ciąg dalszy Kronik 2004
3.09. w godzinach popołudniowych otrzymaliśmy telefoniczną informację, że pod Starorobociańskim Wierchem poważnie zasłabł starszy turysta. Śmigłowcem Mi-2 leci w rejon wypadku dwójka ratowników. W kolejnym locie przetransportowani zostali lekarz i jeszcze jeden ratownik ze środkiem transportu. Ratownicy desantują się na dość eksponowanej grani w pobliżu oczekującego na pomoc turysty.
Po zaaplikowaniu stosownych leków przez lekarza, turysta zostaje umieszczony w noszach francuskich, przeniesiony w bardziej dogodne do przyziemienia śmigłowca miejsce . Śmigłowiec przyziemia w dość eksponowanym terenie, turysta zostaje włożony na jego pokład i przetransportowany do szpitala. Jak się okazało, turysta przeszedł wcześniej kilka zawałów serca, jednak miłość do Tatr zwyciężyła i turysta za nic nie chciał zrezygnować ze zbyt dla niego forsownych wycieczek. Tym razem dzięki szybkiemu transportowi do szpitala, turysta wyszedł z tego zdarzenia bez kolejnego zawału.
5.09. około godz. 13.30 otrzymaliśmy informację telefoniczną, że podczas wspinaczki na Jarońcu bardzo źle poczuła się jedna ze znanych zakopiańskich taterniczek. Koledzy opuścili ją do podstawy ściany. Poinformowali, że ma objawy podobne do wylewu. Na miejsce wypadku lekarz TOPR i ratownicy zostali przewiezieni samochodem. Lekarz stwierdził, że stan taterniczki jest na tyle poważny, że wymaga ona bardzo szybkiego transportu do szpitala. Wobec powyższego w rejon wypadku wezwano śmigłowiec. Będący na miejscu ratownicy przenieśli taterniczkę w noszach francuskich w miejsce gdzie przyziemił śmigłowiec, włożyli ją na pokład i przetransportowali do szpitala.
10.09 podczas wycieczki na Giewont poważnie zasłabła 55-letnia turystka z Łambinowic. Wezwani na pomoc ratownicy, na miejsce wypadku polecieli śmigłowcem. Po desancie w pobliżu oczekującej na pomoc turystki, udzielono jej I pomocy, włożono do noszy francuskich i przeniesiono w miejsce, gdzie mógł przyziemić śmigłowiec. Śmigłowcem turystka została przewieziona do szpitala. Ratownicy zaś zeszli na Kondratową i dalej samochodem zostali przewiezieni do siedziby TOPR.
12.09. podczas zejścia z hali Gąsienicowej do Dol. Jaworzynki upadła na szlaku łamiąc nogę, 26-letnia turystka z Nowego Targu. Wezwani na pomoc ratownicy udzielili poszkodowanej I pomocy. W noszach francuskich znieśli ją do oczekującego w dolinie samochodu i przetransportowali do szpitala.
W dniu 13.09. w czasie zejścia znad Zmarzłego Stawu do Dol. Gąsienicowej, upadła na stromym odcinku szlaku i spadła kilkanaście, m 46-letnia turystka z Warszawy. W wyniku upadku doznała kontuzji głowy, prawdopodobnie urazu kręgosłupa i mocnych potłuczeń. Będący w pobliżu inni turyści o wypadku przez tel. komórkowy powiadomili TOPR. Ratownicy śmigłowcem zostali przewiezieni w rejon wypadku. Po desancie doszli do poszkodowanej, zaopatrzyli ją i następnie w noszach francuskich znieśli ją nad Czarny Staw, skąd do szpitala zabrał ją śmigłowiec.
18.09. podczas wspinaczki Filarem Mieguszowieckiego Szczytu Wielkiego prowadzący I wyciąg 23-letni taternik z Zembrzyc, odpadł, wykonał około 2o m lot, uderzając w skały. W wyniku upadku doznał poważnego urazu miednicy. Koledzy opuścili go do podstawy ściany i wezwali TOPR. Ratownicy zaopatrzyli ciężko rannego taternika i włożyli do noszy francuskich. Ze względu na poważny stan rannego zdecydowano się na przekazanie rannego na pokład śmigłowca prawie bezpośrednio z miejsca wypadku. Do śmigłowca będącego w zawisie, w trudnym terenie włożono rannego i przewieziono do zakopiańskiego szpitala.
