Kroniki TOPR - Kroniki 1983-1984
Z i m a 1983/1984

27 listopada zgłoszono zaginięcie dwóch turystów: 21-letniego Włodzimierza Miłkowskiego z Tarnowa i 21-letniego Zbigniewa Ł. z Oleszna. Wyjechali oni poprzedniego dnia do Morskiego Oka, skąd planowali wyjście na Rysy lub do Pięciu Stawów.
Warunki panujące w górach (śnieg, mgła, wiatr) nie sprzyjały podejmowaniu wycieczek w wyższe partie gór, tak więc sytuacja stała się poważna. Natychmiastowe poszukiwania w rejonie Rysów i szlaków wiodących z Morskiego Oka do Pięciu Stawów nie przyniosły rezultatu.

28 listopada do "Murowańca" dotarł straszliwie wyczerpany, pokiereszowany i z licznymi odmrożeniami Zbigniew Ł. Zdołał poinformować, że jego towarzysz Miłkowski spadł schodząc ze Świnicy (?), prawdopodobnie płn. wschodnim żlebem. Nie wie, co się z nim stało, nie odpowiadał na nawoływania, a mgła i bezustannie padający śnieg uniemożliwiły zorientowanie się w sytuacji. Zbigniew Ł. schodził owym żlebem dwa dni, spadając parokrotnie z progów, zasypanych świeżym, miękkim śniegiem. Odwieziono go do szpitala, natomiast pod Świnicę wyruszyły patrole poszukiwawcze. Opad śniegu unie.możliwił jakąkolwiek penetrację. Poszukiwania kontynuowano niemal nieprzerwanie do końca grudnia, korzystając z odwilży i dobrej pogody. Nie natrafiono na żaden ślad zaginionego. Przypuszczalnie dopiero lato wyjaśni tę kolejną smutną zagadkę.

2 grudnia w górnych partiach Doliny Jaworzynki odnaleziono Józefa K. z Nowej Rudy, który zagubił się, idąc na Halę Gąsienicową. "Turysta" był mocno pijany.

3 grudnia 25-letni Jacek C. z Jarosławia złamał nogę, wspinając się na Suche Czuby Kondrackie.

14-21 grudnia prowadzono poszukiwania w całych niemal Tatrach Wysokich 30-letniego turysty, Henryka Jasińskiego z Rajczy, który - jak zdołano ustalić - był zameldowany po raz ostatni w "Murowańcu" 2 grudnia. Alarm wszczęto, gdy Jasiński nie powrócił z Tatr do swego miejsca pracy. Smutna zagadka rozwiązana została 21 grudnia, kiedy to taternicy schodząc z Koziej Przełęczy do Doliny Pięciu Stawów natrafili na ciało Jasińskiego. Odwilż i halny, ciepły wiatr stopiły śnieg przykrywający zwłoki. Wyżej znaleziono plecak należący do zmarłego. Przypuszczalnie Jasiński po przejściu Koziej Przełęczy czuł sięźle. Pozostawił bardzo ciężki (ok. 30 kg) plecak i bez obciążenia ruszył w dół. Po drodze zasłabł i zmarł z wyczerpania.

23 grudnia z Pięciu Stawów przetransportowano do szpitala 18-letniego Szymona G. z Łodzi z podejrzeniem zapalenia wyrostka.

26 grudnia na Bobrowieckiej Przełęczy złamała nogę 19-1etnia Katarzyna M. z Poznania.

27 grudnia dwie grupy taternickie, z Krakowa i Poznania, wyruszyły z Chochołowskiej z zamiarem przejścia grani Tatr Zachodnich. Od Wołowca taternikom towarzyszyły mgła, huraganowy wiatr i wyjątkowe oblodzenie. W okolicy Dziurawej Przełęczy wichura zepchnęła z grani dwóch taterników krakowskich. 22-letni Wacław M. spadając niemal na dno doliny poturbował się dotkliwie, jednakże z pomocą kolegi dotarł z powrotem na grań. Już blisko grani taternicy zobaczyli spadającą dziewczynę, 21-letnią Annę Marczuk z Poznania, która bezskutecznie usiłowała hamować czekanem. Nieszczęsna dziewczyna spadła blisko 250 metrów na dno Jamnickiej Doliny, ponosząc śmierć. Transport ciała prowadzony był wspólnie z ratownikami słowackiej Horskej Slużby.

