przedmiotów.

 31 października ze szczytu Kazalnicy spadł nad Czarny Staw 21-letni Jerzy Krawczyk, żołnierz WOP, patrolujący tamtejszy rejon. Krawczyk zginął na miejscu. 



Zima 1979/1980 była w Tatrach nietypowa. Śnieg padający na ogół przy wietrze, nagromadził się w żlebach i depresjach, stwarzając duże zagrożenie lawinowe, utrzymujące się praktycznie przez całą zimę.
Ratownicy GOPR interweniowali aż w czterech wypadkach lawinowych, w których zginęły cztery osoby, a sześć zostało uratowanych. Dwukrotnie ogłaszano alarm lawinowy, zaś zagrożenie utrzymywało się do późnej wiosny.
Warunki narciarskie w zimie nie byty najlepsze. Zwiany śnieg obnażył skały i kamienie. Na Gubałówce i Butorowym Wierchu okresy dobrych warunków były krótkie. Dopiero obfite opady w końcu marca i w kwietniu stworzyły dobre warunki śniegowe, które na Kasprowym Wierchu utrzymały się do maja. Kolejka linowa na Kasprowy czynna była do 11 maja. Jeszcze w ostatnim dniu kursowania kolejki narciarze zjeżdżali na nartach niemal do samych Kuźnic.
Mimo bardzo długiego okresu jazdy na nartach liczba wypadków narciarskich wyraźnie zmalała w stosunku do lat poprzednich.
I tak np. w ub. roku zanotowano 407 poważnych kontuzji, zaś w 1980 - tylko 344.
Niestety, wciąż dużo wypadków notuje się na łatwych stokach Bukowiny Tatrzańskiej, gdzie czynnych jest 29 wyciągów różnego typu, zaś jeżdżący tam narciarze na ogół nie dysponują bezpiecznym sprzętem (prywatne wypożyczalnie!). Są to zresztą narciarze mało zaawansowani.
Dobrze przygotowane stoki Kasprowego, a także wysoki poziom umiejętności narciarskich, sprawiły, że liczba wypadków w tym rejonie zmalała. Nie obyło się jednak bez dużych akcji poszukiwawczych, spowodowanych mgłą i nieznajomością terenu, zakończonych zresztą szczęśliwie.

Nie najlepsze warunki wspinaczkowe wpłynęły na niewielki ruch taternicki. Stąd też niewiele interwencji w wypadkach taternickich.
Trudno uznać miniony sezon za specjalnie "pracowity" dla ratowników GT GOPR, a jednak zanotowano aż 10 wypadków śmiertelnych, zaś trzy osoby pozostały w górach nie odnalezione od jesieni 1979 r.



A oto ważniejsze akcje ratownicze:

Sezon zimowy rozpoczął się żmudnymi i bezowocnymi poszukiwaniami turystów, zaginionych późną jesienią 1979 r.
I tak bez rezultatów poszukiwano w rejonie Rysów studenta słowackiego z Koszyc, Jaromila Durisa, który wybrał się prawdopodobnie w tamten rejon 6 lub 7 listopada.
Również bez skutku szukano 23-letniego mieszkańca Wieliczki, Janusza Wójtowicza, o którym wiadomo tylko, że w nocy z 27/28 listopada nocował w Domu Turysty.
Nie wyjaśnione też zostało zaginięcie 19-letniego Gracjana Woźniaka z Poznania, którego plecak z dokumentami znaleziono na Nosalu 30 września 1979 r., a długotrwałe poszukiwania nie dały żadnych rezultatów.
Piękna pogoda panująca w listopadzie, a co za tym idzie spory ruch turystyczny, sprawiły, iż ratownicy kilkakrotnie interweniowali w wypadkach turystycznych.

24 listopada w wyniku obsunięcia po zlodowaciałym śniegu spod Szpiglasowej Przełęczy poniosła śmierć 21-letnia studentka AGH z Sosnowca, Barbara Kotecka.