19.09. będący w rejonie Czarnego Stawu Gąsienicowego turysta doznał kontuzji nogi uniemożliwiającej poruszanie się. Na pomoc w rejon wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Po desancie na morenie Cz. Stawu ratownicy doszli do oczekującego na pomoc turysty i udzielili mu I pomocy. Następnie w noszach francuskich turysta został przeniesiony do oczekującego na morenie śmigłowca , którym został przewieziony do szpitala.
23.09. do TOPR zadzwonił turysta informując, że idąc na Rysy zgubił szlak i utknął w eksponowanym terenie w miejscu skąd nie może się ruszyć. Dwóch ratowników zostało przewiezionych śmigłowcem na Bulę pod Rysami , skąd rozpoczęli poszukiwania turysty. Odnajdują go na lewo od Grzędy Rysów. Turysta zostaje na linie opuszczony w bezpieczny teren i sprowadzony do schroniska w Morskim Oku , gdzie turysta i ratownicy docierają około 22-giej.
30.09. około 21-szej do TOPR zadzwoniło dwoje turystów informując, że utknęli gdzieś w rejonie Żlebu Kulczyńskiego. Są w eksponowanym miejscu, skąd nie mogą zrobić kroku w żadną stronę. Jest ciemno, mgła, wieje wiatr i sypie śnieg. Są zmęczeni, przemoczeni, jest i bardzo zimno . Proszą o szybką pomoc. Z Hali Gąsienicowej w rejon Żlebu Kulczyńskiego wychodzi ratownik dyżurny z zadaniem nawiązania kontaktu głosowego z turystami i w miarę precyzyjnego zlokalizowania , gdzie są. Z Centrali TOPR na Halę Gąsienicową wyjeżdża ekipa ratowników. Po dojechaniu do Murowańca otrzymują informację od ratownika, który doszedł pod wylot Żlebu Kulczyńskiego, że nawiązał kontakt głosowy z poszukiwanymi turystami. Ze względu na mgłę nie widzi ich, ale według niego są w Czarnych Ścianach, tuż nad opadającymi pionowo ścianami. Ratownicy wchodzą Żlebem Kulczyńskiego mniej więcej do 1/3 jego wysokości. Stamtąd jeden z ratowników zjeżdża na linie około 60 m w dół i tam w eksponowanym terenie napotyka poszukiwanych turystów. Turyści zostają wyciągnięci do Żlebu Kulczyńskiego i następnie ratownicy opuszczają ich na linach po zalodzonych progach Żlebu do Koziej Dolinki. Następnie już w mniej eksponowanym terenie turyści asekurowani przez ratowników zostają sprowadzeni do schroniska Murowaniec. Akcja ratunkowa, prowadzona w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych, przy zalodzeniu cienką warstwą lodu skał i szlaku uniemożliwiającym użycie raków trwała prawie całą noc.
Jak się okazało dwoje młodych turystów, w warunkach nie nadających się do tego rodzaju wycieczek wybrało się rano na Krzyżne, skąd doszli na Granaty. Tam nie znaleźli szlaku zejściowego, bo zasypał go śnieg, postanowili iść dalej do Żlebu Kulczyńskiego. Tam schodząc w ciemnościach zgubili szlak, weszli w eksponowany teren, skąd nie było już odwrotu. Dobrze, że nie zrobili jednego kroku za dużo.
8.10. po godz. 16-tej, do TOPR dotarła informacja, że w rejonie Przeł. między Kopami kontuzji nogi doznał turysta. Z Murowańca w rejon wypadku wychodzi ratownik dyżurny, a z Centrali TOPR do pomocy w transporcie wyrusza grupa ratowników. Ratownik, który jako pierwszy doszedł do rannego turysty, zaopatrzył go. Przybyła z Zakopanego ekipa ratowników w noszach francuskich przetransportowała turystę do Murowańca i dalej samochodem przewiozła go do szpitala.
13.10. podczas zejścia z 5-ciu Stawów do Morskiego Oka, w rejonie Świstówki upadł doznając kontuzji nogi 51-turysta z Zielonej Góry. Na pomoc z Morskiego Oka wyruszył ratownik dyżurny a z Zakopanego do Morskiego Oka wyjechała ekipa ratowników. Przybyły na miejsce wypadku ratownik udzielił kontuzjowanemu turyście I pomocy. Ratownicy z Zakopanego w noszach francuskich przetransportowali turystę do Morskiego Oka i dalej samochodem przewieźli go do szpitala.