Dramat w Dolinie Jamnickiej zapoczątkował serię wypadków, przy czym przyczyna pozostawała niemal zawsze ta sama: pośliznięcie na oblodzonym zboczu.
W Zakopanem panowała wiosenna pogoda, na łąkach kwitły stokrotki, śniegu nie było ani na lekarstwo. Ta pozorna "wiosna" skusiła licznych turystów do wyruszania w wyższe partie Tatr, gdzie utrzymywało się niezwykłe wprost oblodzenie, stanowiące groźną pułapkę dla niedoświadczonych.

29 grudnia trzyosobowy zespół taterników schodził z Owczej Przełęczy żlebem na Czarny Staw. Tylko jeden z taterników posiadał raki. 21-letnia Maria Dragan z Opola zaczęła zjeżdżać na siedzeniu, terenem pozornie łatwym. Po kilkunastu metrach dziewczyna nabrała dużej szybkości, a hamowanie czekanem nie zdało się na nic.
Spadła po oblodzonym śniegu, ponosząc śmierć na miejscu.

29 grudnia 25-letni Waldemar K. z Warszawy schodząc ze Szpiglasowej Przełęczy do Pięciu Stawów pośliznął się i zjechał po lodzie blisko 200 metrów. Turysta rozciął nogę do kości.

29 grudnia, schodząc z Zawratu do Pięciu Stawów, upadł na lodzie i złamał nogę 20-letni Jarosław M. z Leszna.

29 grudnia na płd. filarze Koziego Wierchu odpadł 28-letni Andrzej S. z Warszawy. Z poważnymi obrażeniami głowy został przetransportowany śmigłowcem do szpitala. Dość niezwykłe były okoliczności wypadku. Andrzej S. jest doświadczonym taternikiem. Podczas wspinania spadła na niego niewielka lawinka pyłowa. Taternik próbował przytrzymać się młotka lodowego, wbitego w twardy śnieg. Jednakże młotek (produkcji kieleckiej) rozpadł się, co wytrąciło Andrzeja S. z równowagi. Produkcja tego rodzaju sprzętu jest swoistym skandalem.

29 grudnia z trawersu Kasprowego Wierchu biegnącego nad Doliną Cichą spadł Jarosław K. z Tczewa. Potłuczonego lecz żywego turystę wyprowadzono na grań, a następnie zwieziono kolejką do Kuźnic, skąd - do szpitala samochodem.
29 grudnia na odcinku Myślenickie Turnie - Kasprowy Wierch zagubiła się turystka węgierska Enesze B. z Budapesztu. Odnaleziono ją późno w nocy.

30 grudnia na Przełęczy między Kopami złamała nogę Jadwiga K. z Ozorkowa.
30 grudnia schodząc z Zawratu na Zmarzły Staw pośliznął się na lodzie i spadł Starym Zawratem 21-letni Andrzej P. z Krupskiego Młyna. Doznał wielu groźnych obrażeń, jak otwarte złamanie nosa, powikłane złamanie podudzia, rany głowy i inne, jednakże z groźnej opresji wyszedł z życiem.
30 grudnia z Koziego Wierchu sprowadzono dwóch młodych taterników z Poznania: 21-letniego Radzynia Ł. i 20-letniego Henryka J., którzy ukończyli wspinaczkę, jednakże z powodu ciemności i oblodzenia bali się schodzić do Pięciu Stawów.
30 grudnia, schodząc zielonym szlakiem z Ciemniaka do Tomanowej, ponad kotłem Zadniego Kamiennego, pośliznął się na zlodowaciałym śniegu i spadł 150 metrów 24-letni Arkadiusz Lissowski z Warszawy. Turysta poniósł śmierć, uderzając o liczne skały.
30 grudnia w rejonie Giewontu poszukiwano Włodzimierza H. z Siedlec. Jak okazało się w nocy, ciemności i lód spowodowały, iż turysta schodził bardzo długo. Do miejsca pobytu w Zakopanem dotarł o północy, ale cały i zdrowy.