26 listopada pod Nosalem natrafiono na zwłoki mężczyzny leżące tam od dłuższego czasu. Jak się okazało, był to 34-letni Jerzy Polak z Sosnowca, który popełnił samobójstwo.

l grudnia z Doliny Pięciu Stawów przetransportowano do szpitala turystę z kontuzją nogi 30-letniego Antoniego B. z Tarnowa.

10 grudnia znad Czarnego Stawu Gąsienicowego przetransportowano do szpitala 24-letniego Krystiana W. ze Stalowej Woli, w stanie silnego wyczerpania i wyziębienia po przebytym biwaku.

12 grudnia, wskutek zamieci śnieżnej, zbłądziła w drodze na Halę Gąsienicową 52-letnia Krystyna S. z Warszawy. Turystka spędziła noc pod Kopą Królowej i - jak twierdziła - nie słyszała nawoływań ratowników, poszukujących jej aż do rana.

16 grudnia w pobliżu parkingu na Włosiennicy 78-letnia Anna M. z Katowic doznała skomplikowanego złamania podudzia.
16 grudnia ratownicy przetransportowali do szpitala pracownicę schroniska na Hali Gąsienicowej, 20-letnią Irenę D., która zaczęła rodzić. W kilka minut po przyjeździe do szpitala przyszedł na świat zdrowy chłopak.

20 grudnia poszukiwano trzech taterników z Krakowa - Jana S., Wojciecha K, i Andrzeja S., którzy nie wrócili ze wspinaczki na Hińczowej Turni. Alarm okazał się zbędny. Taternicy po biwaku powrócili cali i zdrowi.

23 grudnia w Dolince za Mnichem podczas schodzenia po śniegu złamał nogę 18-letni Andrzej B. z Warszawy.

26 grudnia ratownicy wyruszyli pod Kazalnicę Miętusią, skąd nie powrócili dwaj młodzi taternicy z Zakopanego. Alarm okazał się niepotrzebny. Pod ścianą okazało się, iż trudności drogi zmusiły taterników do nieprzewidzianego biwaku.

28 grudnia w godzinach popołudniowych na Kasprowym zdarzyło się niemal równocześnie 6 wypadków narciarskich. Ze względu na zupełny brak śniegu na nartostradzie, zorganizowano regularną wyprawę po
21-letniego Wojciecha U. z Krakowa, który na Niżniej Królowej Polanie doznał poważnej kontuzji uda.

29 grudnia zorganizowano grupę ratowników na poszukiwanie 22-letniej Barbary B. z Warszawy, która nie wróciła z Kasprowego Wierchu. Narciarka zjeżdżała wraz z grupą studentów Politechniki Warszawskiej.
Ok. godz. 15.00 pozostawiono ją w okolicy trawersu nad Cichą, bowiem słabo jeżdżąca Barbara B. hamowała tempo jazdy. Beztroskie zachowanie się współtowarzyszy zjazdu mogło mieć fatalne skutki, warunki pogodowe bowiem sprzyjały zbłądzeniem. Ok. godz. 23 sytuacja - na szczęście - się wyjaśniła. Barbara B. dotarła na Kondratową, a następnie udało się jej zjechać do Kuźnic, mimo iż podczas zjazdu doznała kontuzji nogi.

30 grudnia w Dolinie Białego złamała nogę 46-letnia Janina B. z Wielunia.

31 grudnia stycznia w rejonie Wrót Chałubińskiego poszukiwano 18-letniego Marka P. Nowy Rok ratownicy powitali w Dolinie za Mnichem. Okazało się, że alarm był zbędny. Pijany taternik spał na strychu w schronisku.


11 stycznia podczas schodzenia z Pięciu Stawów do Roztoki turysta węgierski, 29-letni Andrisek P. z Budapesztu, silnie odmroził prawą stopę.

23 stycznia podczas schodzenia z Koziego Wierchu potłukł się 22-letni Piotr G. z Warszawy.