15.10. w godzinach wieczornych poinformowano telefonicznie Centralę TOPR, że na Przysłopie Miętusim znajduje się turysta z kontuzją nogi. Przybyli na miejsce wypadku ratownicy udzielili rannemu I pomocy. Następnie w noszach francuskich znieśli go do oczekującego poniżej Przysłopu samochodu i przetransportowali go do szpitala.
20.10 . jeden z mieszkańców Zakopanego powiadomił TOPR, że z wycieczki w rejon Świnicy i Zawratu, na którą wyszły dnia poprzedniego, nie powróciły dwie mieszkające u niego turystki. Ponieważ w górach panowały kiepskie warunki, szlaki były zalodzone i częściowo zasypane śniegiem, zachodziło podejrzenie, że turystki mogły ulec wypadkowi. Na poszukiwania w tamten rejon wyruszyła ekipa ratowników. W czasie poszukiwań , do TOPR dotarła informacja, że turystki całe, zdrowe i zadowolone wróciły...z nocnej imprezy na jakiej wraz ze spotkanymi znajomymi były gdzieś w Zakopanem.
Tego samego dnia w godzinach popołudniowych zadzwonili do TOPR turyści informując, że są w Dolinie Pańszczycy i słyszą wołanie o pomoc dochodzące gdzieś z rejonu Granatów. W tamten rejon ratownicy polecieli śmigłowcem. Z powietrza dostrzegli turystę wzywającego pomocy. Znajdował się on na Pańszczyckiej Czubie. Ratownicy desantowali się w pobliżu. Doszli do oczekującego na pomoc turysty, wyprowadzili go na szlak i sprowadzili na Halę Gąsienicową. Jak się okazało turysta schodząc ze Skrajnego Granata zgubił szlak, wszedł na Pańszczycką Czubę, skąd bał się iść dalej. Dlatego zaczął wzywać pomocy.
24.10. podczas zejścia z Giewontu szlakiem w kierunku Siodłowej Przeł. upadła, doznając kontuzji nogi 23-letnia turystka z Lublina. Wezwani na pomoc ratownicy w rejon wypadku zostali przetransportowani śmigłowcem. Po desancie w pobliżu oczekującej na pomoc turystki, udzielili jej I pomocy. W noszach francuskich przenieśli ją w miejsce, gdzie mógł przyziemić śmigłowiec i przetransportowali ją do szpitala.
30.10. do TOPR dociera informacja, że turyści w rejonie Pańszczyckiej Polanki natrafili na będące w stanie rozkładu zwłoki mężczyzny. Przybyli na miejsce wraz z ratownikami policjanci stwierdzili, że samobójstwo kilka miesięcy temu popełnił 23-letni mieszkaniec Wrocławia Michał Kmieć. Nikt wcześniej nie zgłaszał do TOPR zaginięcia tej osoby.
13.11. ze schroniska w 5-ciu Stawach do zakopiańskiego szpitala ratownicy przetransportowali 21-letnią turystkę z Łodzi, która wędrując w tamtym rejonie upadła i doznała bolesnej kontuzji nogi.
13.11. po godz. 17-tej do TOPR zadzwonili turyści z informacją, że ( kobieta i dwóch mężczyzn) są w rejonie Jarząbczego Wierchu. Jest mgła, wiatr, opad śniegu. Są wyczerpani, przemoczeni. Nie wiedzą jak schodzić. Proszą o pomoc.