31 grudnia/1 stycznia ratownicy prowadzili poszukiwania na Kominiarskim Wierchu, skąd nie zeszli dwaj turyści ze Świdnicy. Jak się okazało w Nowy Rok, Krzysztof R. i Andrzej K. obawiając się zejścia, spędzili Sylwestra w...kosodrzewinie.
Inna grupa ratowników powitała Nowy Rok na stokach Ciemniaka, w górnej części Wąwozu Kraków, gdzie miało miejsce niezwykle dramatyczne wydarzenie. Dwoje turystów, 24-letnia Urszula Powała z Kobyłki oraz 25-letni Jan M. z Kołbiela, przeszło z Kasprowego przez Czerwone Wierchy i schodzili na Ornak. Podczas trawersowania górnej części Wąwozu Kraków, Powała pośliznęła się i spadła ok. 150 metrów, doznając wielu obrażeń. Jej towarzysz pośpieszył na pomoc. Schodził progami Krakowa, bez światła, wielokrotnie spadając i upadając, jednakże dotarł do schroniska na Ornaku. zszokowany i skrajnie wyczerpany. Wyprawa ratunkowa idąc śladami Jana M. odnalazła zwłoki Urszuli Powała. Turystka zmarła w wyniku chłodu i odniesionych ran.

2 stycznia spod Chudej Turni spadł po lodzie 25-letni Jacek D. B. z Warszawy. Może on mówić o szczęściu groźna przygoda skończyła się złamaniem nogi.
2 stycznia ze ścieżki biegnącej od Siwej Przełęczy do Raczkowej spadli do Siwych Stawków dwaj turyści. 41-letni Henryk L. z Warszawy oprócz licznych urazów doznał wstrząsu mózgu i w ciężkim stanie transportowany był do szpitala. Jego towarzysz Andrzej W. ze Szczecina doznał tylko kontuzji nogi.

5 stycznia schodząc ze Swinicy do Pięciu Stawów spadł po twardym śniegu 30-letni Krzysztof R. Mimo licznych skaleczeń sam dotarł do schroniska w Pięciu Stawach, skąd zabrało go Pogotowie.

6 stycznia nad Czarnym Stawem Gąsienicowym doznał kontuzji obu nóg 24-letni Tomasz K. z Krakowa.

8 stycznia ze Świstowej Czuby sprowadzono do Pięciu Stawów troje turystów, 21-letnia Małgorzata L. z Korczyna, 21-letnia Urszula D. z Rudnika i 22-letni Mirosław S. z Lublina bali się schodzić po zalodzonej ścieżce bez odpowiedniego sprzętu.

18 stycznia, usiłując zejść z Beskidu na przełęcz Liliowe, spadła ponad 200 metrów 22-letnia Barbara K. z Serbów k. Głogowa. Z urazem głowy oraz otwartym złamaniem podudzia przetransportowana została do szpitala.

25 stycznia z Doliny Cichej wydobyto na Kasprowy narciarkę, 24-letnią Małgorzatę C. z Łodzi, która - zdaniem świadków została zdmuchnięta przez wiatr. Mimo groźnego spadania narciarka doznała jedynie lekkich stłuczeń i silnego szoku.

5 lutego niewielka lawinka śnieżna strąciła dwóch taterników, wspinających się tzw. lewym filarem Cubryny. 25-letni Sławomir Kowalczyk z Warszawy poniósł śmierć w wyniku spadku ze znacznej wysokości, jego partner 25-letni Cezary D. z Warszawy doznał wielu obrażeń, jednak wyszedł z opresji z życiem.

5/6 lutego z Dubrawisk sprowadzono do „Murowańca" troje turystów z Gorzowa Wlkp. 20-letnią Teresę S., 17-letniego Artura A. i 18-letniego Piotra Z. Schodząc z Doliny Pańszczycy, zabłądzili oni w rejonie Zółtej Turni.

6/7 lutego z górnych partii Doliny Roztoki sprowadzono wychłodzonego i wyczerpanego turystę. 20-letni Waldemar K. z Ostrowska, w fatalnych warunkach pogodowych, wyruszył samotnie z Morskiego Oka przez Pięć Stawów do Roztoki, gdzie osłabł. Gdyby nie alarm, jaki wszczął jego kolega, wycieczka mogła mieć tragiczny finał.

