Kroniki TOPR - Kroniki 2006

18.01. po godz. 16-tej do TOPR zadzwonił Marcin B. informując, że przed chwilą jego kolega poinformował go telefonicznie, że jest w rejonie Małołączniaka i błądzi we mgle. Udało się nawiązać bezpośrednią łączność z błądzącym turystą, który poinformował, że jest przy słupku granicznym nr. 228. Telefonicznie poinstruowano go, jak ma schodzić by dojść na Kondratową. Powiedział, że ma wyładowaną baterię w telefonie, oraz, że czuje się dobrze, jest dobrze ubrany i wyposażony. Gdy do godz. 19-tej turysta nie dotarł na Kondratową z TOPR wyruszyły dwa patrole ratowników. Jeden z zadaniem dojścia przez Przeł. pod Kopą Kondracką na Kopę Kondracką, drugi patrol miał tam dojść przez Przeł Kondracką. O godz. 21-szej II patrol napotkał dwójkę turystów schodzących z Kopy Kondrackiej, którzy poinformowali, że około 18-tej widzieli samotnego turystę ubranego jak poszukiwany, który według nich szedł w kierunku Małołąckiej Przeł.
Wobec powyższego z Centrali TOPR wyruszają kolejne dwa patrole, z zadaniem dojścia szlakiem z Zahradzisk przez Przysłop Miętusi do wylotu Szarego Żlebu oraz drugi z zadaniem sprawdzenia Dol. Małej Łąki. Ratownicy meldują, o trudnych warunkach atmosferycznych, wietrze, mgle i bardzo ograniczonej widoczności. O godz. 22.30 patrol II odnajduje w rejonie Suchego Kondrackiego poszukiwanego turystę. Jak się okazało przez kilka godzin błądził on w okolicach grani schodząc nawet do Dol. Cichej, nie mogąc odnaleźć zejścia na Kondratową. Ponieważ miał nieczynny telefon, nie można było się z nim skontaktować i drogą tel. naprowadzić na właściwą drogę. Po ogrzaniu i napojeniu herbatą turystę sprowadzono na Kondratową.



4.02.po godz. 23-ciej do TOPR zatelefonowano z Wojskowego Ośrodka na Groniku, że być może z wycieczki w góry nie powrócił jeden z uczestników obozu. Nie ma jednak pewności, że poszedł w góry. Gość nie wpisał się do specjalnego zeszytu, ponadto miał mówić, że być może spotka się ze znajomymi w Zakopanem. Sprawdzono schroniska, Straż Graniczną. Policję, ZHS - bez rezultatu. O godz. 6-tej rano ponownie telefon z Gronika. Gość nie wrócił. Skontaktowano się z jego znajomymi w Zakopanem - nie spotkał się z nimi. Podobno poszukiwany wspominał coś o Czerwonych Wierchach. Wobec powyższego ratownicy w tamten rejon polecieli śmigłowcem. O godz. 8.45 z jego pokładu zobaczyli w zboczach Małołączniaka od strony Dol. Litworowej turystę. Ratownicy desantowali się w pobliżu. Turysta był mocno wychłodzony i poodmrażany. Został umieszczony w noszach francuskich, windą wciągnięty na pokład śmigłowca i przetransportowany do szpitala. Z chwilą przyjęcia miał 320 C i mocne odmrożenia rąk, nóg, twarzy. Jak się okazało, wyszedł on na samotną wycieczkę na Czerwone Wierchy. Po załamaniu pogody zgubił szlak i błądził całą noc w pobliżu grani. Nocą wiał dość silny wiatr a temp. spadła do –200 C. Gość miał szczęście , że w tych warunkach przetrwał do rana. Był dość kiepsko ubrany jak na zimową eskapadę.



W nocy z 8/9.02. 2006. Prowadzono akcję ratunkową w płn. ścianie Giewontu gdzie pod wierzchołkiem ( około 3 wyciągi ) utknęła dwójka taterników. Taternicy po pomoc zadzwonili o godz. 22.56 informując, że są wyczerpani, przemoczeni, kończy im się światło a trudności drogi przerosły ich umiejętności. Z Centrali na Giewont wyruszyła 9-osobowa grupa ratowników. O godz. 4.00 rozpoczęta zakładanie stanowiska do zestawu Grammingera. O godz. 5.15 jeden z ratowników został opuszczony w ścianę około 80 m. Po napojeniu im ogrzaniu taternicy wraz z ratownikiem zostali wyciągnięci na grań i sprowadzeni na Kondratową. Trudna technicznie akcja zakończyła się przed godz. 9-tą rano.



10.02. o godz. 15.15 do TOPR zadzwonił jeden z turystów informując, że podczas przejścia z 5-ciu Stawów na Szpiglasową Przeł idąc pod Miedzianym zostali porwani przez lawinę. 3 osoby samodzielnie się odkopały, czwarta została odkopana przez kolegów, jest nieprzytomna- koledzy ją reanimują. Są trudne warunki atmosferyczne, które dają marne szanse na dotarcie na lawinisko śmigłowcem. Z Centrali grupa ratowników wyrusza samochodami do Wodogrzmotów. Piloci podejmują próbę dotarcia śmigłowcem w rejon wypadku. Nie udaje się dolecieć. Lekarz wraz z ratownikiem desantują się przy dolnej stacji wyciągu towarowego i stamtąd ze sprzętem do reanimacji pieszo podążają do Stawów. Śmigłowiec zawraca, Spod Centrali zabiera kolejną grupę ratowników.
Chwilowe przejaśnienie pozwala na dolot śmigłowca w rejon wypadku. Ratownicy desantują się na lawinisku. Przejmują reanimację przygotowując równocześnie turystkę do transportu. Nadlatuje śmigłowiec - przyziemia, ratownicy wkładają nieprzytomną turystkę na pokład, gdzie reanimację przejmuje lekarz. O godz. 17.17. poszkodowana zostaje przekazana na lądowisku do karetki „R”. O godz. 18-tej do ratowników dociera informacja, że o godz. 18-tej 32-letnia Mariola Wodecka zmarła nie odzyskawszy przytomności. Ratownicy sprowadzają pozostałych uczestników wycieczki do 5-ciu Stawów i dalej do Wodogrzmotów. Wyprawę, w której brało udział 25 ratowników zakończono o godz. 21-szej.
Turyści wyszli z 5-ciu Stawów z zamiarem dotarcia przez Niedźwiadka popod Miedzianym na Szpiglasową Przeł. Po przejściu Miedzianego Kostura, podczas trawersowania jednego ze żlebów podcięli lawinę, która zabrała całą czwórkę. Trójka turystów częściowo przysypana sama wydostała się z lawiny. Mariola W. pod około 80-cm warstwą śniegu przebywała i około 15-20 min zanim została odkopana przez kolegów i rozpoczęto reanimację. Według świadków wypadku nie miała ona wokół głowy wolnej przestrzeni, która pozwoliłaby na oddychanie pod śniegiem.