27 stycznia na nartostradzie z Kondratowej zmarł nagle na zawał serca 38-letni Adolf Marszałek z Mysłowic.

29-31 stycznia w żlebach Świstowej Czuby poszukiwano 29-letniego Jerzego Bochenka z Krakowa, który nie powrócił do domu z urlopu w Tatrach. We wspomnianym rejonie odnaleziono skafander i czapkę zaginionego, co stanowiło konkretny ślad. W akcji tej doskonale spisały się psy lawinowe. Burek odnalazł inne części odzieży, zaś Bućko szybko „wskazał" zabitego, pod 1,5 metrową warstwą śniegu. Zważywszy, iż wypadek miał miejsce przed tygodniem, a ciało było całkowicie zamarznięte. Uważa się, iż psy zdały dobrze egzamin w tej trudnej akcji. Bochenek spadł niewątpliwie z oblodzonej ścieżki, wiodącej z Pięciu Stawów w stronę Morskiego Oka.

3 lutego troje narciarzy, trawersujących Pośredni Goryczkowy Wierch w kierunku Świńskiego Kotła, spowodowało sporą lawinę, która zniosła ich aż do "szyjki" Goryczkowej. Dwóch narciarzy wyszło z wypadku bez szwanku i sami wydobyli się ze zwałów śniegu, trzecia uczestniczka wypadku, 16-letnia Iwona D. z Krakowa, została przysypana. Odnaleziono ją bardzo szybko, dzięki wystającej spod śniegu narcie. Dziewczyna była nieprzytomna, lecz po zabiegach reanimacyjnych odzyskała przytomność i normalny oddech.

4 lutego, podczas schodzenia z grani Opalonego Wierchu do Świstówki Roztockiej, spadli – na skutek wadliwej asekuracji - dwaj taternicy z Bydgoszczy. Marek S. został poważnie ranny, jego partner, 23-letni Bogdan Borkowski, poniósł śmierć.

10 lutego z Pańszczyckiej Przełęczy Wyżniej sprowadzono trzech młodych turystów z Wałbrzycha, 19-letniego Grzegorza D., 17-letniego Mirosława M i 18-letniego Dariusza J., którzy wydostali się na przełęcz, ale nie potrafili zejść z powrotem stromym i oblodzonym żlebem.

16 lutego zjeżdżający stokami Czubika narciarze, ojciec z synem, strącili potężna lawinę, która zniosła 16-letniego Wojciecha P. z Torunia aż na dno doliny. Chłopak nic odniósł żadnych obrażeń i pośpieszył zawiadomić GOPR, nie znając losów ojca. Ratownicy wydobyli z opresji 43-letniego Tadeusza P., który pozostał na stromym progu wśród popękanego śniegu, grożącego nową lawiną.

17 lutego z Wielkiej Śnieżnej Jaskini wydobyto dwóch grotołazów z Wrocławia, którzy nie mogli się wydostać z jaskini z powodu zasypania otworu śniegiem. 32-letni Tadeusz B. i 29-letni Lesław S. od 36 godzin nic nie jedli i byli mocno osłabieni i wyczerpani.

21 lutego podczas jazdy na nartach na Kotelnicy zmarł nagle 59-letni Jacek Szarski z Krakowa.

29 lutego na szczycie Krzesanicy podczas nieprzygotowanego biwaku zmarła z wyziębienia i wyczerpania 19-letnia Ewa Tyrakowska z Poznania. Jej dwaj towarzysze usiłowali zejść nad ranem na Kondratową, ale do schroniska dotarł tylko jeden. Drugi, Franciszek W. z Jarocina, w stanie skrajnego wychłodzenia pozostał pod Przełęczą Kondracką. Bardzo szybka akcja ratunkowa z pomocą śmigłowca uratowała życie Franciszkowi W.