9/10 lutego ratownicy dopomogli wycofać się z płd. ściany Świnicy trzem taternikom.

11 lutego na Kalatówkach 8-letni Tomek B. z Poznania przeciął głęboko przedramię. Z silnym krwotokiem przetransportowano dziecko do szpitala.

16 lutego poszukiwano samotnej turystki 24-letniej Anny B. z Warszawy, która wyruszyła z Pięciu Stawów do Wodogrzmotów, skąd szosą miała udać się do Morskiego Oka. Jak się okazało turystka zdołała dotrzeć tylko do leśniczówki na Wancie, gdyż zmęczenie nie pozwoliło jej na dalszy marsz.

29 lutego na ścieżce z Nosala potłukła się 40-letnia Stefania P. z Poznania.

2 marca pod Iwaniacką Przełęczą złamała nogę narciarka, 23-letnia Małgorzata R. z Krakowa.

29 marca spora grupa turystów z Krakowa, studenckich kandydatów na przewodników tatrzańskich, wybrała się do Doliny za Mnichem, skąd - trawersem pod Ciemnosmreczyńską Turnią w stronę Ciemnosmreczyńskiej Przełączki. Warunki śniegowe były trudne i ogromnie niebezpieczne. Odwilż i świeży opad mokrego, ciężkiego śniegu stwarzały ogromne zagrożenie lawinowe. W pewnej chwili obsunęła się spora lawina, grzebiąc 14 osób. Warstwa śniegu nie była gruba, toteż większość zasypanych o własnych siłach wydostała się z lawiniska. pomagając wydobyć zasypanych głębiej. Niestety, nie udało się uratować 28-letniej Anny Matusik i 25-letniego Władysława Dańca, którzy przebywali najdłużej pod śniegiem. Mimo długotrwałych zabiegów reanimacyjnych przybyły śmigłowcem lekarz stwierdził zgon obojga.

1 kwietnia przeszukiwano lawinisko w Kotle Goryczkowym, na skutek informacji, iż lawina z Pośredniego Goryczkowego przysypała jedną osobę. Informacja okazała się mylna. W śniegu nie znaleziono nikogo.

5 kwietnia powiadomiono GOPR o zaginięciu 22-letniego Wojciecha Sękowskiego ż Lubska, który 25 marca przyjechał w Tatry i nie powrócił do Lubska. Ustalono, że poszukiwany nocował po raz ostatni w Dolinie Pięciu Stawów, w nocy 28/29 marca. Poszukiwania prowadzone w tamtym rejonie z pomocą psa lawinowego dość szybko dały rozwiązanie zagadki. 7 kwietnia w jednym ze żlebów Swistówki odnaleziono śpiwór, a następnie ciało poszukiwanego turysty. Zginął porwany lawiną śnieżną.

14 kwietnia z jednego ze żlebów Świstówki wyprowadzono 23-letnią Jolantę L. ze Świebodzina. Zaczęła ona schodzić stromym i podciętym żlebem za plecakiem, który potoczył się w tamtą stronę. Jej towarzyszka, 21-letnia Henryka K. z Lubniewic, nie mogąc doczekać się powrotu koleżanki, powiadomiła o tym przygodnych turystów, wyrażając obawę, że Jolanta L. spadła do Roztoki. Turystka miała jednak wiele szczęścia. Obie panie zmarznięte i zmęczone, ale całe i zdrowe, sprowadzono w bezpieczne miejsce.

23 kwietnia w Dolinie Roztoki skręciła nogę Urszula Z. z Rzeszowa.

23 kwietnia z mostka na potoku Roztoka spadł i potłukł się dotkliwie 46-letni Lesław G. z Łodzi.

Krystyna Dąbkowska

Data utworzenia: 06/11/2008 : 10:14
Ostatnie zmiany: 06/11/2008 : 19:15
Kategoria : Kroniki TOPR
Strona czytana 936 razy


podglšd wydruku podglšd wydruku     Wersja do druku Wersja do druku

Komentarze


Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!


Turystyka Taternictwo

Zamknij Historia Taternictwa

Ratownictwo historia

Zamknij Kroniki TOPR

Galerie
^ Góra ^