18.02. o godz. 18.25 do TOPR zadzwonił turysta, że znajduje się pomiędzy Myślenickimi Turniami a Kasprowym W. Wieje silny wiatr, jest mgła ograniczająca widoczność, szlak jest zasypany a on nie ma już siły torować by dojść na Kasprowy lub wrócić na Myślenickie Turnie. Prosi o pomoc. Z Centrali wyruszyła ekipa ratowników, którzy o godz. 20.25 natrafili na grani na oczekującego na pomoc turystę. Po ogrzaniu i założeniu mu rakiet śnieżnych ratownicy sprowadzili go do Kotła Goryczkowego, skąd Ratrakiem PKL przewieziono go w rejon Wyżniej Goryczkowej Równi i dalej skuterem do Kuźnic. Powodem całego zdarzenia była nienajlepsza kondycja turysty, złe warunki atmosferyczne, silny wiatr i ograniczona widoczność, a przede wszystkim zła decyzja turysty o wyruszeniu w takich warunkach na wycieczkę.



26.02. po godzinie 18-tej do TOPR zadzwonili taternicy informując, że od rana wspinają się na drodze „100” na Zadnim Kościelcu. Są w górnej części drogi. Nie mają już siły dalej się wspinać, proszą o podanie jak najszybciej i najbezpieczniej się wycofać. Zaproponowano im zjazd na „Siodełko” i stamtąd bezpieczny trawers na Mylną Przeł. Na tym kontakt z taternikami się urwał. Tuż po północy ponownie zadzwonili taternicy informując, że zjechali właśnie na Siodełko i będą podążać w kierunku Mylnej Przeł. O godz. 2.35 ponowny telefon od taterników, którzy informują, że padły im baterie w czołówkach i będą biwakować ( bez sprzętu biwakowego )do rana na Siodełku. Wobec takiego obrotu sprawy o godz. 3.30 z Centrali TOPR wyrusza wyprawa ratunkowa. Ratownicy o godz. 7.35 dochodzą do oczekujących na pomoc na Siodełku taterników. Po ogrzaniu, napojeniu herbatą wyprowadzają ich na Mylną Przeł i sprowadzają do Murowańca.
Do całego zdarzenia z pewnością by nie doszło gdyby taternicy wykazali się większą znajomością topografii ściany i biegłością w taternickim rzemiośle.



11.03. mimo III stopnia zagrożenia lawinowego i nienajlepszej widoczności na samotną wycieczkę w kierunku Wołowca wybrał się młody snowboardzista. Pierwotnie zamierzał dojść tylko do Grzesia, ale zauważył ślady idące w kierunku Wołowca więc podążył nimi. Rejon wierzchołka pokrywała mgła a wiatr szybko zawiał ślady. Snowboardzista zaczął więc szukać drogi odwrotu ale wiatr i mgła nie pozwoliły mu się zorientować w którym kierunku można bezpiecznie zjechać do Dol. Chochołowskiej. Około 18-tej zadzwonił o pomoc do TOPR. Z Centrali do Chochołowskiej wyruszyła grupa ratowników. O godz. 22.35 ratownicy odnajdują na grani prowadzącej z wierzchołka w kierunku Dziurawej Przeł. snowboardzistę. Po ogrzaniu sprowadzają go do schroniska na Chochołowskiej. O godz. 1-szej w nocy ratownicy powrócili do Centrali TOPR.



W czasie trwania wyprawy na Wołowiec po godz. 19-tej do Centrali TOPR dzwoni turysta informując, że schodząc z Ciemniaka zgubił szlak. Błądzi gdzieś najprawdopodobniej w rejonie Chudej Turni. Na pomoc wyruszyła kolejna grupa ratowników. O godz. 21.40 ratownicy odnajdują turystę i po ogrzaniu sprowadzają go w dół. Jak się okazało turysta wyruszył na samotną wycieczkę na Ciemniak. Wiatr szybko zawiał jego ślady podejścia a zapadający zmrok i zalegająca mgła dopełniła reszty. Dobrze, że turysta miał telefon komórkowy i mógł wezwać pomoc. Gdyby nie telefon przyszłoby mu biwakować do rana walcząc z mrozem i wiatrem.



26.03. o godz. 20.30 do Centrali TOPR zadzwonili taternicy informując, że przed chwilą zakończyli wspinaczkę Filarem Świnicy. Jeden z taterników jest bardzo osłabiony i bez pomocy nie zejdzie na Halę Gąsienicową. Konieczna jest pomoc ratowników. Silny wiatr uniemożliwił ratownikom wyjazd kolejką na Kasprowy W. Wobec powyższego z Brzezin udali się skuterem na Halę Gąsienicową i dalej na nartach ski-tourowych przez Liliowe na Świnicką Przeł. O godz. 1.30 ratownicy docierają do oczekujących na wierzchołku Świnicy taterników. Po ogrzaniu , napojeniu i nakarmieniu taterników asekurując sprowadzono ich na Świnicką Przeł. i dalej przez Liliowe w rejon „Gienkowych Murów” a stamtąd skuterem na Halę Gąsienicową, gdzie dotarto o godz. 4-tej nad ranem. Do całego zdarzenia doszło w wyniku zbyt wolnej wspinaczki Filarem, która zajęła taternikom kilkanaście godzin, słabą znajomością terenu i pogorszeniem się warunków atmosferycznych.



16.04. o godz. 13.00 zadzwonił do TOPR turysta informując, że będąc na szlaku na Rysy z okolic „Kamienia ” lawina porwała jego kolegę. Schodząc widzi ślady krwi na śniegu, ale nie widzi kolegi, który jest prawdopodobnie przysypany. O godz. 13.15 spod Centrali TOPR śmigłowiec Sokół zabiera ekipę ratowników że sprzętem lawinowym i psa lawinowego. W czasie lotu do Morskiego Oka ponownie dzwoni turysta informując, że jego kolega wydobył się sam z lawiniska ( był tylko częściowo przysypany)i nic mu się nie stało, tak, że pomoc ratowników jest zbędna. Wobec powyższego śmigłowiec zawrócił do bazy.



18.04. podczas zjazdu z Zawratu w kierunku 5-ciu Stawów przewrócił się na początku zjazdu , spadł około 300 m uderzając po drodze w wystające skały 53-letni narciarz z Krakowa. Całe zdarzenie obserwował jego kolega, który o wypadku zawiadomił TOPR, ale dopiero po dotarciu do schroniska w 5-ciu Stawach, gdyż wcześniej nie mógł nawiązać łączności przez telefon komórkowy. W rejon wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Desantowali się przy oczekującym na pomoc turyście. Po udzieleniu I pomocy windą, wciągnięto rannego narciarza na pokład śmigłowca i przewieziono do szpitala. Jak się okazało pechowy narciarz w wyniku upadku doznał złamania uda, obrażeń głowy i ogólnych mocnych potłuczeń.



30.04. do Centrali TOPR zadzwoniła turystka informując, że podczas podejścia na Grzesia jej ojciec dostał zawału serca. Potrzebna pilna pomoc. Na ratunek ratownicy wraz z lekarzem TOPR polecieli śmigłowcem. Ratownicy desantowali się w pobliżu miejsca wypadku i przejęli reanimację od prowadzących ją przygodnych turystów. Intensywne zabiegi reanimacyjne prowadzone prze kilkadziesiąt minut , nie przyniosły rezultatu. Ratownikom pozostał smutny obowiązek przetransportowania zwłok 54-letniego Lesława Adamusa turysty z Tarnowa.