3 marca w Dolinie Pięciu Stawów niewielka lawina zasypała 8 narciarzy, idących brzegiem Przedniego Stawu, naprzeciw schroniska. Pomimo bardzo szybkiej pomocy (wypadek zauważył ratownik z okna schroniska), a także intensywnej akcji reanimacyjnej, prowadzonej pod kierunkiem przebywających w schronisku lekarzy, trzy kobiety poniosły śmierć.
Były to: 23-letnia Irena Niedźwiecka z Gdańska-Oliwy, 45-letnia Halina Langer z Gdańska i 29-letnia Ewa Słabeńska z Torunia.

9 marca na stokach Pośredniego Goryczkowego Wierchu narciarze natrafili na zwłoki młodego człowieka. Przypuszcza się, iż śmierć nastąpiła przez zamarznięcie. Do chwili, gdy podajemy tę wiadomość, zwłoki nie zostały zidentyfikowane.
9 marca 23-letni taternik z Poznania, Adam Kutkowski, schodząc - mniej więcej letnią ścieżką ze Świstowej Czuby do Pięciu Stawów, spowodował ogromną lawinę która zrzuciła go aż na dno doliny Roztoki. Taternik poniósł śmierć w wyniku spadku z wysokości ponad 300 metrów. Pomimo ogromnych rozmiarów lawiny, ciało zabitego bardzo szybko odnalazł pies lawinowy "Bućko".

17 marca na wschodniej ścianie Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego odpadł ok. 40 m taternik Gdańska 30-letni Janusz R. Doznał urazu miednicy oraz licznych skaleczeń. Wypadek nastąpił w wyniku pęknięcia ucha haka.

18 marca, na ostatnich wyciągu trudności "direttissimy" Niżnich Rysów, odpadł idący jako pierwszy 27-letni Bogumił P. z Zakopanego. Podczas 30-metrowego lotu doznał poważnej kontuzji biodra.

6/7 kwietnia w rejonie Kasprowego poszukiwano 17-letniego Jacka Kossobudzkiego z Warszawy, który nie powrócił z jazdy nartach na Kasprowym. Ze względu na mgłę i złe warunki śniegowe szansa zbłądzenia lub innego wypadku była duża. W celu usprawnienia poszukiwań, uruchomiono kolei linowa na Kasprowy Wierch powiadomiono słowacką Horską Slużbę. Jak się okazało beztroski młodzieniec przebywał w tym czasie na ,,prywatce", nie powiadomiwszy o tym swych opiekunów, którzy zaniepokojeni wszczęli alarm.

16 kwietnia z Dolinki Buczynowej do schroniska dotarło regularne wzywanie pomocy. Jak się okazało zbędny alarm wszczęła ... opalająca się w dolinie dziewczyna, 22-letnia Maria C. z Warszawy, oczekująca na swych kolegów, wspinających się w tamtym rejonie. Maria T. twierdzi - była pewna, iż zdarzył się wypadek jej znajomym.

20 kwietnia ze ścieżki na Bobrowiecką Przełęcz przetransportowano do szpitala 42-letniego Stanisława Z. z Krakowa, który skręcił kolano.

24/25 kwietnia w rejonie tras zjazdowych Kasprowego poszukiwano dwóch młodych zakopian, 17-letniego Tadeusza S. i 18-letniego Jana S., którzy nie wrócili z jazdy na nartach. Okazało się, iż narciarze zjechali we mgle do Doliny Cichej i dotarli do Podbańskiej, o czym powiadomili nazajutrz Horską Służbę. Powyższy wypadek jest jeszcze jednym dowodem, iż we mgle błądzą nawet doświadczeni i znający teren narciarze.

Krystyna Sałyga-Dąbkowska


Data utworzenia: 28/10/2008 : 14:44
Ostatnie zmiany: 28/10/2008 : 14:45
Kategoria : Kroniki TOPR
Strona czytana 570 razy


podglšd wydruku podglšd wydruku     Wersja do druku Wersja do druku

Komentarze


Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!


Turystyka Taternictwo

Zamknij Historia Taternictwa

Ratownictwo historia

Zamknij Kroniki TOPR

Galerie
^ Góra ^