Z Centrali TOPR do Dol. Chochołowskiej wyjeżdża grupa ratowników. W trudnych, niebezpiecznych warunkach- duży opad śniegu, lawiniasto) , po godz. pierwszej w nocy odnajdują turystów na grani poniżej wierzchołka Jarząbczego W. Po nakarmieniu, ogrzaniu rozpoczynają sprowadzać ich w dół. Ze względu na dużą ilość śniegu turyści zaczynają słabnąć. Ratownicy proszą o wsparcie i dostarczenie środka transportu, dla najbardziej osłabionej turystki. Z Zakopanego do Dol. Jarząbczej wyjeżdżają kolejne dwie grupy ratowników. Dochodzą do sprowadzanych powoli turystów i pomagają w ich sprowadzaniu do schroniska na Chochołowskiej, gdzie docierają dopiero około godz. 11-tej. Turyści mogą mówić o sporym szczęściu. Wyprawa ratunkowa była prowadzona w trudnych, wręcz niebezpiecznych warunkach. Duży opad śniegu, wiatr, powodowały gwałtowny wzrost zagrożenia lawinowego, które w ciemnościach trudno było ocenić i wybrać właściwą, bezpieczną drogę zejścia.
W czasie gdy rozpoczynała się akcja ratunkowa w Dol. Jarząbczej o godz. 19.40 do TOPR dzwonią dwaj turyści informując, że w śnieżycy utknęli gdzieś w rejonie Koziego Wierchu. W tych warunkach nie mogą znaleźć drogi zejściowej do 5-ciu Stawów. Proszą o pomoc. Do 5-ciu Stawów wyrusza grupa ratowników. Ratownicy podchodzą pod Kozi Wierch. Intensywnie padający śnieg, silny wiatr powodują gwałtowny wzrost zagrożenia lawinowego. Do tego gęsta mgła bardzo utrudnia orientację w terenie a przede wszystkim uniemożliwia właściwą ocenę zagrożenia. Spod nóg ratowników wyjeżdżają na szczęście niewielkie lawinki.
Około 1-szej w nocy ratownicy nawiązują kontakt głosowy z oczekującymi na pomoc turystami. Dopiero o godz. 2.40 udaje się im bezpiecznie dotrzeć do turystów. Na drodze stanął lawiniasty żleb, który bezpiecznie dało się obejść dopiero pod granią. Po nakarmieniu i ogrzaniu, sztywno asekurując ratownicy sprowadzają dwoje turystów w dół. Trwa to dużo czasu, ale niebezpieczne warunki nie pozwalają na szybszą ewakuację. Dopiero około 8.30 wszyscy docierają do schroniska w Stawach. I tym razem turyści mogą mówić o ogromnym szczęściu. Otwartym pozostaje pytanie, po co w takich warunkach, przy załamaniu pogody, turyści wybrali się na taką wycieczkę?
14.11. po godz. 9-tej, gdy jeszcze trwały wyprawy ratunkowe w Dol. Jarząbczej i na Kozim Wierchu, do Centrali TOPR zadzwonił jeden z grotołazów informując, że troje jego kolegów poszło do Jaskini Czarnej z planem przejścia całej jaskini. Na godz. 8.00 wpisali godzinę alarmową. Nie ma ich do tej pory. W Centrali zbiera się ekipa ratowników. Przygotowują odpowiedni sprzęt i samochodem wyjeżdżają na Zahradziska. Stamtąd dochodzą pod otwór wyjściowy. Wchodzą do jaskini. W Sali Imieninowej natrafiają na poszukiwanych grotołazów. Są cali i zdrowi. Braki kondycyjne znacznie przedłużyły im eksplorację jaskini. Ratownicy wraz z grotołazami około 17-tej wychodzą na powierzchnie . Następnie schodzą na Zahradziska, skąd do Kir zostają przewiezieni samochodem TOPR. O godz. 19-tej ratownicy wracają do siedziby TOPR, gdzie po zdaniu sprzętu kończą wyprawę.
19.11. po godz. 12-tej do Centrali TOPR zadzwoniła turystka informując, że jest na Przysłopie Miętusim. Skręciła nogę. Nie jest w stanie zejść o własnych siłach. Prosi o pomoc. Ratownicy samochodem dojeżdżają powyżej Zahradzisk, dochodzą do oczekującej na pomoc turystki. Po udzieleniu jej I pomocy w noszach francuskich znoszą ją do samochodu i przewożą do szpitala.