2.05. po godz. 13-tej podczas zejścia z Przeł . w Grzybowcu do Dol. Małej Łąki upadła, łamiąc obie kości podudzia 54-letnia turystka z Bydgoszczy. Przybyli na miejsce wypadku ratownicy udzieli rannej turystce I pomocy. Następnie w noszach Konga przetransportowano ją do oczekującego w Małej Łące samochodu i przewieziono do szpitala.



Podczas wyprawy ratunkowej pod Grzybowiec do Centrali dociera informacja o kolejnym wypadku. Na Przeł. Kondrackiej ataku padaczki dostał 20-letni turysta z Wrocławia. Na miejsce wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Po desancie w pobliżu miejsca wypadku lekarz TOPR udzieli turyście I pomocy. W noszach francuskich przeniesiono turystę na pokład śmigłowca i przetransportowano do szpitala. Cała akcja ratunkowa od chwili zawiadomienia, do momentu przekazania chorego do szpitala trwała 45 minut.



18.05. po godz. 19-tej do TOPR zadzwonili dwaj turyści pytając co mają robić, bo idą z Morskiego Oka do 5-ciu Stawów , są pod Szpiglasową Przełęczą i mają trudności z przejściem stromego, zaśnieżonego odcinka szlaku. Ratownik dyżurny polecił im by ze względu na zapadający zmrok , zaśnieżenie i zalodzenie szlaku od strony 5-ciu Stawów, zawrócili po własnych śladach do Morskiego Oka. O godz. 19.50 kolejny telefon. Jeden z turystów poinformował, że jego kolega zapchał się w trudne, strome miejsce, z którego nie może ruszyć się w żadną stronę. Prosi o pomoc. Z Zakopanego wystartował śmigłowiec. Ratownicy desantowali się w pobliżu oczekujących na pomoc turystów. Ratownik doszedł do oczekującego na pomoc turysty. Po założeniu mu uprzęży ratunkowej, turysta wraz z ratownikiem zostali wciągnięci na pokład śmigłowca. Tak samo wciągnięto na pokład drugiego turystę . Zostali oni przewiezieni do Zakopanego. Akcja ratunkowa toczyła się w zapadającym zmroku i wymagała od pilotów i ratowników sporej uwagi. Gdyby nie śmigłowiec, klasyczna akcja ratunkowa trwałaby kilka godzin.



2.06. o godz. 21.15 ze schroniska w 5-ciu Stawach poinformowano Centralę TOPR, że przed chwilą dotarł tam turysta informując, że pozostawił na szlaku, gdzieś nad Wielkim Stawem osłabionego kolegę. Ze Stawów w tamten rejon wyszło dwóch pracowników schroniska. Około 22-giej odnaleźli turystę mocno osłabionego, przemoczonego i wyziębionego. Nie powiodła się próba doprowadzenia go do schroniska. Turysta nie był w stanie iść na własnych nogach. Koniecznym okazał się transport w noszach. Zabezpieczono turystę by dalej się nie wychładzał. Z Zakopanego do 5-ciu Stawów wyruszyła ekipa ratowników. Około 2-giej w nocy ratownicy dotarli na miejsce wypadku. Po ogrzaniu i zaaplikowaniu leków ratownicy przetransportowali go w noszach francuskich do schroniska. Sami zaś po godzinie 6-tej dotarli do Zakopanego. Okazało się, że turyści postanowili z Hali Gąsienicowej przez Zawrat dotrzeć do 5-ciu Stawów. Zimowe warunki, opad deszczu a wyżej śniegu, zasypany szlak, mocno nadwyrężyły ich siły. Na dodatek turysta, który poważnie osłabł jest wegeterianinem, tak, że wzbraniał się nawet przed wypiciem słodzonej herbaty, którą częstowali go ratownicy.



5.06. tuż po godz. 7-mej do TOPR dotarła informacja, że w rejonie szlaku z Morskiego Oka do 5-ciu Stawów ( przez Świstówkę) znajduje się turysta z kontuzją nogi. Informację tę przekazano z Centrum dowodzenia, gdzie na nr. 112 zadzwonił sam poszkodowany. Ratownicy nawiązali z nim kontakt telefoniczny, chcąc ustalić dokładnie miejsce, w którym znajduje się turysta. Ratownikom udało się tylko dowiedzieć, że turysta jest w kosówkach i widzi schronisko nad Morskim Okiem. Ratownikowi pełniącemu tam dyżur udało się nawiązać kontakt głosowy z turystą i ustalić dość precyzyjnie miejsce, gdzie znajduje się turysta. Okazało się, że jest on w stokach Opalonego Wierchu w gęstych kosówkach, dość daleko od szlaku. Przybyła na miejsce wypadku ekipa ratowników sporo się namęczyła by przez kosówki dotrzeć do turysty i następnie w noszach znieść go do schroniska. Jak się okazało, turysta dnia poprzedniego wyszedł z Morskiego Oka chcąc dojść do 5-ciu Stawów. Nie znając topografii wszedł w Marchwiczny Żleb a gdy zrobiło się trudno i stromo zaczął trawersować stoki Opalonego W. W czasie trawersowania spadł kilka m doznając kontuzji nogi. Nie wyjaśnioną tajemnicą pozostaje dlaczego od razu nie zadzwonił po pomoc, tylko całą noc moknął i marzł w kosówkach.



7.06. o godz. 17-tej do Centrali TOPR zadzwonił turysta informując, że jest na szlaku pomiędzy Kasprowym W. a Przeł. pod Kopą Kondracką. Jest mgła, kiepska widoczność, opad śniegu, zimny wiatr. Nie wie gdzie dokładnie jest, ani jak przebiega szlak. Na dodatek jest przemoczony i osłabiony. Prosi o pomoc. Ratownicy kolejką wyjechali na Kasprowy Wierch i poszli szlakiem w kierunku Przeł pod Kopą. Napotkali turystę w rejonie Czuby Goryczkowej. Widząc ratowników 44-letni turysta z Gdyni odzyskał siły na tyle, że na własnych nogach doszedł wraz z ratownikami na Kasprowy W. i kolejką zjechał do Zakopanego.



9.06. o godz. 20-tej do Centrali TOPR zadzwonił turysta informując, że schodzi z Krzyżnego w kierunku 5-ciu Stawów. Jest sporo świeżego śniegu, szlak jest zasypany, nie wie jak schodzić. Ratownik dyżurny polecił mu by po własnych śladach wrócił na Krzyżne i zaczął schodzić do Dol. Pańszczycy. O godz. 21.50 nawiązano ponowny kontakt telefoniczny z turystą. Okazało się, że jest on w kiepskiej formie fizycznej, nie dojdzie o własnych siłach do Murowańca. prosi o pomoc. O godz. 22.10 z Hali Gąsienicowej do Dol. Pańszczycy wyruszyło dwóch ratowników. O godz. 23.10 natrafili w rejonie Czerwonego Stawku na poszukiwanego turystę. Po ogrzaniu i nakarmieniu o godz. 2.30 doprowadzono go do Murowańca.