21.11. po godz. 16-tej do TOPR zadzwonił turysta informując, że wraz z koleżanką wyszli z Kasprowego W kierunku Przeł. pod Kopą Kondracką. Jest mgła, wiatr, pada śnieg, robi się ciemno. Szlak jest zasypany. Nie bardzo wiedzą gdzie są i jak dalej mają iść . proszą o pomoc. Turyści na grani odnajdują słupek graniczny. Po jego numerze udaje się ustalić, że turyści znajdują się poniżej Suchego Kondrackiego W. Z Centrali, naprzeciw turystom wyrusza ekipa ratowników. Ze względu na zagrożenie lawinowe, ratownicy na grań dochodzą ramieniem Łopaty. O godz. 19.30 natrafiają na turystów. Turyści są w niezłej formie. Ratownicy sprowadzają ich na Kondratową, skąd turyści skuterem zostają przewiezieni do Kuźnic. Turyści mogą mówić o szczęściu, że idąc granią od Kasprowego nie zostali porwani przez lawinę.
26.11. po godz. 17-tej do TOPR zadzwonił turysta informując, że rano wyszedł z Kasprowego w kierunku Kopy Kondrackiej. Trudne warunki, duża ilość śniegu, zmusiły go do zmiany planów. Z Czuby Goryczkowej zszedł do Dol. Suchej Kondrackiej. Tam schodząc w dół, stracił sporo sił, wpadając co chwila w zasypane kosodrzewiny. Nie ma sił dalej schodzić . Prosi o pomoc. Z Centrali TOPR na Kondratową wyrusza ekipa ratowników. Podchodząc od dołu Dol. Suchą Kondracką natrafiają na turystę. Sprowadzają go na Kondratową i dalej do Kuźnic. W takich warunkach trudno nazwać rozsądną, decyzję o samotnej wycieczce w ten rejon.
12.12. około godz. 11-tej do TOPR zadzwonił turysta informując, że utknął na szlaku na Świnicę w okolicy Żlebu Blatona. Turysta wybrał się na wycieczkę na Świnicę bez odpowiedniego sprzętu. Warunki- śnieg, zalodzenie szlaku, zaskoczyły go w trudnym terenie. Bojąc się zrobić dalszych kroków poprosił o pomoc . Z Kasprowego wyruszyło dwóch ratowników. Po dojściu do Żlebu Blatona, asekurując sprowadzili turystę na Kasprowy Wierch.
Wieczorem 18.12. po godz. 21.35 do TOPR jeden z turystów zadzwonił do Centrali z informacją, że jego dwaj koledzy wyszli rano do 5-ciu Stawów, skąd przez Szpiglasową Przeł. mieli dojść do Morskiego Oka. Do tej pory nie dotarli, na dodatek nie ma z nimi łączności telefonicznej. Ponieważ ani polskie ani słowackie służby, nie potwierdziły, by poszukiwani przekroczyli gdzieś granicę, z Morskiego Oka w rejon Szpiglasowej Przeł. wychodzą dwaj ratownicy. Z Zakopanego wyjeżdża ekipa ratowników. Część z nich z Wodogrzmotów udaję się do 5-ciu Stawów i dalej w kierunku Szpiglasowej Przeł. Druga grupa ma pozostać w odwodzie w Morskim Oku i czekać na rozwój wydarzeń. Całonocne poszukiwania nie przynoszą rezultatu. Nie natrafiono na żaden ślad poszukiwanych turystów. Gdy do poszukiwań przygotowuje się kolejna ekipa ratowników, z Morskiego Oka dociera informacja, że poszukiwani turyści doszli przed chwilą do schroniska. Jak wynikło z przeprowadzonych z nimi rozmów, przy słabej widocznośći nie trafili na Szpiglasową Przełęcz tylko na Czarną Ławkę, pomylili kierunki i zeszli do Dol. Piarżystej. Było już późno i ciemno. Tam w jamie śnieżnej przeczekali noc. Rano wyszli na grań ( w rejonie Kopy nad Wrotami) i zeszli z pewnymi trudnościami do Morskiego Oka.
21.12. poszukiwano niemieckiego turysty, który pobłądził w dolnej części
Doliny Pańszczycy. Ratownicy pełniący dyżur na Hali Gąsienicowej odnaleźli turystę na
czarnym szlaku. Ratownicy sprowadzili go na Psią Trawkę i skuterem przetransportowali
na Halę Gąsienicową.
28.12. podczas zejścia z Sarniej Skały upadła doznając kontuzji nogi 21-letnia turystka z Inowrocławia. Wezwani na pomoc ratownicy, po zaopatrzeniu zwieźli w pulkach ranną turystkę do wylotu Dol. Białego i dalej samochodem przewieźli ją do szpitala.