9.06. do Centrali TOPR zadzwonił turysta informując, że jest w Dolinie Pańszczycy. Jest sporo świeżego śniegu, nie może znaleźć szlaku. Jest zmęczony, wyziębiony. Prosi o pomoc. Z Hali Gąsienicowej wyruszyło do Pańszczycy dwóch ratowników, którzy odnaleźli turystę w rejonie Czerwonego Stawku. Był w dość kiepskiej formie. Ratownicy ogrzali go pakietami grzewczymi, poczęstowali gorącą herbatą. Gdy turysta trochę doszedł do siebie zaczęli sprowadzać go do Murowańca, gdzie dotarli o godz. 2.30.



13.06. o godz. 15.40 do TOPR zadzwonił turysta informując, że schodząc z Ciemniaka w kierunku Zahradzisk zgubił szlak. Na dodatek brodząc w śniegu stracił sporo sił, jest przemoczony, i jest mu zimno tak, że nie może iść dalej. W tamten rejon ratownicy polecieli śmigłowcem. Z jego pokładu dostrzeżono turystę w Zadnim Kamiennym. Śmigłowiec przyziemił w pobliżu a ratownicy wprowadzili turystę na pokład i przetransportowali go do szpitala.



14.06. podczas zejścia z Grzesia poślizgnął się na szlaku, upadł i złamał nogę 60-cio letni turysta z Gdańska. Wezwani na pomoc ratownicy po zaopatrzeniu znieśli rannego w noszach francuskich na Chochołowską i samochodem przewieźli do szpitala.



17.06. o godz. 10.50 powiadomiono TOPR, że na szlaku na Halę Gąsienicową na Skupniowym Upłazie poważnie zasłabła 18-letnia turystka. Na miejsce wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Po desancie w pobliżu oczekującej na pomoc turystki udzielono jej I pomocy. Następnie w noszach francuskich przeniesiono ją do oczekującego w pobliżu śmigłowca i przetransportowano do szpitala.



22.06. dwójka turystów węgierskich wybrała się na Orlą Perć. Gdy byli w rejonie Pościeli Jasińskiego turystka poślizgnęła się i spadła około 200 m na stronę Doliny Pańszczycy, zatrzymując się na zaśnieżonej półce u wylotu żlebu. Jej towarzysz zaczął do niej schodzić. W trakcie schodzenia poślizgnął się upadł doznając kontuzji ręki. Zdołał jednak dojść do partnerki i stwierdziwszy, że jest nieprzytomna powiadomił TOPR. Na miejsce wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Z jego pokładu desantował się lekarz TOPR i ratownik. Po udzieleniu I pomocy nieprzytomną ranną turystkę włożono w nosze francuskie i następnie na około 20 m linie przeniesiono wraz z lekarzem w dogodne do przyziemienia miejsce w Dolinie Pańszczycy. Tam włożono ranną turystkę na pokład śmigłowca i przetransportowano do szpitala. Ratownik sprowadzi jej towarzysza na dno Dol. Pańszczycy skąd drugim lotem zabrał ich śmigłowiec do szpitala.
Turystka odniosła poważne obrażenia głowy, kręgosłupa mocne potłuczenia i rany kończyn.
Jej stan oceniono jako bardzo poważny. Turystka zmarła następnego dnia w szpitalu nie odzyskawszy przytomności.



Tego samego dnia w godzinach wieczornych ze szlaku na Zawrat sprowadzono na Halę Gąsienicową dwie turystki, które utknęły w stromych śniegach. Turystki doprowadzono do Murowańca o godz. 23-ciej.



24.06. podczas przejścia szlakiem pomiędzy Świnicą a Zawratem na wysokości Gąsienicowej Turni poślizgnęła się na zalegającym na szlaku śniegu i zsunęła stromym śnieżno-skalnym terenem do Dol. Pod Kołem 31-letnia turystka z Łodzi. W wyniku upadku doznała urazu głowy, rąk mocnych otarć i potłuczeń. Wezwani ratownicy w rejon wypadku polecieli śmigłowcem. Po desancie w pobliżu miejsca wypadku udzielono rannej I pomocy. Po włożeniu w nosze francuskie przeniesiono ją wraz z ratownikiem na linie pod śmigłowcem dogodne dla przyziemienie miejsce w Dolince pod Kołem. Tam włożono ją na pokład śmigłowca i przetransportowano do szpitala.


W czasie działań w rejonie Zawratu do TOPR dociera informacja, że z rejonu Buli pod Rysami zeszła lawina. Wcześniej na jej torze widziani byli turyści. Ponieważ istnieje obawa, że mogli zostać zasypani przez lawinę w tamten rejon leci ekipa ratowników z odpowiednim sprzętem lawinowym. Część z nich desantuje się przy Czarnym Stawie, dwójka ratowników desantuje się na Buli pod Rysami. Mają oni zejść torem lawiny w dół by sprawdzić od góry lawinisko. W czasie sprawdzania lawiniska ratownicy otrzymali informację, że na wysokości Buli pod Rysami ma miejsce wypadek turystyczny. Turystka poślizgnęła się na stromych śniegach uderzając po drodze w wystające kamienie. Po około 200 m udało się jej wyhamować lot czekanem. Śmigłowiec przewozi ratowników w rejon wypadku. Po desancie ratownicy udzielają I pomocy rannej w głowę, żebra i mocno potłuczonej turystce. Następnie zostaje ona przeniesiona w noszach francuskich na linie pod śmigłowcem na Bulę pod Rysami, tam po przyziemieniu śmigłowca włożona na jego pokład i przetransportowana do szpitala.



26.06. o godz. 15.51 do TOPR zadzwonił turysta informując, że na jego oczach z końca Grzędy Rysów spadł w dół jakiś turysta. Po chwili kolejna wiadomość , że ów turysta wpadł do szczeliny brzeżnej pod Grzędą i że jest z nim kontakt głosowy. Na miejsce zdarzenia poleciała grupa ratowników. Po desancie w rejonie wypadku ratownicy stwierdzili, że turysta znajduje się w szczelinie na głębokości około 5 m i leży w bardzo ciasnym, zalewanym przez duży strumień zimnej wody miejscu. Mimo prób nie udało się dotrzeć ratownikom do turysty. W międzyczasie śmigłowiec dowozi sprzęt nurkowy i w nim dwójce ratowników udaje się dotrzeć do rannego turysty. Po założeniu trójkąta ewakuacyjnego udaje się z trudem wyciągnąć turystę na powierzchnię. Na powierzchni zostaje zaopatrzony medycznie oraz w pakiety grzewcze, włożony w nosze francuskie i windą wciągnięty na pokład śmigłowca, którym szybko przetransportowano go do szpitala gdzie przekazano go o godz. 17.25. W wyniku kilkudziesięciominutowego przebywania w strugach zimnej wody turysta został poważnie wychłodzony. Z chwilą przybycia do szpitala jego temperatura ciała wynosiła tylko 28.6 st.C. W wyniku upadku doznał on ponadto urazu głowy i kończyn dolnych. Tylko dzięki wiedzy i determinacji lekarzy zakopiańskiego szpitala turystę udało się uratować.