30.12. po godz. 17-tej do Centrali TOPR dociera informacja, że na szlaku z Morskiego Oka do 5-ciu Stawów, prawdopodobnie w rejonie Świstówki pobłądziła czteroosobowa grupa młodych, niemieckich turystów. Ze schroniska w Stawach wychodzą dwaj ratownicy, To samo czynią ratownicy pełniący dyżur w Morskim Oku. O godz. 18.50 turyści zostają odnalezieni i sprowadzeni do schroniska w 5-ciu Stawach.
31.12. podczas wspinaczki w rejonie Kotła Kazalnicy, prowadzący I wyciąg taternik odpadł, spadł około 15 m i złamał nogę. Wezwani na pomoc ratownicy w rejon wypadku zostali przewiezieni śmigłowcem. Po dotarciu do oczekującego na pomoc taternika, ratownicy zaopatrzyli go i w pulkach przetransportowali nad Czarny Staw, skąd do szpitala przewiózł go śmigłowiec.
W 2004 roku doszło w Tatrach do 13 śmiertelnych wypadków.
511osób zostało ciężko
876 lżej rannych
30 osób poważnie zachorowało.
Głównie były to choroby związane z układem krążenia, lub poważne zatrucia wymagające hospitalizacji.
Poszukiwano 54 osoby.
W omawianym okresie ratowano 1331 osób.
Najwięcej bo 1046 było wypadków narciarskich.
Ponadto doszło do 214 wypadków turystycznych
6-ciu wypadków taternickich
5-ciu wypadków lawinowych.
W celu niesienia pomocy zorganizowano 114 wieloosobowych wypraw ratunkowych i 1168 akcji .( Akcje to działania ratownicze nie wymagające dużej ilości ratowników i trwające niezbyt długi czas).
119 osób zostało przetransportowanych do szpitala śmigłowcem. Na akcjach i wyprawach ratunkowych ratownicy spędzili 4435 godzin.
Adam Marasek
Kongres IKAR
W dniach 14-16.10. 2004 roku obradowała w Zakopanem Międzynarodowa Komisja Ratownictwa Wysokogórskiego IKAR-CISA.
IKAR został powołany do życia w 1948 roku, jako organizacja zrzeszająca górskie organizacje ratownicze z Europy, Stanów Zjednoczonych i Kanady. W 1968 roku członkiem zwyczajnym IKAR został GOPR, a w 1999 po kilkuletnich staraniach i wcześniejszym wyjściu ze struktur GOPR, do IKAR został przyjęty TOPR.
Na Kongresie w Zakopanem w charakterze obserwatorów obecni byli przedstawiciele chińskich górskich służb ratowniczych.
Co roku odbywają się robocze kongresy. Których celem jest wymiana doświadczeń pomiędzy organizacjami ratowniczymi, informacja i analiza najpoważniejszych wypadków górskich, czy ujednolicenie technik ratowniczych. Przekazywane są również informacje o nowym sprzęcie stosowanym w ratownictwie górskim, ustalane są wytyczne działania dla lekarzy udzielających pomocy bezpośrednio na miejscu wypadku w górach.
Ponieważ w ostatnich latach dochodziło podczas prowadzonych akcji ratunkowych do tragicznych wypadków ratowników, głównym tematem omawianym na Kongresie w Zakopanem, było bezpieczeństwo ratowników podczas akcji ratunkowych. Sprawa ta była ważna również dla TOPR, gdyż i naszej organizacji nie ominęły tragiczne wypadki ratowników, żeby przypomnieć tylko awarię śmigłowca Sokół w dniu 11.08. 1994 roku, kiedy to zginęło dwóch pilotów i dwóch ratowników, czy wypadek lawinowy podczas prowadzonej w dniu 30.12. 2001 roku akcji ratunkowej pod Szpiglasową Przeł. kiedy to zginęło dwóch ratowników.
Obrady Kongresu toczyły się w czterech komisjach:
Komisji Ratownictwa Naziemnego
Komisji Lawinowej
Komisji Ratownictwa z Powietrza
Komisji Lekarskiej
Poza komisją lekarską, na której omawiano sprawy ściśle medyczne, pozostałe komisje zajmowały się sprawą bezpieczeństwa ratowników.