27.06. grupka niemieckich turystów podchodziła z Hali Gąsienicowej na Zawrat. W górnej części szlaku wtrawersowali w ściany Małego Koziego Wierchu. Tam jedna z turystek poślizgnęła się i spadła około 40-50 m do Zawratowego Żlebu. W wyniku upadku doznała urazu miednicy, mocnych otarć i potłuczeń. Wezwani na pomoc ratownicy na miejsce wypadku polecieli śmigłowcem. Po desancie w pobliżu miejsca wypadku zaopatrzono ranną a następnie wraz z ratownikami przeniesiono ją na linie pod śmigłowcem na lądowisko na Hali Gąsienicowej. Tam włożono ją na pokład śmigłowca i przewieziono do szpitala. Jej towarzyszy ratownicy wyprowadzili na szlak.


Tego samego dnia w godzinach późno popołudniowych podczas zejścia z Hali Gąsienicowej w górnej części Dol. Jaworzynki upadła doznając kontuzji nogi turystka z Anglii. Ranną po zaopatrzeniu w noszach Konga zniesiono do Dol. Jaworzynki i dalej samochodem przewieziono do szpitala.



28.06. podczas zejścia z Koziej Przeł do Dol. Koziej poślizgnęła się na stromych twardych śniegach i zjechała około 100 m śnieżno-skalnym terenem. W wyniku upadku złamała nogę i doznała ogólnych mocnych potłuczeń i otarć. Wezwani na pomoc ratownicy na miejsce wypadku polecieli śmigłowcem. Po desancie w pobliżu miejsca wypadku zaopatrzyli ranną turystkę. Następnie w noszach francuskich opuścili ją żlebem do Dol. Koziej w miejsce gdzie mógł przyziemić śmigłowiec. Który została przetransportowana do szpitala.



29.06. o godz. 14.40 podczas przejścia szlakiem ze Świnicy w kierunku Zawratu na wysokości Zawratowej Turni poślizgnęła się na płacie śniegu i spadła około 40 m uderzając w wystające ze śniegu kamienie 18-letnia turystka z Lublina. Na ratunek ratownicy polecieli śmigłowcem. Niestety ze względu na gwałtowne zachmurzenie ratownikom nie udało się przebić w kierunku Hali Gąsienicowej. Wobec tego śmigłowiec zawrócił a ratownicy kolejką wyjechali na Kasprowy Wierch i przez Świnicę dotarli na miejsce wypadku. Okazało się, że turystka ma tylko powierzchowne obrażenia. Wyprowadzono ją na Zawrat i następnie w noszach francuskich opuszczono Zawratowym Żlebem po śniegach w dół. O godz. 20.15 ratownicy wraz z turystką dotarli na Halę Gąsienicową, skąd samochodem przewieziono ją do szpitala.



5.07.podczas zejścia Rysą z Rysów, potknęła się zawadzając rakiem o rak i spadła po stromych śniegach do wylotu Rysy 26-letnia turystka z Czech. W czasie spadania uderzyła w wystające ze śniegu kamienie doznając ran głowy, nogi, bioder oraz mocnych potłuczeń i otarć naskórka. Powiadomieni o wypadku ratownicy polecieli w rejon Buli pod Rysami śmigłowcem. Po desancie w pobliżu oczekującej na pomoc turystki udzielono jej I pomocy. Następnie przeniesiono ją w noszach francuskich na Bulę pod Rysami skąd do szpitala zabrał ją śmigłowiec.


Tego samego dnia podczas zejścia z Ciemniaka w rejonie Pieca kontuzji nogi doznał 15-letni turysta z Gdyni. Ratownicy wezwani na pomoc na miejsce wypadku polecieli śmigłowcem. Po desancie w pobliżu oczekującego na pomoc turysty ratownicy udzielili mu I pomocy. Następnie ranny z miejsca wypadku został wraz z jednym z ratowników, w uprzęży ewakuacyjnej przeniesiony na linie pod śmigłowcem w miejsce gdzie mógł przyziemić śmigłowiec. Po włożeniu na pokład śmigłowca turystę przewieziono do szpitala.


Do podobnego wypadku doszło tego samego dnia na tym samym szlaku. O godz. 18-tej powiadomiono Centralę TOPR, że podczas zejścia z Ciemniaka w rejonie Polany Upłaz kontuzji nogi doznała 48-letnia turystka z Gdańska. Na miejsce wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Po przyziemieniu w pobliżu oczekującej na pomoc turystki udzielono jej I pomocy a następnie śmigłowcem przewieziono do szpitala.



6.07. o godz. 13.40 powiadomiono ratowników o wypadku na ścieżce nad Reglami. 59-letnia turysta z Warszawy upadła doznając kontuzji nogi. Ratownicy z pokładu śmigłowca desantowali się zjazdem na linie w rejonie Przeł. Białego. Po dotarciu do poszkodowanej udzielono jej I pomocy. W noszach francuskich zniesiono ją do wylotu Dol. Białego i dalej samochodem przewieziono do szpitala.



7.07. o godz. 20.20 zadzwonił do TOPR 31-letni turysta z Głogowa informując, że jest na Przełęczy Nowickiego, jest zmęczony, bolą go nogi i prosi ( żąda) by przyleciał po niego śmigłowiec. Próby telefonicznej perswazji by szedł w stronę Krzyżnego bo za chwilę będzie ciemno nie na wiele się zdały. W celu sprowadzenia turysty z Hali Gąsienicowej wyruszyła dwójka ratowników. O godz. 23-ciej ratownicy napotkali turystę w rejonie Buczynowych Turni. Sprowadzanie go do Murowańca trwało do drugiej w nocy.



9.07. o godz. 11.15 powiadomiono TOPR o wypadku taternickim na drodze 100 na Zadnim Kościelcu. Taternik został ugodzony w głowę spadającym kamieniem. W wyniku uderzenia doznał urazu głowy oraz odpadł od ściany w wyniku czego doznał dodatkowo mocnych potłuczeń i otarć. Partnerzy opuścili go do podstawy ściany . Ratownicy z pokładu śmigłowca desantowali się w pobliżu miejsca wypadku. Po zaopatrzeniu taternik w noszach francuskich został na linie przeniesiony pod śmigłowcem na morenę Czarnego Stawu, gdzie włożono go na pokład śmigłowca i przewieziono do szpitala.


Tego samego dnia w godzinach popołudniowych poszukiwano taternika, który nie powrócił z samotnej wspinaczki w rejonie Hińczowej Turni. Z pokładu śmigłowca dostrzeżono ciało taternika leżące około 70 m poniżej grani Hińczowej Turni po stronie słowackiej. Prawdopodobnie Krzysztof Prokop. z Krakowa odpadł z uskoku Hińczowej Turni i zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Ratownikom pozostał smutny obowiązek przetransportowania ciała.



10.07. o godz. 13-tej powiadomiono Centralę TOPR, że w górnej części Dol. Białego kontuzji nogi doznała 40-letnia turystka z Oleśnicy. Po udzieleniu I pomocy ratownicy znieśli ranną turystkę w noszach francuskich do wylotu Dol. Białego i dalej samochodem przewieziono ją do szpitala.
W trakcie akcji ratunkowej w Dol. Białego powiadomiono TOPR, że podczas zejścia z kopuły szczytowej Giewontu poślizgnęła się na śliskich skałach wapiennych upadła doznając bardzo bolesnego zwichnięcia barku 27-letnia turystka z Łodzi. Na miejsce wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Po desancie w pobliżu oczekującej na pomoc turystki lekarz TOPR nastawił bark. Po zaopatrzeniu, turystkę doprowadzono do śmigłowca i przewieziono do szpitala.



13.07. będąca na wierzchołku Gęsiej Szyi 14-letnia turystka z Piaseczna, doznała kontuzji nogi. Ratownicy z pokładu śmigłowca desantowali się przez zjazd na linie w pobliżu kontuzjowanej turystki. Po zaopatrzeniu przeniesiono ją w trójkącie ewakuacyjnym na linie pod śmigłowcem na Rówień Waksmundzką. Tam po przyziemieniu włożono ją na pokład śmigłowca i przewieziono do szpitala.



14.07. w godzinach popołudniowych do Centrali TOPR zadzwonił turysta informując, że schodząc z Giewontu szlakiem do Dol. Strążyskiej, w pewnym momencie zgubił szlak, wszedł w stromy żleb skąd nie może zrobić kroku w żadną stronę. Prosi o pomoc. Ratownicy z pokładu śmigłowca dostrzegli turystę w żlebie spadającym z Małego Giewontu do Dol. Małej Łąki. Około 100 m poniżej szlaku. Jeden z ratowników zdesantował się z pokładu śmigłowca w pobliże oczekującego na pomoc turysty. Turyście założono trójkąt ewakuacyjny i następnie wraz z ratownikiem został przeniesiony na linie pod śmigłowcem na Wielką Polanę w Dol. Małej Łąki. Tam po przyziemieniu wsadzono go do śmigłowca i przetransportowano do Zakopanego. Jak się okazało turysta chciał sobie skrócić drogę i zaczął schodzić stromym żlebem do Dol. Małej Łąki. Tam utknął na stromym , śliskim po deszczu progu żlebu.



17.07. o godz. 11.40 powiadomiono TOPR, że z odcinka Orlej Perci biegnącej tarasem pod Zamarłą Turnią poślizgnęła się na śniegu i spadła w kierunku Koziej Dolinki turystka. Na pomoc ratownicy polecieli śmigłowcem. Ratownicy desantowali się z jego pokładu w pobliżu oczekującej na pomoc turystki. Lekarz TOPR udzielił rannej I pomocy. Następnie doprowadzono ją do oczekującego w pobliżu śmigłowca i przetransportowano do szpitala. 18-letnia turystka z Poznania może mówić o ogromnym szczęściu, gdyż doznała tylko niegroźnych dla życia obrażeń.


17.07. na Sarniej Skale kontuzji nogi w wyniku upadku doznała 34-letnia turystka z Kostomłotów. Przybyli na miejsce wypadku ratownicy udzielili rannej I pomocy. Następnie w noszach francuskich zniesiono ją do Dol. Strążyskiej skąd samochodem przewieziono do szpitala.



18.07 ratownicy HZS ze Smokowca poprosili o wsparcie ich działań ratowniczych naszym śmigłowcem przy wypadku do jakiego doszło w Dolinie Staroleśnej, gdzie kontuzji nogi doznał turysta z Anglii. Śmigłowiec zabrał ze Smokowca 2 ratowników słowackich, którzy razem z naszymi ratownikami udzielili pomocy rannemu turyście. Po zaopatrzeniu turysta z trudnego terenu został podebrany na linie przez śmigłowiec w dogodne do przyziemienia miejsce w Dolinie Staroleśnej. Po włożeniu rannego turysty na pokład śmigłowca przetransportowano go do Smokowca.


18.07 o godz. 21-szej do TOPR zadzwonili turyści informując, że są gdzieś w Dolinie Pańszczycy. Zgubili szlak, jest ciemno a oni nie mają światła. Proszą o pomoc. Z Hali Gąsienicowej na poszukiwania turystów wyruszyła 3- osobowa ekipa ratowników. O godz. 22.45 ratownicy natrafili na oczekujących na pomoc dwojga turystów i doprowadzili ich do Murowańca.



19.07. z Kobylarzowego Żlebu przetransportowano śmigłowcem turystę, który będąc poniżej łańcuchów został ugodzony spadającym kamienie w głowę.


Tego samego dnia w godzinach popołudniowych wezwano ratowników do Świstówki Roztockiej, gdzie w wyniku udaru cieplnego straciła przytomność 54-letnia turystka z Bytowa. Na pomoc ratownicy polecieli śmigłowcem. Po desancie w pobliżu oczekującej na pomoc turystki lekarz TOPR udzielił jej I pomocy. Następnie w trójkącie ewakuacyjnym turystka wraz z lekarzem została przeniesiona na linie pod śmigłowcem w dogodne do przyziemienia miejsce, włożona na pokład śmigłowca i przetransportowana do szpitala.



20.07. podczas podejścia z Liliowego na Skrajną Turnię upadł i złamał rękę, 25-letni turysta z Białobrzegów. Na miejsce wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Po przyziemieniu na Liliowym ratownicy udali się do oczekującego na pomoc turysty. Po zaopatrzeniu sprowadzono go na Liliowe skąd śmigłowcem przewieziono do szpitala.



21.07. ratownicy TOPR zostali wezwani na szlak na Zawrat, powyżej Zmarzłego Stawu, gdzie poważnie zasłabł 47-letni turysta z Koła. Ratownicy z pokładu śmigłowca desantowali się w pobliżu oczekującego na pomoc turysty. Lekarz TOPR udzielił mu I pomocy. Następnie Turysta wraz z ratownikami został przeniesiony na linie pod śmigłowcem na lądowisko na Hali Gąsienicowej, tam po przyziemieniu włożono go na pokład śmigłowca i przewieziony do szpitala.


W trakcie działań w rejonie Zawratu, ratownicy otrzymali informację, że w rejonie Kopieńca jest turystka z kontuzją nogi. Gdy jedna grupa ratowników działała w rejonie Zawratu druga została przewieziona śmigłowcem na Halę Kopieniec. Po desancie w pobliżu miejsca wypadku ratownicy udzielili rannej I pomocy. Następnie w noszach francuskich przetransportowali ją w miejsce przyziemienia śmigłowca i przetransportowali ją do szpitala.


O godz. 17.40, tego samego dnia, poinformowano Centralę TOPR, że na morenie Czarnego Stawu nad M. Okiem znajduje się turystka z kontuzją nogi. Śmigłowiec przewiózł ratowników nad Czarny Staw. Po udzieleniu I pomocy turystka została włożona na pokład śmigłowca i przewieziona do szpitala.