Na podstawie autentycznych akcji ratunkowych omawiano zagrożenia na jakie byli narażeni ratownicy. Jedną z takich akcji była akcja ratunkowa na Matternhornie w dniach 28-30.01. 2004 roku po trzech polskich turystów. Turyści mimo ostrzeżeń tamtejszych ratowników o złych warunkach i przewidywanym załamaniu pogody wyruszyli na Matternhorn. Złe warunki zmusiły ich do wezwania pomocy.
Akcję ratunkową prowadzono w bardzo złej pogodzie, przy temp dochodzącej do –280C, przy silnym wietrze wiejącym z prędkością około 100 km/godz, przy dużym zagrożeniu lawinowym i ograniczonej widoczności. W takich warunkach tylko doświadczeniu ratowników i pilotów śmigłowca zawdzięczać należy, że nie doszło do tragedii zarówno turystów, jak i biorących udział w akcji ratowników.
Na dodatek turyści podszyli się pod polskich ratowników i przewodników górskich, co nie przyniosło nam chluby. Musieliśmy tę informację zdecydowanie dementować.
Podczas obrad poruszano sprawę odpowiedzialności ratowników za bezpieczeństwo podczas prowadzonych akcji ratunkowych.
Konkluzją był wniosek, że najważniejsze jest bezpieczeństwo ratowników. Turyści wysokogórscy czy alpiniści podejmujący coraz to nowe i trudniejsze wyzwania muszą się liczyć z tym, że w zbyt niebezpiecznych warunkach ratownicy mogą nie podjąć lub znacznie opóźnić rozpoczęcie akcji ratunkowej.
Jak bajki słuchali ratownicy TOPR informacji ratowników norweskich o przeprowadzonej przez nich akcji ratunkowej po zasypane w lawinie dziecko. W akcji tej uczestniczyło 8 śmigłowców odpowiednio wyposażonych do działań w górach, na pokładzie których znajdował się najnowszy sprzęt medyczny do reanimacji i ogrzewania wychłodzonego człowieka. Na myśl przychodziły problemy z sfinansowaniem remontu naszego Sokoła i poszukiwania dalszych pieniędzy na jego eksploatację i ubezpieczenie. To niestety inny świat.
Komisja ratownictwa z powietrza zajmowała się zagrożeniami jakie występują w czasie akcji ratunkowych z użyciem śmigłowca. Tu konkluzja była następująca. Pilot śmigłowca musi brać przede wszystkim pod uwagę bezpieczeństwo śmigłowca i współpracujących z nim ratowników. Turyści i alpiniści muszą sobie zdawać sprawę, że nie wszędzie i nie w każdych warunkach może do akcji ratunkowej zostać użyty śmigłowiec.
Drugiego dnia ratownicy TOPR zaprosili uczestników Kongresu do Dol. Chochołowskiej, gdzie odbyły się pokazy ratownictwa ścianowego z wykorzystaniem technik improwizacji i technik wykorzystywanych w ratownictwie jaskiniowym.
W trzecim dniu nastąpiło podsumowanie obrad. Przedstawiono wnioski co zrobić by wśród ratowników nie dochodziło do wypadków podczas prowadzonych akcji ratunkowych.
Należy zwiększyć ilość szkoleń ratowników
Trzeba uświadomić turystów i alpinistów, że jeśli będzie zbyt niebezpiecznie to ratownicy mogą nie podjąć lub opóźnić akcję ratunkową.
Należy zintensyfikować działalność profilaktyczną. Docierać zwłaszcza do młodych ludzi, docierać do nich z wiedzą górską i informować o niebezpieczeństwach gór.
W czasie trwania Kongresu firmy produkujące sprzęt ratowniczy miały swoje stanowiska, na których zaprezentowały najnowsze swoje wyroby . Pokazano najnowsze plecaki z systemem ABS, nowe rodzaje sond i detektorów lawinowych. Pokazano również nowy sprzęt medyczny, który ma zastosowanie w akcjach ratunkowych w górach.
Na koniec obrad wybrano nowe władze IKAR Prezydentem IKAR na następną kadencję został ponownie Toni Grab. Zamykając Kongres podziękował on ratownikom TOPR za dobrą organizację i sympatyczną atmosferę. Powiedział, że z żalem opuszczają Zakopane. Na miejsce następnego kongresu wybrano Cortinę D, Ampezzo..