22.07. podczas zejścia z Koziego Wierchu do 5-ciu Stawów upadł doznając bardzo bolesnej kontuzji barku 46-letni turysta z Bochni. Na pomoc ratownicy polecieli śmigłowcem. Po zdesantowaniu się lekarz TOPR nastawił zwichnięty bark, tak, że ustąpił ból. Po zaopatrzeniu ranny turysta został wraz z lekarzem przeniesiony na linie pod śmigłowcem nad brzeg Czarnego Stawu. Tam po przyziemieniu turysta został włożony na pokład śmigłowca i przetransportowany do szpitala.



23.07. po godz. 18-tej podczas zejścia z Przeł. między Kopami do Dol. Jaworzynki upadła doznając złamania nogi 50-cio letnia turystka z Ostrowa Wlkp. Ranną po zaopatrzeniu ratownicy w noszach francuskich znieśli do Dol. Jaworzynki i dalej samochodem przewieźli do szpitala.



24.07. o godz.8.00 ratownicy z Grupy Podhalańskiej GOPR wezwali śmigłowiec Sokół celem przetransportowania ciężko rannego turysty, który spadł z wierzchołka Trzech Koron i stoczył się po stromym stoku około 300 m. Ratownicy z pokładu śmigłowca desantowali się przez zjazd na linie w miejsce gdzie na transport oczekiwał zaopatrzony przez ratowników GOPR ranny turysta. Następnie został on bezpośrednio z miejsca wypadku w noszach francuskich przeniesiony wraz z ratownikami na linie pod śmigłowcem na stadion do Krościenka, tam po przyziemieniu wsadzony na pokład i przetransportowany do szpitala w Zakopanem.



25.07. podczas zejścia z 5-ciu Stawów do Morskiego Oka w rejonie Żlebu Żandarmerii poślizgnął się i upadł łamiąc obie kości podudzia 51-letni turysta z Radzynia Podlaskiego. Powiadomieni o wypadku ratownicy polecieli w tamten rejon śmigłowcem.
Po desancie w pobliżu oczekującego na pomoc turysty ratownicy udzielili mu I pomocy. Następnie po włożeniu do noszy francuskich został on pod pokładem śmigłowca przeniesiony na linie na Kępę , skąd po przyziemieniu i zapakowaniu na pokład został przewieziony do szpitala.



3.08. o godz. 13.50 powiadomiono Centralę TOPR, że w rejonie Przeł. Zawrat znajduje się turysta z poważnie uszkodzonym stawem skokowym. Na miejsce wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Po desancie w rejonie Zawratu ratownicy doszli do oczekującego na pomoc turysty. Po zaopatrzeniu, w noszach francuskich znieśli go w rejon Przeł. Schodki skąd do szpitala zabrał go śmigłowiec.



Do kuriozalnego zdarzenia doszło w dniu 6.08. Tego dnia o godz.9.20 do Centrali TOPR zadzwonił jeden z turystów informując, że jego kolega nie powrócił z gór. Jak się okazało we dwójkę wyszli dnia poprzedniego na Rysy. Byli tam około godz. 13-tej. Tam jeden z nich postanowił zejść na stronę słowacką, drugi zaś wyjść jeszcze na Przeł. pod Chłopkiem. Oby było im raźniej obaj zeszli do Buli pod Rysami i tam się rozstali. Pierwszy poszedł z powrotem na Rysy i dalej na stronę słowacką, drugi zszedł do Czarnego Stawu i stamtąd zaczął iść na Chłopka. Turysta idący na Słowację jak podaje zszedł w rejon Żabich Mięguszowieckich Stawów. Ponieważ zaczęło zmierzchać zawrócił, około 24.00 minął Chatę pod Rysami, wszedł na Rysy i zaczął schodzić na polską stronę. W ciemnościach kilka razy spadał dość dotkliwie się tłukąc. Zszedł do Morskiego Oka i tam usnął w schronisku. Jego kolega idąc na Chłopka w zapadających ciemnościach zgubił szlak, gdzieś się zapchał, spędzając noc na jakiejś skalnej półce prawdopodobnie w rejonie Czarnego Mięguszowieckiego Szczytu. Nad ranem wysłał do kolegi SMS-a informując, że ma problemy . Adresat obudził się około 9-tej, przeczytał SMS-a i zadzwonił do TOPR. Rozpoczęto poszukiwania. Z pokładu śmigłowca spenetrowano rejon Przeł pod Chłopkiem i grań aż do Rysów. Patrole ratowników sprawdzały rejon szlaku na Chłopka i na Rysy. Do poszukiwań zaangażowano też ratowników słowackich, którzy sprawdzili schroniska Chatę pod Rysami i Popradzki Staw. Wszystko bez rezultatu. Około 16-tej do schroniska nad Morskim Okiem dotarł poszukiwany turysta. Jak zrelacjonował, po spędzonej nocy na skalnej półce, gdy się rozwidniło znalazł on sposób by się wydostać z trudnego miejsca. Następnie zaczął schodzić w dół nad jakiś staw ( jak się okazało Hińczowy) . Tam zorientował się , że zszedł na Słowację, postanowił więc przez Rysy wrócić do Morskiego Oka. Z Rysów zadzwonił do kolegi informując go gdzie jest, ale kolega odsypiał noc więc nie odebrał telefonu. A w niepotrzebnych poszukiwaniach wzięło udział 14-tu ratowników a śmigłowiec wylatał ponad 2 godziny. Aż się prosi by za taką niefrasobliwość turyści zapłacili . A koszty takiej akcji to co najmniej kilkanaście tysięcy zł.



9.08. podczas zejścia z Zawratu w kierunku 5-ciu Stawów kontuzji nogi doznał turysta węgierski. Wezwani na pomoc ratownicy na miejsce wypadku polecieli śmigłowcem. Po desancie w Dolince pod Kołem ratownicy doszli do rannego turysty znajdującego się na płd. stokach Małego Koziego W. Po udzieleniu I pomocy w noszach francuskich zniesiono go do śmigłowca i przetransportowano do szpitala.



10.08 podczas wycieczki na trasie Kasprowy-Przełęcz pod Kopą Kondracką w rejonie Suchych Czub Kondrackich upadła łamiąc obie kości podudzia 47-letnia turystka z Torunia. Powiadomieni o wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Niski pułap chmur uniemożliwił dolot na miejsce wypadku. Ratownicy desantowali się w połowie podejścia na Przeł. pod Kopą Kondracką. Po dojściu do poszkodowanej udzielono jej I pomocy. Następnie w noszach francuskich zniesiono ją w kierunku Hali Kondratowej, skąd do szpitala przewiózł ją śmigłowiec.



14.08. na szlaku pomiędzy Karczmiskiem a Przeł. między Kopami upadł uderzając głową w kamienie 52-letni turysta z Katowic. W wyniku upadku doznał utraty przytomności i ran głowy. Wezwani na pomoc ratownicy, na miejsce wypadku polecieli śmigłowcem. Po desancie w pobliżu oczekującego na pomoc turysty, udzielili rannemu I pomocy. W noszach francuskich przetransportowano go do oczekującego w pobliżu śmigłowca i przewieziono do szpitala.



W tym samym dniu o godz. 17.10 do TOPR zadzwonili turyści schodzący z Rysów informując, że poniżej Grzędy Rysów poza szlakiem o pomoc woła jakiś turysta. Na miejsce wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Po desancie na Buli pod Rysami doszli do oczekującego turysty. Okazało się, że zgubił szlak, zapchał się w trudne dla niego miejsce i na dodatek był mocno osłabiony i zestresowany. Ratownicy sprowadzili go na Bulę i wezwali śmigłowiec, który oczekiwał w M. Oku. W tym czasie okazało się, że Grzędą Rysów schodzi powoli turystka z kontuzją nogi. Ratownicy również ją doprowadzili na przygodne lądowisko na Buli pod Rysami skąd śmigłowiec przewiózł turystów do szpitala.



16.08. o godz. 19.00 do TOPR zadzwonił turysta informując, że schodzi z Krzyżnego do Dol. Pańszczycy i widział jak przed chwilą z grani Buczynowych Turni do Pańszczycy spadł jakiś człowiek. Z Zakopanego staruje śmigłowiec. W międzyczasie turysta dzwoni ponownie informując, że jest przy turyście, który spadł. Jest mocno porozbijany nie daje oznak życia. Ratownicy z pokładu śmigłowca desantują się w pobliżu miejsca wypadku. Lekarz TOPR stwierdza zgon.
Jak się okazało samotny turysta Mateusz Kakareko spadł z grani Małej Buczynowej Turni ponosząc śmierć na miejscu. Najprawdopodobniej przyczyną wypadku mógł być śliski po deszczu szlak, pośpiech by zdążyć do Krzyżnego przed zapadającym zmrokiem i chwila nieuwagi. Ratownikom pozostał smutny obowiązek przetransportowania zwłok.



17.08. podczas zejścia z Krzyżnego do 5-ciu Stawów upadł doznając bolesnej uniemożliwiającej dalsze poruszanie się kontuzji stawu skokowego 60-cio letni turysta z Poznania. Ratownicy na Krzyżne polecieli śmigłowcem. Po desancie zeszli do oczekującego na pomoc turysty. Po udzieleniu mu I pomocy w noszach francuskich znieśli go do 5-ciu Stawów, skąd do szpitala przewiózł go śmigłowiec.



18.08 z Krzyżnego do szpitala przetransportowano śmigłowcem 51-letniego turystę, który poważnie zasłabł tracąc na chwilę przytomność.



19.08. podczas wspinaczki płd. Filarem Koziego Wierchu na ostatnim wyciągu kontuzji nogi doznał jeden z taterników. Powiadomieni o wypadku ratownicy na Kozi Wierch polecieli śmigłowcem. Po desancie na wierzchołku dochodzą do oczekującego na pomoc taternika. Po zaopatrzeniu zapakowano go do noszy francuskich i na linie pod śmigłowcem przeniesiono wraz z ratownikami na lądowisko w 5-ciu Stawach. Tam po przyziemieniu włożono go na pokład śmigłowca i przetransportowano do szpitala.


Tego samego dnia w rejonie Siklawy kontuzji nogi doznała 55-letnia turystka z Zabrza. Na miejsce wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Po desancie w 5-ciu Stawach doszli do oczekującej na pomoc turystki. Po udzieleniu I pomocy w noszach francuskich wniesiono ją do 5-ciu Stawów skąd śmigłowcem została przewieziona do szpitala.



20.08. o godz. 20.40 jedna z turystek powiadomiła TOPR, że schodzili szlakiem z Chłopka. Na wysokości klamer jej towarzyszka Jowita Jabłońska straciła równowagę i spadła w dół do wiszącego Kociołka. Nie można z nią nawiązać kontaktu głosowego. Z Morskiego oka na miejsce wypadku wychodzi ratownik dyżurny a z Centrali TOPR wyjeżdża ekipa ratowników. W pobliżu znajdowała się dwójka ratowników, którzy po wspinaczce wracali do M. Oka. Oni jako pierwsi dotarli na miejsce wypadku. Po założeniu zjazdu jeden z ratowników zjeżdża do Wiszącego Kociołka. Tam natrafia na turystkę, która nie daje oznak życia. W tym czasie na miejsce wypadku dociera ekipa z Zakopanego. Lekarz TOPR stwierdza zgon. Ratownicy transportują zwłoki do Morskiego Oka gdzie docierają o godz. 2.50. Przyczyną wypadku była prawdopodobnie chwila nieuwagi, zmęczenie, zapadający zmrok. A może przeznaczenie?



22. 08. O godz. 22.10 do TOPR zadzwonił młody turysta zgłaszając zaginięcie swojego kolegi. Mieli razem iść Orlą Percią do Krzyżnego, ale rozstali się na Zawracie bo kolega szedł zbyt wolno. Mieli czekać na niego na Krzyżnym , ale sami doszli tylko do Granatów, skąd zeszli do Zakopanego. Kolega ma rozładowaną komórkę, nie mają z nim łączności. Kolega był kiepsko ubrany, krótkie spodenki, koszula z krótkim rękawem. W górach pada, jest zimno, wiatr. Po wywiadzie przeprowadzonym w schroniskach udaje się ustalić, że około godz. 19-tej turyści widzieli tak ubranego młodego człowieka na Kozim Wierchu. Z 5-ciu Stawów wyrusza patrol na Kozi Wierch, z Hali Gąsienicowej patrol do Koziej Dolinki. Z Centrali wyruszają dwa zespoły na Halę Gąsienicową. O godz. 0.45 ratownicy z Hali Gąsienicowej odnajdują w Żlebie Kulczyńskiego poszukiwanego turystę. Po ogrzaniu sprowadzają go do Murowańca, gdzie docierają około godz. 3-ciej rano. Cóż,  młodemu turyście można tylko pogratulować kolegów.



26.08. podczas zejścia z Kondrackiej Przeł. do Dol. Małej Łąki poślizgnął się na mokrych kamieniach , upadł doznając kontuzji nogi i ręki 52-letni turysta z Wrocławia. Ponieważ wypadek zdarzył się tuż przed 20-tą , ze względu na zapadający zmrok, nie dało się użyć śmigłowca. Turystę w sposób klasyczny w noszach na barkach ratowników przetransportowano na Wielką Polanę i dalej samochodem przewieziono do szpitala.

ciąg dalszy Kronik 2006 w artykule Kroniki 2006 cd..


Data utworzenia: 19/12/2008 : 11:42
Ostatnie zmiany: 19/12/2008 : 11:46
Kategoria : Kroniki TOPR
Strona czytana 612 razy


podglšd wydruku podglšd wydruku     Wersja do druku Wersja do druku

Komentarze


Komentarz #1 

autor : krzysiek 09/05/2009 : 17:30

Taka mała uwaga odnośnie opisu wypadku Jowity J. Obie dziewczyny były tatetrnikami i wracały po udanej wspinaczce na bodajże Filarze Grońskiego na ŻTM. 

Turystyka Taternictwo

Zamknij Historia Taternictwa

Ratownictwo historia

Zamknij Kroniki TOPR

Galerie
^ Góra ^